Pismo parafii Matki Boskiej Różańcowej
w Rudzie Śląskiej

- do użytku wewnętrznego Kościoła -


Nr 24(857) rok XIX 23. czerwca 2019 roku.

Dwunasta Niedziela Zwykła - rok C


I czytanie: Za 12,10-11;
Psalm: Ps 63,2-6. 8-9;
II czytanie: Ga 3,26-29;
Aklamacja: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9,23);
Ewangelia: Łk 9,18-24

.

 
Ewangelia:

Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

góra

.

góra

.

Medytacja biblijna
A WY ZA KOGO MNIE UWAŻACIE?

Trudno przejść obok Niego obojętnie

W kruchcie starego, zabytkowego kościoła w Hajdukach koło Nysy jest krzyż. Blaszany wizerunek Ukrzyżowanego poznaczony jest licznymi śladami kuł. Kto strzelał do krzyża? Dlaczego? Strzelał sowiecki żołnierz, gdy w roku 1945 szedł na Berlin. A dlaczego? Czy tylko z pustej zabawy? Czy raczej dlatego wybrał krzyż, że miał zapisaną w sercu wrogość do krzyża? Nie wiem. A dlaczego my przystroiliśmy krzyże przed kościołem?

Opowiadałem wam kiedyś o Marysi, która jeszcze za czasów komunistycznych nie zdjęła maleńkiego krzyżyka ze swego szkolnego fartuszka. Zmuszono ją do odejścia ze szkoły, ale krzyżyka nie zdjęła. Dlaczego? A dlaczego jej wychowawczyni z technikum z taką zaciekłością prześladowała Marysię? Dlaczego owej nauczycielce przeszkadzał ów krzyżyk noszony przez dobrą i wzorową uczennicę?

Patrzę na naszych ministrantów i ministrantki. Tak wiernie otaczają ołtarz, nie tylko w dni świąteczne, ale nawet w tygodniu. Dlaczego?

Mieliście czasem w ręce pismo "Nie"? Nie bierzcie, nie warto. Ile tam nienawiści wobec wszystkiego, co związane z wiarą, religią, Kościołem. Dlaczego?

Wracałem kiedyś z kolędy w mojej parafii. Przechodziła grupa młodzieży wracającej z dyskoteki. Jak oni wyzywali! Nie mnie, ja byłem tylko pretekstem. Oni kpili z Jezusa, z wiary, z Boga. Dlaczego?

Na te wszystkie "dlaczego?" odpowiedź jest jedna: Trudno przejść obok Jezusa obojętnie. Albo jest się Jego przyjacielem, albo trzeba być Jego wrogiem.

Owszem, można udawać, że mnie to wszystko nic nie obchodzi. Ale uwierzcie mi, ja na to patrzę prawie czterdzieści lat: taka pozorna obojętność jest tylko skrywaną wrogością. Dlatego z całym przekonaniem powtórzę: Trudno przejść obok Jezusa obojętnie. Albo jest się Jego przyjacielem, albo trzeba być Jego wrogiem.

Pytanie i realizm Jezusa

Opowiedział nam dziś św. Łukasz, jak to Jezus poszedł ze swymi uczniami w okolice Cezarei Filipowej. Był to zakątek odludny i spokojny. W atmosferze ciszy, pięknej i bujnej przyrody, padło pytanie: Zez kogo uważają mnie tłumy? To, co zapisał ewangelista, to tylko skrót długiej, być może wielogodzinnej rozmowy. Na koniec, gdy wszyscy się wygadali, gdy naopowiadali, co to ludzie o Jezusie sądzą, padło pytanie: A wy? Za kogo wy mnie uważacie?

Myślę, że zanim Piotr odpowiedział, musiała zapaść długa chwila milczenia. Bo łatwo mówić o kimś i za kogoś. Trudniej za siebie. W końcu odpowiedź padła: Uważamy, że jesteś Mesjaszem Bożym - to znaczy posłanym przez Boga Zbawicielem. Jak na to wyznanie zareagował Jezus? Można rzec, że wylał kubeł zimnej wody na głowy apostołów. Zaczyna mówić o czekającym go cierpieniu, o krzyżu, o śmierci. Owszem, mówi o zmartwychwstaniu - ale pamiętajmy, że wtedy była to czysta abstrakcja. Słowo "zmartwychwstać" jeszcze nic nie znaczyło.

Ważne to wszystko dla nas - bo patrząc, jak świat reaguje na imię "Jezus", musimy Jego pytanie odnieść do siebie. Tak, jakby Jezus pytał dziś mnie i ciebie: "A ty, właśnie ty, za kogo mnie uważasz? Kim ja jestem dla ciebie?" Nie dla papieża i biskupa, nie dla św. Antoniego czy św. Małgorzaty, ale właśnie dla ciebie - kim jest Jezus?

