.
Środa III tygodnia Adwentu
18 grudnia 2013r.

uBoga droga
św. Marcina de Porres

Powiększenie

KSIĄDZ:
- Mamy środę, czyli środek tygodnia, III tygodnia Adwentu. Witam Was na kolejnych Roratach. Cieszę się, że przychodzicie wytrwale. Szczególnie serdecznie witam tych, którzy codziennie przychodzą tu z lampionami. Ci z Was, którzy nie opuścili Rorat ani razu, dzisiaj przyszli po raz 14.

Na naszej dekoracji adwentowej zostały jeszcze tylko cztery miejsca na wklejenie obrazków z wizerunkami świętych. Podobnie jest na Waszych planszach w domu.

Nasza "Adwentowa skarbonka dobroci" też się pięknie zapełnia. Wielu z Was wrzuca tutaj swoje grosze, niektórzy - jak widzę - jeszcze więcej. Gdyby ktoś chciał się dołożyć do pomocy najbiedniejszym, to do poniedziałku może to jeszcze zrobić.

Pamiętacie, jak mówiłem, połowa z Waszych ofiar zostanie w parafii, żeby wspomóc najbardziej potrzebujących, których zna ks. proboszcz, a połowa zostanie przekazana dla tych, o których jest artykuł w grudniowym numerze "Małego Gościa". Musicie tam zajrzeć, żeby się dowiedzieć więcej.

Zaśpiewajmy dzisiaj na początek naszą piosenkę. Pięknie już nam wychodzi. Śpiewajmy wszyscy z całego serca.

Piosenka:
Uboga droga

Pytania do dzieci:
- Kto wczoraj poznany zdecydował się też iść ubogą drogą?
(Św. Józef Kdasancjusz)

- Skąd pochodził św. Józef Kalasancjusz?
(Z Hiszpanii)

KSIĄDZ:
- Ksiądz Józef był Hiszpanem, ale zamieszkał w Rzymie. Jak pamiętacie, pojechał tam, bo miał nadzieję, że dostanie w Wiecznym Mieście jakieś dobre stanowisko. Tymczasem wszystko było nie tak, jak sobie zaplanował.

Pytania do dzieci:
- Kto pokrzyżował plany księdzu Józefowi?
(Chłopcy, którzy nie chodzili do szkoły)

- Dlaczego chłopcy nie chodzili do szkoły?
(Bo byli biedni, a za szkoły trzeba było płacić)

- Co zorganizował dla takich dzieci ksiądz Józef?
(Bezpłatne szkołę)

KSIĄDZ:
- I to była pierwsza taka szkoła w Europie. Pewnie wielu łapało się za głowy, że to niemożliwe i tak dalej, ale ksiądz wiedział, że nie wolno tak tych chłopców zostawić.

I udało się. Chętnych do nauki były tysiące.

Pytania do dzieci:
- Jak nazywano w Rzymie szkoły księdza Józefa?
(Szkoły Pobożne)

- Jak dzisiaj nazywa się zakonników, którzy prowadzą te szkoły?
(Pijarzy)

KSIĄDZ:
- Dzisiaj opowiem Wam o świętym zza oceanu, który u nas jest słabo znany. A szkoda, bo jego życie było niesamowite. Urodził się w Limie, stolicy Peru, państwa w Ameryce Południowej. Nazywał się Marcin de Porres.

Jedno z dzieci albo ksiądz zawiesza na dekoracji wizerunek św. Marcina de Porres.

KSIĄDZ:
- Marcin nie miał niestety rodziny, jaką chciałoby mieć każde dziecko. Właściwie wychowywała go tylko mama, która była służącą. Ojciec był bogatym politykiem, ale wyrzekł się syna i jego matki. Dawał tylko pieniądze, żeby Marcin mógł skończyć szkołę.

Chłopiec nieraz narażał się swojej mamie. Dlaczego? Bo kiedy wysyłała go po zakupy, na ulicy często zaczepiały go biedne dzieci, żeby podzielił się z nimi jedzeniem, a Marcin nie umiał im odmówić. I mama się denerwowała, że wszystko rozdaje, i sprawiała mu lanie. Marcin płakał rzewnymi łzami, ale nie z powodu kary, tylko dlatego, że ubogiej matce sprawił przykrość.

Nie umiał jednak tego zmienić. Następnym razem znowu, gdy ktoś biedniejszy od niego poprosił o pomoc, robił to samo.

Marcin zaczął studiować medycynę, ale przerwał studia i został ... fryzjerem. Jednak dość szybko zrezygnował z tego zawodu, bo postanowił zostać zakonnikiem. Zgłosił się do dominikanów.

Pytanie do dzieci:
- Kto założył zakon dominikanów?
(Św. Dominik)

KSIĄDZ:
- Jak pamiętacie, dominikanie to był zakon żebraczy. Wtedy, w XVI wieku, były takie zasady, że jeśli ktoś pochodził z rozbitej rodziny, zakonnicy nie mogli go przyjąć. Marcin jednak nie poddawał się. Uprosił zakonników, żeby mógł pozostać w klasztorze jako tercjarz, czyli wykonywać najprostsze posługi.

Kiedy po kilku latach dominikanie widzieli, jak jest gorliwy, zgodzili się, by został bratem zakonnym.

