góra

.

ORĘDZIE POLSKO-ROSYJSKIE KOŚCIÓŁ

Relatywizm moralny
jest gorszy od wojującego ateizmu

O krytycznym okresie dla Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i współczesnych zagrożeniach mówi patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I w jedynym udzielonym polskiej prasie wywiadzie.

Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9.

ANDRZEJ GRAJEWSKI: Jak wygląda współczesny stan Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP)? Jakie są główne problemy i wyzwania, stojące przed prawosławiem?

PATRIARCHA CYRYI I: - RKP obejmuje swoją jurysdykcją nie tylko Rosję, Białoruś, Ukrainę i Mołdawię, ale także byłe środkowoazjatyckie republiki dawnego ZSRR i kraje nadbałtyckie. Każde z tych państw ma swoją specyfikę. Myślę, że jest to zrozumiałe dla Kościoła katolickiego, który rozciąga swą jurysdykcję na wielką liczbę krajów. Wiadomo, co to są warunki miejscowe. Zadanie Kościoła polega na tym, aby w kontekście tych warunków głosić ludziom słowo Boże i czynić je przekonującym. Gdy mówimy o dzisiejszej sytuacji RKP, to przede wszystkim trzeba pamiętać, że walec ateizmu przetoczył się po Związku Sowieckim tak, jak po żadnym innym kraju. Były ograniczenia wolności religijnej w Europie Wschodniej, w tym także w Polsce, ale to było zupełnie coś innego.

Po raz pierwszy w życiu znalazłem się w Polsce pod koniec marca 1968r. Był to pierwszy kraj, do którego pojechałem. Byłem po prostu porażony tym, że mnisi chodzili po Warszawie w swych szatach, nie było żadnego zamkniętego kościoła. Gdy zapytałem człowieka, który mnie oprowadzał po mieście, czy ten kościół jest otwarty, czy zamknięty, on uśmiechnął się i powiedział: "U nas nie ma zamkniętych kościołów". Zupełnie inaczej było w Rosji. Zakonnicy nie mogli chodzić w swych szatach, większość świątyń była zamknięta lub zniszczona.

I w tym sensie twardy wpływ ideologii czynnika administracyjnego na życie religijne przez cztery pokolenia miał negatywne skutki. Trudno powiedzieć, co by było z RKP, gdyby sytuacja się nie zmieniła. Czy potrafilibyśmy zachować wiarę w naszym narodzie, powiedzmy jeszcze przez 20 lat? Przełom lat 80. i 90. XX w. to był krytyczny okres w dziejach RKP.

Czy była to ostatnia chwila?

- Być może tak. Przytoczę przykład z życia eparchii smoleńskiej, której biskupem zostałem w 1984r. Władze zabroniły mi, jako biskupowi, odwiedzania parafii i mogłem jedynie odprawiać nabożeństwa w Smoleńsku. Ale nie posłuchałem władz i pojechałem w teren. Pierwszym miastem, do którego się udałem, był Jarosław. Gdy wszedłem do miejscowej cerkwi, poczułem się tak, jakby mnie uderzono nożem w serce. Zobaczyłem świątynię w opłakanym stanie - była brudna, okopcona, w chórze śpiewały 3 czy 4 staruszki, a wśród wiernych, których było bardzo mało, też przeważały stare kobiety, żadnej młodej osoby. Ja byłem tam najmłodszy. A na wsiach obraz był jeszcze gorszy - pomszczone cerkwie, w których na nabożeństwa w niedziele zbierało się 10-15 staruszek. Zrozumiałem, że doszliśmy do punktu granicznego i jeśli potrwa to jeszcze jakiś czas, to te świątynie opustoszeją.

Ale Pan pozwolił nam zbliżyć się do tego punktu i właśnie od niego rozpocząć nową rachubę dziejów. Dzisiaj RKP to Kościół większości narodu, Kościół, który bezsprzecznie wywiera duchowy i moralny wpływ na życie społeczeństwa, ale który zarazem napotyka zarówno pozostałości tego samego ateistycznego wpływu, jak i nowe wyzwania, których korzenie nie tkwią w rzeczywistości rosyjskiej, lecz są "importowane" jako pochodne idei skrajnie radykalnego liberalizmu. Wykluczają one pojęcie grzechu ze stosunków międzyludzkich i wprowadzają kategorię relatywizmu moralnego, który jest groźniejszy od wojującego ateizmu.

