.

29 kwietnia 2020r.

Szczęśliwi, ...

Środowa Audiencja Generalna
z Ojcem św. Franciszkiem
Katechezy o Błogosławieństwach
w Ewangelii św. Mateusza (Mt 5,1-11)

Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Szczęśliwi,
którzy są prześladowani za sprawiedliwość,
ponieważ do nich należy królestwo niebieskie.

Wraz z dzisiejszą audiencją kończymy cykl katechez na temat ewangelicznych błogosławieństw. Jak słyszeliśmy, w ostatnim z nich głoszona jest eschatologiczną radość prześladowanych dla sprawiedliwości.

To błogosławieństwo zapowiada to samo szczęście, jak pierwsze: królestwo niebieskie należy do prześladowanych, tak jak do ubogich w duchu; rozumiemy więc, że dotarliśmy do końca spójnej drogi, wytyczonej w poprzednich zapowiedziach.

Ubóstwo w duchu, płacz, łagodność, pragnienie świętości, miłosierdzie, oczyszczenie serca i dzieła pokoju mogą prowadzić do prześladowań z powodu Chrystusa, ale to prześladowanie w końcu jest przyczyną radości i wspaniałej nagrody w niebie. Droga błogosławieństw jest pielgrzymką paschalną, która prowadzi od życia według świata do życia według Boga, od egzystencji wyznaczanej przez ciało - to znaczy przez egoizm - do życia prowadzonego przez Ducha.

Świat, ze swoimi bożkami, kompromisami i priorytetami, nie może aprobować tego rodzaju życia. "Struktury grzechu" , często wytwarzane przez ludzką mentalność, tak obce Duchowi prawdy, że świat nie może ich przyjąć (por. J 14,17), mogą jedynie odrzucić ubóstwo lub łagodność czy czystość i uznać życie według Ewangelii za błąd i problem, a zatem za coś, co należy usunąć na margines.

Jeśli świat żyje w uzależnieniu od pieniędzy, to każdy, kto ukazuje, że życie możne spełnić się w darze i wyrzeczeniu staje się nieznośnym dla systemu zachłanności. Kiedy pojawia się świętość i ujawnia się życie dzieci Bożych, to w tym pięknie jest coś niewygodnego, co wymaga zajęcia stanowiska: albo zgodzić się na poddanie swojego życia w wątpliwość i otworzyć się na dobro, albo odrzucić to światło i zaskorupić serce, aż po sprzeciw i wściekłość (por. Mdr 2,14-15).

Pokazuje to jednak, że dramat prześladowań jest także miejscem wyzwolenia z jarzma sukcesu, próżnej chwały i kompromisów świata. Czym się raduje ktoś odrzucony przez świat z powodu Chrystusa? Z tego, że znalazł coś wartego więcej niż cały świat. "Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?" (Mk 8,36).

Z bólem trzeba przypomnieć, że w tej chwili wielu chrześcijan doznaje prześladowań w różnych regionach świata i musimy mieć nadzieję i modlić się, aby ich ucisk ustał jak najszybciej. Wyraźmy tym braciom i siostrom naszą bliskość: jesteśmy jednym ciałem, a ci chrześcijanie są krwawiącymi członkami Ciała Chrystusa, którym jest Kościół.

Ale musimy też uważać, aby nie odczytywać tego błogosławieństwa tak, jak byśmy czynili z siebie ofiarę, użalając się nad sobą. Nie zawsze bowiem wzgarda od ludzi jest synonimem prześladowania: wręcz nieco później Jezus mówi, że chrześcijanie są "solą ziemi" i przestrzega przed "utratą smaku", w przeciwnym razie sól "na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi" (Mt 5,13). Istnieje zatem również pogarda, będąca naszą winą, gdy tracimy smak Chrystusa i Ewangelii.