Był bardzo pobożny, umiał dobrze doradzić ludziom, dlatego wciąż wzywano go do klasztornej furty. Nawet sam arcybiskup Limy przychodził do niego po porady.

Marcin przyjmował ludzi z otwartym sercem. Pomagał wszystkim bez różnicy. Czy to byli Hiszpanie, czy Indianie, czy Murzyni, wszyscy otrzymywali opiekę, pożywienie, a nawet dach nad głową. Nie umiał przejść obojętnie obok nikogo.

Posłuchajcie, co się kiedyś wydarzyło.

NAGRANIE 15
Któregoś dnia wracając do klasztoru, brat Marcin natknął się na leżącego na ulicy Indianina, którego zraniono sztyletem. Biedak obficie krwawił i prawie konał. Brat opatrzył go, podniósł z ziemi i wziął na ramiona. Ponieważ klasztor był blisko, zaniósł cierpiącego do swojej celi, później miał zamiar przenieść go do swojej siostry. - Przecież wyraźnie powiedziałem, żeby nie wprowadzać żadnego chorego do klasztoru - przełożony upomniał brata Marcina. Marcin pokornie odprawił pokutę za nieposłuszeństwo, a kilka dni później jeszcze raz przeprosił ojca prowincjała: - Niech mi ojciec wybaczy błąd, ale proszę mnie w swojej dobroci pouczyć jeszcze raz. Nie przypuszczałem, że posłuszeństwo jest ważniejsze od miłości.

Słowa te tak uderzyły ojca prowincjała, że pozwolił bratu Marcinowi wykonywać dzieła miłosierdzia na terenie klasztoru.

KSIĄDZ:
- Brat Marcin dostał zadanie, by zajmować się niewielkim szpitalem klasztornym, który był równocześnie szpitalem miejskim. Szczególnie serdecznie pielęgnował chorych Indian. Żebrał o pomoc dla nich, wykupywał potem z niewoli Murzynów (sam zresztą miał ciemną skórę). Gdy zabrakło mu pieniędzy na wykup niewolników, zaproponował przełożonemu, żeby jego samego sprzedał, bo dzięki temu będą mieli potrzebne pieniądze. Często widziano go na mieście, jak zbierał pieniądze na potrzeby biednych.

Pewnego dnia, gdy obładowany żywnością wracał do klasztoru przez las, napadła go banda złodziei. Zaprowadzili go do herszta, a Marcin bez strachu, uprzejmie go pozdrowił. Zdziwiony szef bandy zapytał: "Ty nie wiesz, przed kim stoisz?"

"Wiem - odpowiedział spokojnie brat Marcin. - Dużo o tobie słyszałem. Dlatego tym bardziej cię proszę, byś dołożył też jakąś ofiarę dla moich głodnych".

Tego się bandyta nie spodziewał. Zaskoczony dał mu woreczek pieniędzy i puścił wolno.

KSIĄDZ:
- Jaka to droga?

DZIECI:
- uBoga droga!

KSIĄDZ:
- Święty Marcin miał dobre serce nie tylko dla ludzi, ale i dla zwierząt. Nazywa się go nawet czasem św. Franciszkiem Ameryki. Brat Marcin dokarmiał nawet myszy. Założył pierwsze w świecie schroniska dla bezdomnych zwierząt.

Kiedyś w klasztorze zauważono szczury. Przełożony wezwał brata Marcina i kazał mu w klasztorze rozsypać truciznę. Co na to brat Marcin? Postanowił przemówić szczurom do zwierzęcego rozumu, mówiąc tak:

"Kochane szczury, napsociłyście w naszym klasztorze i przeor kazał wam podrzucić truciznę. Dlatego naprawdę lepiej idźcie stąd. Poszukajcie sobie takiego miejsca, gdzie nie będziecie nikomu przeszkadzały". I wyobraźcie sobie, że podobno szczury posłuchały brata Marcina.

Kiedy Jan XXIII (to papież, który będzie ogłaszany świętym razem z naszym Janem Pawłem II) ogłaszał świętym brata Marcina, nazwał go "Marcinem od miłości". My go za bardzo nie znamy, ale teraz już o nim coś wiecie. W Ameryce natomiast św. Marcin de Porres jest niezwykle popularny. Na obrazach czy w figurach przedstawia się go w dominikańskim habicie z miotłą w ręku, a u stóp ma myszy albo koty.

Ja dzisiaj proponuję, żebyście pomogli w domu w jakichś pracach, których nie bardzo lubicie. Zbliżają się święta, mama nie wie, w co ręce włożyć, więc macie okazję pomóc tak jak św. Marcin. On wykonywał takie prace, których inni nie chcieli robić.

Pytania:
1. Skąd pochodził św. Marcin de Porres?
(Z Peru w Ameryce Południowej)

2. Kim z zawodu był św. Marcin?
(Fryzjerem)

3. Jak nazwał św. Marcina de Porres papież Jan XXIII?
(Marcinem od miłości)

Zadanie:
Pomóż mamie w czymś, czego najbardziej nie lubisz robić. Na przykład pozmywaj, odkurz, wynieś śmieci itp.

Obrazek:
Św. Marcin de Porres

góra

Rozważania na Roraty 2013r.
przygotowane przez miesięcznik "Mały Gość Niedzielny"

Dalej

Powrót Roraty

.