W jakim sensie jest on groźniejszy?

- Ateizm jest wrogiem otwartym - patrzysz i widzisz, że masz przed sobą wroga, który proponuje ci idee nie do przyjęcia. Masz wtedy dwie możliwości: albo poddać się, albo stawić opór. Niekiedy wybory te były bardzo radykalne: albo żyć, albo umrzeć. Przed takim stanęli mój dziadek i ojciec, a także ogromna liczba ludzi w Związku Sowieckim, będących członkami Kościoła. Dziś nikt nie żąda od ciebie wyboru: życie lub śmierć, ale twemu sumieniu proponuje się takie stereotypy myślenia, które pozornie popiera bardzo wielu ludzi i których prawdziwość jest jakby niepodważalna, a w istocie są one antychrześcijańskie i antykościelne, niosą duchową zagładę człowieka. Gdy dzisiaj widzimy moralny upadek wielu społeczeństw, ogromny kryzys rodziny, zapominanie o przykazaniach Bożych, zanik pojęcia odpowiedzialności, gdy mówimy o wolności, to prowadzi to nas do smutnych myśli.

Obecnie w Rosił i na całym obszarze kanonicznym RKP zmagamy się z tymi dwoma wyzwaniami. Z jednej strony jest to jeszcze wpływ czasów ateizmu, z drugiej zaś nowa fala zeświecczenia i radykalnego liberalizmu. Daj Boże, żebyśmy się uporali z tymi wyzwaniami.

Jak Wasza Świątobliwość ocenia obecny stan stosunków państwowo-kościelnych w Rosji?

- W dzisiejszej Rosji, być może po raz pierwszy od 1917r., zasada rozdziału Kościoła i państwa, ogłoszona po rewolucji październikowej, prawidłowo działa. Sprowadza się ona do tego, że i państwo, i Kościół mają autonomię. Jesteśmy rzeczywiście oddzieleni, nie mieszamy się w sprawy wewnętrzne drugiej strony i strzeżemy tej autonomii. Kościół rosyjski bardzo ceni sobie tę wolność i tę autonomię.

Czy nie ma żadnych problemów w tych stosunkach?

- Powiedziałem kiedyś, że problemów nie ma tylko na cmentarzu, na co znajomy odpowiedział: "Mylicie się, gdyż na cmentarzach w dużych miastach jest bardzo dużo problemów".

Ale poważnie: istnieje autonomia, ale z drugiej strony jest wspólny porządek spraw. Zagadnienia moralności nie są obojętne dla żadnego normalnego państwa. Nie można w nieskończoność regulować stosunków międzyludzkich wyłącznie przez podnoszenie poziomu ustawodawstwa, umacnianie sił porządkowych, doskonalenie wymiaru sprawiedliwości. Wszystko to może oczywiście przynieść korzystne skutki, ale przecież nie powstrzymuje to człowieka np. przed wejściem do kina i strzelaniem do widzów ani od dokonywania innych szaleńczych czynów. Gdy rodzice porzucają dzieci, dzieci zabijają swych rodziców. Inaczej mówiąc - żadne, najdoskonalsze nawet prawodawstwo i najlepszy system sądowniczy i prawny nie zabezpieczają ludzi przed popełnianiem strasznych zbrodni, gdyż źródłem zbrodni jest właśnie człowiek, jego życie wewnętrzne i jego serce.

Sądzę więc, że każda rozsądna władza rozumie pragmatyczne znaczenie moralności w stosunkach społecznych. Człowiek moralny to ktoś, kto przestrzega prawa, nawet jeśli go nie zna. Dlatego też kwestie związane z moralnością i inne z nich wynikające, np. alkoholizm, narkomania, prostytucja, wzrost liczby aborcji - długo jeszcze można ciągnąć ten wykaz - należą do tych, które znajdują się na porządku dziennym stosunków państwowo-kościelnych. Dziś Kościół aktywnie włącza się i w programy zwalczania alkoholizmu, zwłaszcza w tych regionach Rosji, gdzie jest to szczególnie aktualne, i w rehabilitację uzależnionych od narkotyków, zakładamy schroniska dla kobiet, które nie chcą przerywać ciąży itp. Istnieje wielka liczba socjalnych programów kościelnych, które prowadzimy albo samodzielnie, albo we współpracy z różnymi instytucjami państwowymi. Ale jest też jeszcze jedno, by tak rzec, skrzydło, na którym się opieramy. Chodzi o społeczeństwo obywatelskie, o wielką liczbę organizacji niekomercyjnych, z którymi także współpracujemy, prowadząc jednocześnie właściwą nam działalność duszpasterską.