Musimy być wierni pokornej drodze Błogosławieństw, ponieważ to właśnie ona prowadzi do bycia z Chrystusa, a nie ze świata. Warto pamiętać o drodze św. Pawła: kiedy myślał, że jest człowiekiem sprawiedliwym, był w istocie prześladowcą, ale kiedy odkrył, że jest prześladowcą, stał się człowiekiem miłości, który z radością stawiał czoła cierpieniom prześladowań, jakich doznawał (por. Kol 1,24).

Wykluczenie i prześladowanie, jeśli Bóg obdarzy nas tą łaską, upodabniają nas do Chrystusa ukrzyżowanego, i łącząc nas z Jego męką, są przejawem nowego życia. To życie jest takie samo, jak życie Chrystusa, który dla nas, ludzi i dla naszego zbawienia został "wzgardzony i odrzucony przez ludzi" (por. Iz 53,3; Dz 8,30-35). Przyjęcie Jego Ducha może nas doprowadzić do tego, że będziemy mieli tak dużo miłości w naszych sercach, że ofiarujemy nasze życie dla świata, nie godząc się na kompromisy z jego ułudami i akceptując jego odrzucenie. To jest życie królestwa Niebieskiego, największa radość, prawdziwe szczęście.

Papież Franciszek
29 kwietnia 2020 roku

tłumaczenie: Radio Watykańskie
Źródło: Radio Maryja

* * *

.

6 maja 2020r.

oddech wiary

Środowa Audiencja Generalna
z Ojcem św. Franciszkiem
katechezy o modlitwie

Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl katechez na temat modlitwy. Modlitwa jest oddechem wiary, jest jej najbardziej właściwym wyrazem. Jakby wołaniem, wychodzącym z serca tych, którzy wierzą i powierzają się Bogu.

Pomyślmy o historii Bartymeusza, postaci z Ewangelii (por. Mk 10,46-52 i par.). Był niewidomy i siedział żebrząc na poboczu drogi, na obrzeżach swojego miasta, Jerycha. Nie był postacią anonimową, miał twarz, imię: Bartymeusz, czyli "syn Tymeusza". Pewnego dnia usłyszał, że obok miał przechodzić Jezus. Istotnie Jerycho było miejscem spotkania ludzi, nieustannie przemierzanym przez pielgrzymów i kupców. Wtedy Bartymeusz stanął w pobliżu: zrobiłby wszystko, żeby spotkać Jezusa.

W ten sposób ów człowiek wkroczył do Ewangelii jako ktoś, kto woła na cały głos. Nie widział, nie wiedział, czy Jezus jest blisko czy daleko, ale rozumiał to z zachowania tłumu, który w pewnym momencie narastał i się przybliżał ... Ale był zupełnie sam i nikt o niego się nie troszczył. Co zatem uczynił Bartymeusz? Krzyczał. Użył jedynej broni, jaką dysponował: swojego głosu. Zaczął krzyczeć: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" (Mk 10,47).

Jego wielokrotne krzyki irytowały i wiele osób go upominało, by zamilkł. Ale Bartymeusz nie milczał, wręcz przeciwnie, krzyczał jeszcze głośniej: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" (Mk 10,47). To wyrażenie: "Syn Dawida", jest bardzo ważne; oznacza "Mesjasza", jest wyznaniem wiary, które wyszło z ust tego człowieka, pogardzanego przez wszystkich.

A Jezus wysłuchał jego wołania. Modlitwa Bartymeusza poruszyła Jego serce, serce Boga, i otwarły się dla niego bramy zbawienia. Jezus kazał go wezwać. Zerwał się, a ci, którzy wcześniej kazali mu milczeć, teraz prowadzą go do Mistrza. Jezus mówi do Niego, prosi, aby wyraził swoje pragnienie - to jest ważne - i wtedy wołanie staje się prośbą: "żebym przejrzał!" (Mk 10,51).

