N M P Królowej Polski.

(3 maja)

N M P Częstochowskiej

(26 sierpnia)

 

Litania Loretańska

* * *

.

350-LECIE ŚLUBÓW JANA KAZIMIERZA

Śluby narodu

tekst Andrzej Grajewski

Zgromadzeni I kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czuli, że uczestniczą w niezwykłym misterium. Król na kolanach oddawał Polskę pod opiekę Maryi. Za Jej pośrednictwem, w imieniu narodu, zawierał przymierze z Bogiem.

Niewiele w naszej historii było aktów tak głęboko zapadających w świadomość społeczną oraz kształtujących duchowość narodu jak właśnie śluby lwowskie. Nieco egzotyczna para królewska - on Szwed, ona Francuzka - ślubami lwowskimi utwierdziła Polaków w przekonaniu, że wierność religijnemu dziedzictwu jest jednym z zasadniczych elementów narodowej świadomości.

Śluby Jana Kazimierza na obrazie Jana Matejki (fragment)

We Lwowie

W absolutnej ciszy, pomimo tłumu wypełniającego świątynię, król z przejęciem powtarzał słowa ślubowania: "Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico! Ja, Jan Kazimierz (...) Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam. Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam".

Król przyrzekał także szerzyć chwałę Maryi. Ślubował wyjednać u Stolicy Apostolskiej specjalne święto ku Jej czci w rocznicę tych ślubów. W ślubach zawarta była także ważna obietnica reform społecznych. Jan Kazimierz publicznie wyznawał, że wszelkie nieszczęścia ostatnich lat były "chłostą za jęki i uciemiężenie chłopów". Deklarował, że "po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić".

Według tradycji, pomysł ślubów i oddania Rzeczpospolitej pod opiekę Matki Bożej został przedstawiony przez Ludwikę Marię, żonę Jana Kazimierza. Obecnie zwraca się uwagę na list papieskiego nuncjusza Piotra Vidoniego, który informuje Rzym, że autorem pomysłu był prymas Polski, Andrzej Leszczyński. Jako jeden z nielicznych państwowych dostojników towarzyszył królowi w czasie wygnania na Śląsku. Nigdy nie stracił wiary w to, że Szwedów można pobić i odzyskać królestwo. Z wygnania słał listy do Rzymu, w których prosił o pomoc w walce z protestanckim najazdem. Wspierał go w tych działaniach papieski nuncjusz Piotr Vidoni. Prawdopodobnie w trakcie dyskusji, w gronie nuncjusza, prymasa, Ludwiki Marii oraz Jana Kazimierza, zredagowany został ostateczny tekst ślubów.

Utrącić róg

Wiadomość o ślubach lwowskich szybko obiegła całą Europę, jednych wprawiając w podziw i skłaniając do naśladowania, u innych wywołując gniew. Ten gniew najlepiej wyraził jeden z najwybitniejszych liderów przymierza antykatolickiego w Europie, zwycięski lord protektor Olivier Cromwell. Zachęcając Szwedów do wytrwania w walce z Polakami, przekonywał, że Polskę należy zniszczyć, aby utrącić róg na łbie bestii, czyli Kościoła katolickiego. Kilka miesięcy po ślubach lwowskich, w grudniu 1656 roku, w Radnot na Węgrzech podpisany został pierwszy traktat rozbiorowy, który dzielił Rzeczpospolitą między luterańską Szwecję i Brandenburgię oraz Bogusława Radziwiłła, Kozaków i księcia Rakoczego z Siedmiogrodu. Szczęśliwie wówczas udało się pokrzyżować zabójcze plany i wyjść cało z opresji. Ale pewien sposób myślenia o rozwiązaniu problemu "rogu na łbie bestii" zakiełkował w świadomości europejskich polityków.

Jan Kazimierz był głęboko przekonany, że tylko odrodzenie wiary może spowodować przebudzenie społeczeństwa oraz doprowadzić do szczęśliwego kresu zmagania ze szwedzkim potopem. Gdyby okolice Częstochowy były wolne od Szwedów, śluby z pewnością miałyby miejsce na Jasnej Górze. Polski król wiedział doskonale, że to pod murami Jasnej Góry, której szczupła załoga odparła szwedzkie oblężenie, odmieniły się losy tej nieszczęsnej wojny, w której dały się poznać zarówno najgorsze, jak i najlepsze cechy Polaków.

Szwedzka nawałnica

Kilkanaście miesięcy wcześniej, latem 1655 roku, cały kraj obiegła informacja, że wojska szwedzkie przekroczyły granice Polski. Pretekstem były spory dynastyczne o to, że Jan Kazimierz z rodu Wazów nadal formalnie używał tytułu króla Szwecji. W rzeczywistości ambitny Karol X Gustaw przystąpił do realizacji planu przekształcenia Bałtyku w wewnętrzne morze szwedzkie. Jego załogi miały opanować główne miasta handlowe i ujścia największych rzek, wpływających do Bałtyku, gdzie zakładano szwedzkie komory celne.