Kiedy jesienią ubiegłego roku po Rosji peregrynował relikwiarz z Pasem Bogurodzicy, uczciła go ogromna rzesza ludzi. Co na tej podstawie można powiedzieć o społeczeństwie rosyjskim?

- Wydarzenie to pokazuje społeczeństwo rosyjskie jako ludzi o bardzo wysokim poziomie religijności. W ciągu jednego miesiąca relikwię adorowały prawie 4 mln osób. A z jakim żalem Rosjanie się z nią rozstawali... Sądzę, że gdyby to nawiedzenie trwało jeszcze 10 miesięcy, to pielgrzymów byłoby pewnie ze 40 mln i wydaje mi się że napływ ludzi by się zmniejszył. Uważam, że społeczeństwo rosyjskie i w tych państwach, w których RKP jest obecny, jest religijne. Jednocześnie mam świadomość, że wewnątrz tego społeczeństwa jest jeszcze wiele problemów. Może najważniejszym z nich jest niedostateczne wychowanie religijne. Bardzo często bywa tak, że człowiek, który określa siebie mianem prawosławnego, który w odpowiedzi na pytania socjologów stwierdza, że jest wierzący, niestety żyje tak jak niewierzący. Dlatego na porządku dziennym działań RKP jest katechizacja, nauka religii i wzmożenie działalności duszpasterskiej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.

* * *Zagadnienia moralności nie są obojętne dla żadnego normalnego państwa. Nie można w nieskończoność regulować stosunków międzyludzkich wyłącznie przez podnoszenie poziomu ustawodawstwa, umacnianie sił porządkowych, doskonalenie wymiaru sprawiedliwości.

Czy chodzi również o katechizację w szkołach?

- Katechizacja w szkołach jest sprawą, której nie udało się nam rozwiązać. Państwo nie zdecydowało się na dopuszczenie religii do szkół. Władze zgodziły się jedynie na nasze kompromisowe propozycje, aby w szkołach nauczano podstaw kultury prawosławnej, a także żydowskiej, muzułmańskiej i buddyjskiej, a ci, którzy by tego chcieli, mogli się uczyć podstaw kultury wszystkich religii światowych. Zaproponowaliśmy ponadto, aby ludzie niereligijni uczyli się etyki świeckiej.

Główni przeciwnicy nauczania religii i religijnie ukierunkowanych przedmiotów w szkole mówili, że w warunkach społeczeństwa wielonarodowego i wieloreligijnego doprowadzi to do konfliktów. My przekonywaliśmy, że tak nie jest, gdyż wcześniej przeprowadziliśmy projekty pilotażowe w tym zakresie w różnych rejonach Rosji i nigdzie nauczanie tych przedmiotów nie wywoływało konfliktów. Nie można było jednak przekonać naszej liberalnej prasy, która z tym walczyła, ani innych opiniotwórczych środowisk. Wówczas prezydent Dmitrij Miedwiediew zdecydował się na kompromis, na który się zgodziliśmy.

To dzisiaj, a co będzie jutro?

- Jutro będziemy się wspólnie modlić i patrzeć, co się dzieje z naszym narodem i w jakim stopniu nauczanie podstaw kultury prawosławnej będzie humanizować dzieci i rodziców.

Jakie osobiste odczucia towarzyszą Waszej Świątobliwości w związku z podpisaniem dokumentu o pojednaniu?

- Zgadzam się w pełni z tym dokumentem, budzi on we mnie uczucia optymizmu, a nawet w pewnym stopniu radości. Przecież tak wiele złego było w stosunkach między naszymi krajami i narodami. I jeśli w takiej historycznej chwili, przy aktywnym udziale dwóch Kościołów, podpisuje się tego rodzaju dokument, oznacza to, że narody nie są takie złe i że mają w sobie potencjał do tego, aby zbudować wspaniałą wspólną przyszłość. Dokument taki może budzić wyłącznie uczucia radości.