Odpowiedź: wyznać i trwać

Jak odpowiedzieć? Nie, na razie nie pytam, co odpowiedzieć, ale jak odpowiedzieć. Bo odpowiadać można słowami, mówiąc, wyznając coś, albo czemuś przecząc. Odpowiedź słowami, a nawet gestem wyrażona, może mieć ogromne znaczenie i daleko idące skutki. Popatrzcie na męczenników, choćby na przepiękną i ujmującą postać św. Agnieszki. Odległe czasy - ale ten sam problem, pytanie, kim dla ciebie jest Jezus. Jej odpowiedź była krótka i prosta: "Kocham tylko Jego". Ale wkrótce Agnieszka musiała to samo wypowiedzieć inaczej - zginiesz, zabijemy cię, jeśli nie odwołasz tych słów. Czternastoletnie dziecko odpowiedziało wtedy ofiarą życia - spokojnie, ufnie, z bezgraniczną prostotą człowieka przekonanego o słuszności swej postawy. Położyła główkę pod miecz kata. Jemu zadrżała ręka, nie jej.

Można odpowiedzieć inaczej: tak, jak odpowiedziała pewna kobieta - nauczycielka, żona, matka kilkorga dzieci. Świadomie wierząca mówiła (znałem ją): "Jezus jest dla mnie wszystkim". A to przekonanie kazało jej być cierpliwą, bardzo cierpliwą i dobrą żoną, dobrą i pełną poświęcenia matką. I angażować się w społeczne życie swojej wioski, i w apostołowanie w swoim środowisku. Także wtedy, gdy zwłaszcza wierzących, przekonanych i praktykujących nauczycieli komunistyczna władza zwyczajnie prześladowała.

Można - i trzeba! - odpowiadać Jezusowi słowem. Ale więcej znaczy odpowiedź dawana życiem, postawą, czynem. Czy taką odpowiedź dawali tylko męczennicy i ludzie wyjątkowi? - Bynajmniej. Tak wielu z nas trwa przy wierze w Jezusa. Tak wielu - jak On - stara się dobrem wypełniać czas swego życia. Tak wielu - jak On - bierze swój codzienny krzyż i z ufnością w zwycięstwo dobra idzie przez życie. Tak wielu - jak On - potrafi wszystko co ma ofiarować innym ludziom, społeczeństwu, Ojczyźnie, Kościołowi.

A zatem niech mi wolno będzie w imieniu Jezusa postawić pytanie: A wy za kogo mnie uważacie? Albo bardziej osobiście: A kim dla ciebie, tak, właśnie dla ciebie, jest Jezus? Jaką odpowiedź ty dajesz swoim życiem?

ks. T. Horak

góra

.

Rozważania do Ewangelii na
XII Niedzielę Zwykłą
23. czerwca 2019r.

TRUDNY PROGRAM
CHRZEŚCIJANINA

Krzyż Jezusa

Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie... Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Powtórzyłem słowa Jezusa zapisane przez ewangelistę. Słowa trudne i niepokojące. Tak, jak niepokojący jest krzyż. I ten w historycznej relacji, i ten symboliczny na naszym widoku - kamienny, drewniany, metalowy, ogromny czy malutki zawieszony na szyi wierzącego. Nie o kształt chodzi, nie o ozdobność krzyża czy krzyżyka chodzi. Oddziaływa na nas właśnie to historyczne wspomnienie i symboliczna wymowa. Wiedział o tym Jezus jeszcze zanim krzyż mu zgotowano.

Uczniowie wtedy jeszcze nie wiedzieli. Dlatego nie rozumieli. My wiemy więcej niż oni wtedy. Dlatego zaskoczyło ich to, co Jezus powiedział, dlatego też zapamiętali. Po latach Łukasz słuchając ich wspomnień, czytając to, co już wcześniej zapisał Mateusz, dobrze zrozumiał trudną głębię tej zapowiedzi i tego nakazu. Bo to jest nakaz naszego Zbawiciela: Kto chce iść za Mną, niech bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Jakiś rok później, gdy Jezus z uczniami przyszedł do Jerozolimy, aby ze wszystkimi świętować Paschę, krzyż nabrał materialnego kształtu. Cierpienie - i to ogromne, duchowe i fizyczne, stało się udziałem ich Mistrza. Zaskoczyło to uczniów, pouciekali, pochowali się - jakby można było schować się przed takim wyzwaniem. Jakby można było schować się i uciec przed życiem. Widocznie nie można, skoro Jezus - potężny w słowie i czynie cudotwórca - nie wahał się i nie uciekał przed życiem takim, jakie znamy. Przed życiem naznaczonym cierpieniem.

Uciec przed cierpieniem?

Nasze, ludzkie spojrzenie na problem i rzeczywistość cierpienia jest jednak inne. Nie możemy ścierpieć tego, że każdy bywa dotknięty wielorakim bólem duchowym i fizycznym, osobistym i rodzinnym, cierpieniem jednostek i całych narodów. Nie możemy pogodzić się z krzyżem - dlatego niejeden człowiek nawet z symbolem krzyża walczy i chciałby go z przestrzeni swego życia usunąć. I z przestrzeni publicznej także.

Cierpienie staje się dla wielu zgorszeniem tak wielkim i dolegliwym, że odrzucają wiarę - nie tylko chrześcijańską, dla której krzyż jest znakiem rozpoznawczym. Odrzucają wszelką wiarę w Boga, jakkolwiek byłby nazywany. Twierdzą, że albo nie jest tak wszechmocny, jak o Nim się mówi, albo nie jest dobry, skoro na cierpienie i krzyż człowieka skazuje.