Jezus mówi mu: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła" (Mk 10,52). Dostrzega w tym biednym, bezbronnym, pogardzanym człowieku całą moc jego wiary, która przyciąga miłosierdzie i moc Boga. Wiara to dwie wzniesione ręce, głos wołający, by błagać o dar zbawienia. Katechizm stwierdza, że "podstawą modlitwy jest pokora" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2559). Modlitwa rodzi się z ziemi, z humus - z którego po łacinie pochodzi słowo "pokorna", "pokora"; wypływa z naszego stanu ubóstwa, z naszego niestannego pragnienia Boga (por. tamże, 2560-2561).

Wiara jest krzykiem; nie-wiara jest tłumieniem tego krzyku, rodzajem "omerty" - zmowy milczenia. Wiara jest protestem przeciwko żałosnemu stanowi, którego przyczyny nie rozumiemy; nie-wiara jest poprzestawaniem na znoszeniu sytuacji, do której się dostosowaliśmy. Wiara jest nadzieją, że będziemy zbawieni nie-wiara jest przyzwyczajeniem się do gnębiącego nas zła.

Drodzy bracia i siostry, rozpoczynamy ten cykl katechez od krzyku Bartymeusza, ponieważ być może w takiej postaci, jak on wszystko jest już napisane. Bartymeusz był człowiekiem wytrwałym. Wokół niego byli ludzie, którzy tłumaczyli, że błaganie jest bezużyteczne, że jest wykrzykiwaniem bez odpowiedzi, że jest zgiełkiem, który przeszkadzał i na tym koniec, ale on nie pozostał w milczeniu. I w końcu otrzymał to, czego pragnął.

W sercu człowieka istnieje silniejszy niż wszelkie argumenty przeciwne głos błagający. Głos, który wypływa spontanicznie, nikt go nie nakazuje, głos, który zastanawia się nad sensem naszego pielgrzymowania tu na ziemi, zwłaszcza gdy znajdujemy się w mroku: "Jezu, zmiłuj się nade mną! Jezu, zmiłuj się nad nami wszystkimi!".

Ale czyż te słowa nie są wyryte w całym stworzeniu? Wszystko przyzywa i błaga, aby tajemnica miłosierdzia znalazła swoje ostateczne wypełnienie. Modlą się nie tylko chrześcijanie: współdzielą oni krzyk modlitwy ze wszystkimi ludźmi. Ale można jeszcze poszerzyć ten horyzont: św. Paweł mówi, że całe stworzenie "jęczy i wzdycha w bólach rodzenia" (Rz 8,22). Artyści często wyrażają ten milczący krzyk, który nurtuje w każdym stworzeniu i wyłania się przede wszystkim w sercu człowieka, ponieważ człowiek jest "żebrakiem Boga" (por. KKK 2559).

Papież Franciszek
6 maja 2020 roku

tłumaczenie: Radio Watykańskie
Źródło: Radio Maryja

* * *

.

13 maja 2020r.

Ty znasz tylko miłość?

Środowa Audiencja Generalna
z Ojcem św. Franciszkiem
katechezy o modlitwie

Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś stawiamy drugi krok w rozpoczętym w ubiegłym tygodniu cyklu katechez o modlitwie.

Modlitwa należy do wszystkich: do ludzi każdej religii, a zapewne także do tych, którzy nie wyznają żadnej z nich. Modlitwa rodzi się w tajemnicy nas samych, w tym wewnętrznym miejscu, które autorzy duchowi często nazywają "sercem" (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2562-2563). Modlitwa nie jest w nas zatem czymś błahym, nie jest to jakiś nasza właściwość drugorzędna i marginalna, ale jest to najgłębsza tajemnica nas samych. Modlą się uczucia, ale nie można powiedzieć, że modlitwa jest tylko uczuciem. Modli się inteligencja, ale modlitwa to nie tylko akt intelektualny. Modli się ciało, ale można rozmawiać z Bogiem nawet przy najpoważniejszym kalectwie. Zatem cały człowiek się modli, jeśli modli się jego "serce".