Czy inni biskupi nie mieli wątpliwości w tej sprawie?

- Nie omawialiśmy go w ramach całego episkopatu [w Polsce tak było - przyp. A.G.], ale w różny sposób dyskutowaliśmy nad nim w gronie hierarchów i ostatecznie dokument ten zostanie przedstawiony na Soborze Biskupim na początku lutego przyszłego roku.

Czy więc decyzja o jego podpisaniu była osobistą decyzją Waszej Świątobliwości?

- Nie, wszystko to było uzgodnione z dużą grupą biskupów, którzy biorą udział m.in. w kontaktach zewnętrznych RKP. Pod tym względem nie uwzględnialiśmy także znanych nam nastrojów ludzi. Jestem przekonany, że dokument ten zostanie bardzo pozytywnie przyjęty przez nasz episkopat i ludzi wierzących.

Tygodnik Katolicki "Gość Niedzielny" Nr 34 - 26 sierpnia 2012r.

góra

* * *

.

ZACHOWUJCIE NIEDZIELĘ,
A NIEDZIELA ZACHOWA WASZĄ RODZINĘ

List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny 30 XII 2012r.

Zakładki: 1. 2. 3. 4.

Drodzy Bracia i Siostry! Odczytany dzisiaj fragment Ewangelii ukazuje Świętą Rodzinę pielgrzymującą do Jerozolimy. Widzimy "rodziców Jezusa" złączonych we wspólnym świętowaniu, razem przeżywających "ból serca" z powodu zagubienia Syna, a następnie zdumionych bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. W słowach Maryi "ojciec Twój i ja" widzimy doskonałą jedność małżonków. Pytanie: "Synu, czemuś nam to uczynił?" podkreśla potrzebę i skuteczność dialogu w sytuacjach wzajemnego niezrozumienia. Natomiast spokojna odpowiedź Jezusa przypomina, że pielgrzymując i martwiąc się o rodzinę, trzeba "być w sprawach Ojca Niebieskiego", czyli spoglądać na wszystko w perspektywie wieczności, oczyma wiary (por. Łk 2,41-49).

1. Niedziela w świetle wiary

Ojciec Święty Benedykt XVI przypomina nam, co znaczy na co dzień żyć wiarą, która jest źródłem radości i odnawia nasz "entuzjazm spotkania z Chrystusem" (Porta Fidei 2). Ogłoszony w całym Kościele Rok Wiary ma pomóc "wyprowadzić ludzi z pustyni ku przestrzeni życia, ku przyjaźni z Synem Bożym, ku Temu, który daje nam (...) pełnię życia" (Porta Fidei 2). Dojrzała wiara to nie tylko zbiór prawd czy obowiązków, ale przede wszystkim pełna miłości, rzeczywista relacja z żywym Bogiem, który objawił się nam w Jezusie Chrystusie.

Warto przywołać słowa, które św. Augustynowi pomogły rozpocząć życie wiarą: "Rzuć się ku Niemu! Nie obawiaj się. On się nie cofnie, abyś upadł. Rzuć się z całą ufnością, On przygarnie cię i uleczy" (Wyznania VIII, 11). Właśnie Boże Narodzenie przypomina, jak bardzo Bóg umiłował świat (J 3,16), jak bardzo wyszedł nam naprzeciw, stając się jednym z nas, rodząc się w ludzkiej rodzinie, i jak bardzo Bogu zależy na tym, abyśmy byli jedno z Nim (por. J 17,1-26).

W kontekście wiary, w niedzielę Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa, pragniemy rozważyć prawdę o świętowaniu niedzieli. Chrześcijańskie przeżywanie Dnia Pańskiego wykracza bowiem poza regularne uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii czy powstrzymanie się od pracy. Choć niektórzy ostatnie dni tygodnia - wraz z niedzielą - nazywają weekendem, traktując je jako czas odpoczynku i rozrywki, czas tylko dla siebie czy załatwiania spraw, których nie udało się zrealizować w tygodniu, to jednak, gdy patrzy się oczyma wiary, między niedzielą a dniami wolnymi jest ogromna i zasadnicza różnica.