Chcielibyśmy świata i życia bez bólu, bez cierpienia, bez kataklizmów, bez wypadków, bez chorób, bez śmierci wreszcie. Zdobycze ludzkiego umysłu - różnorakiej techniki, medycyny, farmacji, postęp komunikacji, dostępu do informacji - otóż to i ulepszenie wielu innych obszarów naszego świata i życia pomogło albo wyeliminować, albo znacząco ograniczyć cierpienia ludzi. Tabletka od bólu głowy, wątroby, nóg i kręgosłupa. Przychodnie leczenia bólu, przeciwbólowe plastry. I stajemy zdziwieni, gdy jakiegoś rodzaju bólu wyeliminować nie można.

A z cierpieniem ducha jeszcze trudniej. Tu zaczyna się eskalacja cierpienia - bo niejeden sięga po alkohol, sięga po narkotyki, sięga po nieskrępowany seks. Na miesiąc, na rok ból ducha gdzieś znika. Ale jak wróci, a wraca zawsze, to staje się tak wielki, ogromny, przytłaczający, że człowiek nie jest w stanie go znieść. I sposobu na to nie ma. Rodzi się wtedy agresja - czasem wobec otoczenia, nawet wobec najbliższych, czasem wobec siebie samego.

Jedno jest pewne: przed cierpieniem, przed bólem uciec nie można. Ale przecież pogodzić się z bólem i cierpieniem też nie sposób. Co nam zostaje?

Z krzyżem przeciw cierpieniu

Chrześcijanin powiada: wrócę do Jezusa, posłucham, co On mówi. Co mówi nie tylko słowami, ale całym sobą, swoim życiem. A On, Jezus, przed krzyżem nie uciekł. I w tym momencie trzeba przytoczyć słowa, które wypowiedział w godzinie pojmania w wielkoczwartkowy wieczór: "Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?" (Mt 26,53n).

W tym zdaniu niepokoją dwie myśli. Po pierwsze: Skoro mógł prosić Ojca, czyli Boga, a nie prosił, czy więc i my mamy godzić się na cierpienie i krzyż? Po drugie: Co znaczą słowa, że "tak się stać musi"? Czyżby istniało jakieś przeznaczenie, przed którym ucieczki nie ma? Jeśli tak, to po cóż wszystkie nasze wysiłki, będzie co ma być, wykorzystajmy z życia ile się da i tyle.

Jak te słowa odczytuje wielowiekowa chrześcijańska tradycja? Krzyż i cierpienie nie są celem, ku któremu mamy kierować nasze zamysły i podporządkowywać nasze plany. Krzyż i cierpienie są konsekwencją zła, które na świat przyszło wskutek grzechu człowieka - od Adama i Ewy, po ostatni mój i twój ciężki grzech. Skoro w pewnej chwili życia zgodziliśmy się na grzech, na świadomie popełnione zło, to nieuniknione są tego konsekwencje. Między innymi cierpienie.

Zapytasz: a cierpienie niewinnego dziecka, które zła nie popełniło? Wobec takiego pytania zamilknie każdy mędrzec. A chrześcijanin mówi: mimo, że nie pojmuję, wierzę w siłę i mądrość Jezusowego zwycięstwa na krzyżu. Zwycięstwo zmartwychwstania jest nieporównywalne z męką krzyża. W imię tego przekonania chcę nieść ulgę wszędzie tam, gdzie potrzeba, i wszędzie tam, gdzie mogę cokolwiek zdziałać. A czego nie mogę zmienić - Bogu zawierzam.

Taka odpowiedź i taka postawa dawała i wciąż daje siłę pokonywania trudów i znoszenia krzyży życia. Nie jako bierne poddanie się przeciwnościom, ale jako zdecydowane wejście w świat, aby go czynić lepszym, aby zaradzać wszelkim nieszczęściom, aby łagodzić wszelkie cierpienia, aby niosąc swój krzyż, pomagać tym, których krzyże są cięższe, trudniejsze i nie do udźwignięcia.

Jedni wyjdą z tym do całego świata - jak np. bł. Matka Teresa z Kalkuty, czy bł. Maria Merkert z pobliskiej Nysy. Inni pozostaną w ukryciu swego domu, gdzie muszą i chcą być wszystkim dla bliskich, zwłaszcza gdy jest wśród nich ktoś szczególnie cierpiący. Krótko mówiąc, chrześcijanin idzie z krzyżem przeciwko cierpieniu.

ks. Tomasz Horak

Źródło: http://www.tohorak.opole.opoka.org.pl/liturg.html

góra

Polecamy nasze parafialne strony internetowe:

Parafialna strona internetowa

C.D. Nr 857

"PARAFIANIN" Pismo parafii Matki Boskiej Różańcowej w Rudzie Śląskiej
Redaguje: Mirosław Riedel. W numerze wykorzystano rozważania i grafikę pochodzącą z miesięcznika "image" pod redakcją referatu Misyjnego Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie.

.