Pismo parafii Matki Boskiej Różańcowej
w Rudzie Śląskiej

- do użytku wewnętrznego Kościoła -


Nr 5(838) rok XIX 3. lutego 2019 roku.

Czwarta Niedziela Zwykła - rok C


I czytanie: Jr 1,4-5.17-19;
Psalm: Ps 71(70),1-2. 3-4a. 5-6b. 15ab i 17;
II czytanie: 1Kor 12,31-13,13;
Aklamacja: Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł
dobrą nowinę, więźniom głosił wolność (Łk 4,18);
Ewangelia: Łk 4,21-30

.

 
Ewangelia:

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

góra

.

Nie pozwolimy, żeby Dobra Nowina Jezusa kiedykolwiek wytraciła nas z równowagi. Nie będziemy już się wściekali na Jezusa ani trzymali Go od nas z daleka. Stąd w nas tyle stanowczości? Być może stąd, że już zachowujemy do Niego pewien dystans?

góra

.

góra

.

Medytacja biblijna
BYĆ PROROKIEM

Jeremiaszowo-chrześcijańskie powołanie

Chrześcijanin jest poświęcony czyli święty i to nie dlatego, że chce być świętym i próbuje to wcielić w życie. Bóg go poświęcił. I nie idzie o to, że stałem się ofiarą, popychadłem, kozłem ofiarnym. To poświęcenie dotyka istoty bycia dzieckiem Bożym, naszego Bożego pochodzenia. Dlatego też jest mowa o ukształtowaniu przed poczęciem i narodzinami. Pan obejmuje o wiele dłuższy czas i o wiele większą przestrzeń naszego istnienia niż możemy sobie tego wyobrazić.

Poświęcony prowadzi ku dumie bycia-kimś-w-oczach-Bożych. Duma dziecka winna nas rozsadzać. Winna być widoczna w myślach, decyzjach, słowach i czynach. Wszak jest czym się chlubić! Jestem synem Bożym, jestem córką Bożą! Widoczna i głoszona wszem i wobec, bez lęku. Albowiem jeśli strach wypełni me serce i... będę się wstydził mojego pochodzenia wtedy zaczynamy się bać wszystkich i wszystkiego naokoło.

Chrześcijanin w byciu-Bożym przyjmuje też misję prorocką. Otrzymujemy ten dar w chwili chrztu świętego, gdy zostajemy namaszczeni krzyżmem świętym, by w jeszcze ściślejszy sposób zjednoczyć się z Chrystusem Prorokiem. Wtedy to Bóg uczynił każdego z nas twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi. Skąd te obrazy? Bo bycie prorokiem nie jest łatwym chlebem! Bo mówienie tego, co Boże sprawia, że będą walczyć przeciw tobie. Otrzymujemy jasną obietnicę, że choć będą przeciw to nie zdołają cię (zwyciężyć), gdyż Ja jestem z tobą, by cię ochraniać.

Odwaga lub wstyd

Przewija się w liturgii słowa element odwagi i wstydu głoszenia. Owocem wstydu głoszenia jest lęk. Taki podskórny, nieokreślony, ale niszczący najmniejszy pojawiający się zalążek, pragnienie ogłoszenia królestwa Bożego. Odwaga zaś nie ma nic wspólnego z brawurą czy tchórzostwem. Odwaga zakorzeniona jest w Bogu, trwanie-w-Nim. Wtedy człek wie kiedy usta otworzyć a kiedy zamknąć.

Bycie prorokiem
to nasze
prawo,
ale też powołanie
i obowiązek

Prorok spotyka się z jednym podstawowym oskarżeniem, a mianowicie oskarżeniem o fundamentalizm, o przesadzanie. Biada mu jeśli głosi coś, co nie pasuje światu. I takie było rozróżnienie (i dalej jest aktualne) w Starym Testamencie. Fałszywy prorok mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, a prawdziwy to, co Bóg mu mówi. Jeśli ktoś chce udobruchać zło nie reagując na nie to mogę zapewnić, że nic z tego nie wyjdzie. Nic-nie-mówienie jest niekiedy mówieniem o wiele mocniejszym niż najgłośniejszy krzyk, ale też może być objawem paraliżującego strachu. Pan Jezus przychodzi dziś do Nazaretu, do swojego domu. I po raz kolejny Bóg doświadcza, że przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli. Ogłosił im przyjście królestwa Bożego, a ci przyświadczali Mu, dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego i powątpiewali: Czy nie jest to syn Józefa? Zaiste żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. To taki znak rozpoznawczy.

Jakim jestem prorokiem?

Jak sprawdzić czy jestem dobrym czy złym prorokiem? Czy moje życie jest proroctwem czyli głosem Bożym dla innych, dla świata? Pomocą jest hymn o miłości z I listu do Koryntian (12,31-13,13). Miłość jest drogą doskonałą, darem nad darami i ona charakteryzuje chrześcijanina-proroka. Głosimy Miłość, która pragnie zagościć w każdym sercu i to nie tylko na długość życia ziemskiego, ale na wieki, gdy zobaczymy Go twarzą w twarz.