Błogosławiony Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini ukazał całe bogactwo tego dnia, przypominając, że niedziela jest dniem świętowania dzieła Stwórcy i udziałem w Jego radosnym odpoczynku. Niedziela to także dzień zmartwychwstałego Pana i daru Ducha Świętego, to dzień nowego stworzenia i zapowiedź wieczności. To dzień Kościoła, gromadzącego się w braterskiej wspólnocie na Eucharystii - uczcie Słowa i Ciała eucharystycznego. Tak rozumiana niedziela staje się niejako "duszą" wszystkich dni, nadaje sens całemu naszemu życiu (por. Dies Domini 12). Dał temu wyraz również Ojciec Święty Benedykt XVI w czasie VII Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie. Wszyscy mogli usłyszeć szczególnie wzruszające, osobiste świadectwo - wspomnienie z młodości Papieża o wierze jego rodziny, przejawiającej się w przeżywaniu niedzieli. Rozpoczynało się ono od sobotniego wspólnego czytania Pisma św., przez Mszę świętą niedzielną, wspólny uroczysty obiad i wspólne śpiewy, aż do wspólnego odpoczynku na łonie przyrody. Mimo trudnych czasów rodzina była bardzo zjednoczona.

2. Niedziela dniem radowania się dziełem Stwórcy

Umiłowani w Chrystusie Panu! Nie banalizujmy niedzieli i nie ograniczajmy jej głębokiego sensu jedynie do dnia wolnego od pracy. Pismo Święte mówiąc, że Bóg "odpoczął" po dziele stworzenia, wskazuje na coś głębszego, niż zwykłą przerwę w pracy. Ukazuje bowiem Stwórcę, który sam zachwycił się pięknem tego, co stworzył. Jest to więc spojrzenie, które nie zwraca się ku następnym dziełom, lecz docenia piękno tego, co już zostało dokonane. W szczególny sposób kieruje się ono ku człowiekowi, który jest zwieńczeniem stwórczego dzieła. W tym spojrzeniu można już dostrzec pragnienie zawarcia z nim przymierza miłości (por. Dies Domini 11).

Człowiek, stworzony na obraz Boży, nie powinien więc zachowywać się jak najemnik, dla którego wykonywanie kolejnych prac pozostaje jedynym życiowym celem. Niedziela pozwala człowiekowi wraz z gronem najbliższych poznać smak zachwytu nad całym dziełem stworzenia. To również czas doświadczania i umacniania się Bożą miłością. Niedziela to szansa dla zabieganej rodziny, by "odejście" od spraw tego świata stworzyło odpowiednie warunki do bardziej intensywnego spotkania z Bogiem i między sobą. Odpowiedni strój, świąteczny posiłek, brak pośpiechu, czas wspólnego przebywania ze sobą ma pomóc poczuć smak innego świata, do którego zmierzamy w pielgrzymce wiary. Podejmijmy ten zwyczaj, by całą rodziną zasiadać do stołu, modlić się przed i po posiłku, a przy nim dzielić się przeżyciami i opowiadać o spotkaniach, wymieniać opinie, pytać i otrzymywać odpowiedzi. Niech niedzielne obiady będą okazją, by z dziećmi odkrywać świat, opowiadać o swoich sukcesach i porażkach, a w ten sposób budować prawdziwą jedność w rodzinie.

Tak rozumiana niedziela daje również wielką szansę rodzinnego radowania się z piękna świata stworzonego, odnajdywania w nim śladów Boga, odpoczynku i wspólnego spędzania czasu na łonie przyrody przez rodzinne wyjazdy, wycieczki, organizowanie spotkań z innymi rodzinami. Dzisiaj, gdy praca staje się jedynie towarem, a ekonomia wydaje się panować nad wszystkimi dziedzinami życia, bardzo pilną potrzebą jest powrót do świętowania niedzieli. Właściwa forma świętowania może uratować i przywrócić pełną godność życia rodzinnego. Przez wspólne przebywanie i modlitwę rodzice i dzieci uczą się dialogu i bycia razem, trwania w jedności przy Chrystusie i w Kościele oraz wzajemnego wsparcia na drogach codziennego życia.