Modlitwa jest impulsem, jest błaganiem wykraczającym poza nas samych: czymś, co rodzi się w głębi naszej osoby i się poszerza, ponieważ odczuwa tęsknotę za spotkaniem. Modlitwa jest głosem "ja", które posuwa się niepewnie, idzie po omacku w poszukiwaniu "Ty".

Modlitwa chrześcijanina rodzi się z objawienia: "Ty" nie zostało owiane tajemnicą, ale weszło z nami w relację. Chrześcijaństwo jest religią, która nieustannie celebruje "ukazanie się" Boga, Jego objawienie się. Pierwsze święta roku liturgicznego są celebracją tego Boga, który nie pozostaje w ukryciu, ale oferuje ludziom swoją przyjaźń. Bóg objawia swoją chwałę w ubóstwie Betlejem, w kontemplacji Magów, w chrzcie w Jordanie, w cudzie wesela w Kanie Galilejskiej. Ewangelia św. Jana wieńczy krótkim stwierdzeniem wspaniały hymn Prologu: "Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył" (J 1,18).

Modlitwa chrześcijanina wchodzi w relację z Bogiem o najczulszym obliczu, który nie chce wzbudzać w ludziach żadnego lęku. To pierwsza cecha charakterystyczna modlitwy chrześcijańskiej. O ile ludzie zawsze zwykli byli zbliżać się do Boga nieco onieśmieleni, trochę przestraszeni tą fascynującą i straszną tajemnicą, jeśli przyzwyczaili się do oddawania Mu czci w postawie służebnej, podobnej do tej, jaką ma poddany, który nie chce okazać braku szacunku dla swojego pana, to chrześcijanie zwracają się do Niego ośmielając się nazywać Go imieniem "Ojcze".

Chrześcijaństwo wykluczyło z więzi z Bogiem wszelkie relacje "feudalne". W dziedzictwie naszej wiary nie ma określeń takich jak "uległość", "zniewolenie" czy "poddaństwo", lecz raczej słowa takie jak "przymierze", "przyjaźń", "komunia". W swoim długim przemówieniu pożegnalnym do uczniów, Jezus mówi w następujący sposób: "Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje" (J 15,15-16).

g jest przyjacielem, sojusznikiem, oblubieńcem. W modlitwie możemy nawiązać z Nim relację opartą na zaufaniu, tak bardzo, że w "Ojcze nasz" Jezus nauczył nas kierowania do Niego szeregu próśb. Możemy prosić Boga o wszystko, wyjaśniać wszystko, wszystko Jemu opowiedzieć. Nie ma znaczenia, czy w naszej relacji z Bogiem czujemy się winni: nie jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, nie jesteśmy wdzięcznymi dziećmi, nie jesteśmy wiernymi oblubieńcami. On nadal nas kocha. To właśnie ostatecznie ukazuje Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy mówi: "Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana" (Łk 22,20). W tym geście Jezus zapowiada w Wieczerniku tajemnicę krzyża. Bóg jest wiernym sprzymierzeńcem: jeśli ludzie przestają kochać, to On nadal miłuje, nawet jeśli miłość prowadzi go na Kalwarię.

Spróbujmy wszyscy modlić się w ten sposób, wchodząc w tajemnicę przymierza. Powierzyć się na modlitwie w miłosierne ramiona Boga, poczuć się ogarniętymi tą tajemnicą szczęścia, jaką jest życie trynitarne, poczuć się jak zaproszeni, którzy nie zasłużyli na tak wielkiego zaszczytu. I powtarzać Bogu, w zdumieniu modlitwy: czy to możliwe, że Ty znasz tylko miłość? To jest żywy rdzeń każdej chrześcijańskiej modlitwy.

Papież Franciszek
13 maja 2020 roku

tłumaczenie: Radio Watykańskie
Źródło: Radio Maryja

* * *

.

Papież Franciszek

.