Następnie warto zastanowić się nad pierwszą częścią tego hymnu. Mówi ona o wielkich darach: mówienie językami ludzi i aniołów, prorokowanie, znajomość wszystkich tajemnic, posiadanie wszelkiej wiedzy, nawet wszelkiej możliwej wiary. Dołóżmy do tego rozdanie całej majętności i wystawienie ciała na spalenie. Jednak jeśli w tym wszystkim miłości bym nie miał, [...} byłbym niczym.

Przychodzi druga część, która mówi o cnotach prawdziwego proroka zakorzenionego w Miłości: cierpliwość, łaskawość, nie zazdroszczenie, pokora, pokój serca. Pamiętanie złego się go nie ima. Dalej wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Wie, że wszystko się kończy, a miłość nigdy nie ustaje. Prorok to człowiek wiary, nadziei i miłości. Te trzy dary też otrzymaliśmy na chrzcie świętym.

Chciałbym uwypuklić jedną cechę miłości: współweseli się z prawdą. Prorok głosi prawdę Bożą. Ta jest drogocenna i z tego powodu kosztuje! Na słowa prawdy Bożej ludzie unoszą się gniewem i próbują zakrzyczeć, a to prosta droga do próby stracenia Boga. Pan Jezus zawsze głosi prawdę i miłość. Nie da się oddzielić jednej od drugiej. Prawda nie zabija, prawda i tylko ona daje wolność!

o. Robert Więcek SJ

góra

.

Rozważania do Ewangelii na
Czwartą Niedzielę Zwykła
3. lutego 2019r.

NIE WYPĘDZAJMY
JEZUSA I EWANGELII

Wielkie słowo: miłość

Ile razy apostoł Paweł w odczytanym dziś fragmencie listu do Koryntian powtórzył słowo "miłość"? Siedem razy. Liczył, czy tak mu się ułożyło? Jeśli nawet tak się ułożyło, nie jest to przypadkiem. Symbolikę liczb ówcześni ludzie mieli we krwi. To był jeden ze sposobów wyrażania głębokich nieraz treści. A liczba siedem była liczbą doskonałości. Nic dodać, nic ująć - powiedzielibyśmy. Albo inaczej: tyle ile trzeba, nie w znaczeniu liczbowym, ale w znaczeniu wagi sprawy, o której mowa. Siedmiokrotnie powtórzone słowo "miłość" - to jednym słowem rzeczywistość najważniejsza.

Tę najważniejszą rzeczywistość apostoł stara się opisać słowami, które są bliskie życiu. Ani jedno określenie nie odrywa go od ziemi, od codzienności życia. Mało tego - wiele określeń wyrasta z realistycznych doświadczeń i bólu doznawanego czasem od najbliższych. Z drugiej strony doświadczenie miłości pozwala Pawłowi wznieść się ponad ziemię i wzlecieć ku Bogu. Bo tylko miłość może sięgnąć Boga. I tylko miłość pozwala zbliżyć się do drugiego człowieka, by być z nim jedno.

Dociekliwy umysł zapyta: czym więc jest miłość? Odpowiem tak: Cieszysz się życiem, wiesz, że zaczyna się ono od spraw biologicznych, obejmuje psychiczne, sięga duchowych. Ale nie potrafisz powiedzieć, czym ono - życie - jest. Podobnie można zapytać o czas. Doskonale wiesz jak nieubłagany jest czas, mija niezależnie od naszej woli. Stanowi ramy naszego życia, pracy, odpoczynku. Potrafimy go mierzyć z ogromną dokładnością. Ale nie sposób powiedzieć czym czas jest.

Podobnie z pytaniem o miłość. Ona - jak życie, jak czas, jak przestrzeń, jak dobro - jest jednym z podstawowych doświadczeń człowieka. Jest czymś oczywistym - i dlatego nie potrafimy zamknąć jej w słowach. Bo jest odbiciem Boga samego.

Rozmieniliśmy na drobne

Apostoł Paweł pomieścił czytane dziś strofy o miłości w liście do Koryntian. A Korynt był miastem szczególnym. Leżał na styku morskich i lądowych szlaków. Pełen był ludzi - niewolników i panów. Zamożnych i biedoty. Ze wspaniałą architekturą i brudnymi slumsami. Korynt - miasto handlu wszelakim towarem i handlu miłością. Właśnie - miłością. Pożądaniem i wyuzdaniem tych, którzy mieli pieniądze. Upodleniem i pogardą dziewcząt i kobiet, które miały tylko własne ciało do sprzedania. I to też świat nazywał miłością.