Dlatego potrzeba naszej troski o właściwe świętowanie niedzieli, o niepodejmowanie niekoniecznych prac, o zmianę ustawodawstwa dotyczącego handlu w niedzielę. Chrześcijańska rodzina nie powinna spędzać niedzieli w centrach handlowych na zwiedzaniu czy zakupach. Pamiętajmy, że takim zachowaniem wyrządzamy również krzywdę osobom, które muszą z tego powodu pracować w niedzielę. Prawdziwe świętowanie jest bowiem zawsze bezinteresowne i w łączności z drugimi. Jeżeli w niedzielę będziemy myśleć tylko o sobie samych, chodząc na zakupy, uciekając jedynie we własne hobby, w świat wirtualny, w nadmierne spędzanie czasu przed telewizorem czy komputerem, nie doświadczymy nigdy radości rodzinnego świętowania.

3. Tego dnia Chrystus zmartwychwstał

Umiłowani w Panu! W Jezusie Chrystusie niedziela - w języku łacińskim nazywana "Dominica", czyli Dzień Pański, a w języku rosyjskim [Waskriesienije], czyli Zmartwychwstanie - posiada jeszcze bogatsze znaczenie. Nasz Pan Jezus Chrystus, przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, powołał człowieka do nowego życia i wyprowadził z niewoli grzechu, śmierci i szatana, ku wolności dzieci Bożych. Zrozumiałe jest zatem, że już w czasach apostolskich niedziela, jako "pierwszy dzień tygodnia", pamiątka Zmartwychwstania, zaczęła wyznaczać cały rytm życia uczniów Chrystusa. Jej centralnym wydarzeniem było spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem na Eucharystii.

Dzisiaj nie powinno być inaczej. Każdy chrześcijanin, świętując niedzielę, może i powinien pogłębić swoją więź z Chrystusem Zmartwychwstałym, a przez to umacniać jedność wspólnoty rodzinnej i parafialnej. Niedziela jest wielkim darem dla całej rodzinny, szansą na pogłębienie wiary przez wspólne uczestnictwo we Mszy świętej. Eucharystia jest bowiem sercem Dnia Pańskiego. Przez udział w niedzielnej Eucharystii rodzina daje szczególne świadectwo jako Kościół domowy. Przez wspólną modlitwę, rozmowę z dziećmi na tematy religijne, wspólną lekturę czasopism i książek religijnych, korzystanie z mediów katolickich wyraża ona swoją troskę o prawdziwie chrześcijańskie świętowanie Dnia Pańskiego.

W wielu domach istnieje piękny zwyczaj wspólnego czytania w niedzielę Pisma św. i odmawiania rodzinnego różańca czy też nawiązywania w niedzielnych rozmowach do czytań mszalnych i usłyszanego w kościele kazania. W ten sposób rodzina, czerpiąc siłę ze spotkania z Chrystusem na niedzielnej Eucharystii, potrafi żyć i świadczyć o miłości Boga w swoim życiu.

Z świętowania niedzieli w rodzinie rodzić się mogą konkretne postawy w jej codziennym życiu. Takie przeżywanie niedzieli otwiera bowiem oczy i serce nie tylko na swoje własne problemy i sprawy, ale też i na drugich. Udział w niedzielnej Eucharystii zobowiązuje nas do konkretnego świadectwa miłości. Jej wyrazem powinna być nasza pamięć o rodzicach, o naszych krewnych, potrzebujących pomocy, o osobach starszych, chorych czy samotnych. Niedziela to czas umacniania wzajemnych więzi i miłości, a także szansa na okazanie troski o bliskich zmarłych przez modlitwę i odwiedzanie ich grobów.

Umiłowani w Chrystusie Panu! Również dzisiaj, gdy w Kościele mówi się o powołaniu do życia w małżeństwie i rodzinie, wielu z Was z troską zadaje pytanie: co zrobić, aby uratować swoje małżeństwo i rodzinę? Nie czekajcie, aż będzie za późno. Uwierzcie, że jeżeli będziecie w Waszej rodzinie świętować niedzielę, to taki styl życia pomoże zachować Waszą rodzinę od wielu niebezpieczeństw i niepewności. Życzymy Wam tego i modlimy się o to, zawierzając wszystkich małżonków i wszystkie rodziny Świętej Rodzinie z Nazaretu.

Na radosne świętowanie każdej niedzieli z serca Wam błogosławimy

Podpisali: Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce
obecni na 359. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski
w Warszawie, w dniu 3 października 2012r.

Źródło: Strona Konferencja Episkopatu Polski

góra

.