Zresztą nie tylko tamten świat. Za naszych dni i w naszych środowiskach słowo "miłość" ma tyle różnych znaczeń, bywa używane bardzo przewrotnie, stając się określeniem prymitywnych pożądań, zachowań, wreszcie brudnego biznesu. Słowo rozmieniane na drobne, wielka miłość na tak maleńkie miłostki, że wstyd o tym mówić.

Czy tylko miłość rozmieniliśmy na drobne? Czy może człowieka na drobne rozmieniamy? A jeśli miłość i człowieka - to tak, jakbyśmy Boga samego chcieli na drobne rozmienić. I co nam wtedy zostaje? Garść piasku zamiast diamentów. Tak jest w niezliczonej ilości filmów, seriali o miłości, szczęściu i fortunie.

W efekcie słowo "miłość" staje się podejrzane, mówienie o miłości bywa przyjmowane z uśmieszkiem drwiny, czasem spotyka się z dwuznacznym komentarzem, a bywa, że pełne głębokiej treści zdanie "Bóg jest miłością" staje się dla prześmiewcy usprawiedliwieniem niejednego świństwa i krzywdy wyrządzanej drugiemu człowiekowi.

A to dzieje się nie tylko w filmach. Takiej zwyrodniałej miłości na co dzień niemało. Tyle, że człowiek od człowieka coraz dalej, ale człowiek i od Boga bardzo daleko.

Nie wypędzajmy miłości

W czytaniach dzisiejszej niedzieli są jeszcze dwa fragmenty, pozornie odlegle od tematu o miłości. Czy jednak odległe? Najpierw Jeremiasz z pierwszego czytania. Człowiek powołany przez Boga na proroka. W czasach dramatycznych wewnętrznego rozbicia kraju, upadku moralności, w czasach niesprawiedliwości. To spowodowało zagrożenie ze strony wrogów zewnętrznych. Jeremiasz posłany został przez Boga by powstrzymać zalew zła, krzywdy, obłudnej wiary, grzechu. Wielkiej trzeba było...

No właśnie, jakiej siły potrzebował Jeremiasz, by stanąć wobec niezwykle trudnego zadania? Miłości było trzeba. Takiej, która nie pamięta złego, która jest cierpliwa i łaskawa, która nie cieszy się z niesprawiedliwości, która wszystko znosi i wszystko przetrzyma. A przetrzymał Jeremiasz wiele, bardzo wiele. Bo była to miłość najpierw Boga, potem ludzi, całego narodu. Miłość przez ludzi odrzucona.

W Ewangelii Łukasz przedstawia scenę dramatyczną. Jezus przychodzi do Nazaretu, gdzie wyrósł i przepracował wiele lat. To jego sąsiedzi, krewni, przyjaciele. On do całego świata jest posłany, ale Nazaret to jego mały świat - przyszedł więc do swoich. Przyszedł z dobrą nowiną, że zaczął się czas zbawienia. I z przestrogą, by tego czasu i jego samego nie zlekceważyli. Oni nie tylko zlekceważyli, ale wypędzili. Mało tego - chcieli strącić go ze stoku nazaretańskiej góry. Odszedł.

Wypędzili miłość. Nie zdawali sobie z tego sprawy? Pewnie nie. Ale tak często w życiu bywa - człowiek sam wypędza miłość, wypędza drugiego człowieka, który go kocha. Idzie za innym (inną) - a ten ktoś inny nie wart tego. Człowiek potrafi wypędzić także Boga - bo różne namiastki miłości przesłoniły mu wszystko. Rychło okazuje się, że świecidełka nie mogą nasycić, że skarby są fałszywe, że zostaje rozczarowanie, pustka, samotność.

Nie wypędzajcie Jezusa i jego Ewangelii! Nie wypędzajcie z życia osobistego i rodzinnego. Ani z życia społecznego i państwowego. Bez tej Miłości, jaką jest Jezus, nawet sprawiedliwości braknie. Czyż za naszych dni tego nie doświadczamy w społecznym życiu?

Nie wypędzajcie ze swoich miast i wiosek, ze swego kraju i swojej ziemi proroków, którzy mówią prawdę - zwykle trudną. Dlatego zlekceważony i prześladowany był Jeremiasz. Póki nie spełniły się jego przestrogi. Naród uprowadzony został do niewoli. Prorok cierpiał wraz z ludem.

Nie wypędzajmy Miłości.

ks. Tomasz Horak

Źródło: http://www.tohorak.opole.opoka.org.pl/liturg.html

góra

Polecamy nasze parafialne strony internetowe:

Parafialna strona internetowa

C.D. Nr 838

"PARAFIANIN" Pismo parafii Matki Boskiej Różańcowej w Rudzie Śląskiej
Redaguje: Mirosław Riedel. W numerze wykorzystano rozważania i grafikę pochodzącą z miesięcznika "image" pod redakcją referatu Misyjnego Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie.

.