Portret króla Jana II Kazimierza Wazy
(autor nieznany)

Szwedów prowadził doświadczony wódz, marszałek Arifrid Wittenberg. Nie było ich wielu, zaledwie 17 tys. biednego, źle zaopatrzonego, ale za to znakomicie wyszkolonego i bitnego wojska. Mieli dokonać podboju Rzeczpospolitej Obojga Narodów, największego państwa ówczesnej Europy. Dalsze posiłki przyprowadził wkrótce król Karol Gustaw. Szwedzi niczym wataha wilków szli przez obcy kraj, wszędzie siejąc panikę, strach i zniszczenie. Zebrane pod Ujściem w Wielkopolsce szlacheckie wojsko poddało się bez walki. Wkrótce w Kiejdanach na Litwie poddał się Szwedom także hetman Janusz Radziwiłł. Przy królu została garstka wojska, a Krakowa próbował bronić samotnie hetman Stefan Czarniecki. Gdy próbowano nakłonić go do szybkiej kapitulacji, przekonując o bezsensowności dalszej walki, powiedział, że "ludzie są śmiertelni, a Rzeczpospolita wieczna". Bardzo niewielu wierzyło jednak w Rzeczpospolitą. Opuszczony król musiał uciekać na Śląsk, coraz bardziej pogrążony w samotności i apatii. Dopiero informacja o zwycięskiej obronie Jasnej Góry natchnęła wszystkich duchem walki. Jeszcze w ostatnich dniach grudnia 1655 roku w Tyszowcach zawiązana została konfederacja wojskowo-szlachecka, która powoływała pod broń całą szlachtę, a nawet ogłaszała pobór wszystkich stanów. Rozpoczęła się wojna, jakiej Polska jeszcze nie znała. Wojna w obronie wiary i wolności. Po raz pierwszy w jednym szeregu stanęli szlachta, mieszczanie i chłopi.

Niespełniona obietnica

Jan Kazimierz chciał wypełnić śluby lwowskie. W czasie obrad Senatu w 1658 roku zaproponował reformę państwową, naprawę parlamentaryzmu i rządu. Proponował zerwać ze zgubną zasadą liberum veto, oznaczającą, że jeden szlachecki warchoł mógł zerwać obrady całego Sejmu, niwecząc wszystkie plany izby poselskiej. Królewska propozycja, aby decyzje w Sejmie zapadały większością 2/3 głosów, została odrzucona. Podobnie jak projekt reform skarbowych - wprowadzenie stałych czynszów - akcyzy i cła generalnego. O jakiejkolwiek zmianie losu chłopa pańszczyźnianego szlachta nawet słyszeć nie chciała. Kto będzie obrabiał nasze folwarki, jeśli chłopom da się wolność, wrzeszczano na sejmikach jak kraj długi i szeroki. Królowi także często brakowało taktu i dyplomacji przy rozwiązywaniu trudnych kwestii ustrojowych państwa. Zapatrzony w monarchię absolutną Ludwika XIV we Francji, gdzie król był wszystkim, Jan Kazimierz chciał wzmocnić władzę królewską bardziej dla własnego prestiżu aniżeli dla poprawy stanu państwa.

Dalsze jego panowanie było pasmem porażek, pomimo że udało mu się odeprzeć wszystkie najazdy. W końcu zgorzkniały dobrowolnie zrzekł się korony. Stało się to we wrześniu 1668 roku Choć nigdy nie był w kraju specjalnie lubiany, gdy przed Sejmem składał koronę, wielu posłów miało łzy w oczach. Zegnali władcę, którego panowanie przypadało na okres szczególnie trudny. Był to czas buntów kozackich, potopu, wojen z Moskwą, Tatarami i Siedmiogrodem. Pamiętali Jana Kazimierza, jak zwycięsko poprowadził ich do batalii pod Beresteczkiem w czerwcu 1651 roku Tam, dzięki jego odwadze oraz zdolnościom dowódczym, pokonane zostały ogromne siły tatarsko-kozackie, co uratowało wówczas Polskę, a może i całą Europę Środkową. Nade wszystko pamiętali jednak króla klęczącego w katedrze lwowskiej i powtarzającego słowa zawierzenia losów narodu Maryi. Ostatnie kroki, przed opuszczeniem kraju i podróżą do Francji, Jan Kazimierz skierował na Jasną Górę.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 15 - 9 kwietnia 2006r.

góra

* * *

.

ŚLUBY KRÓLA
JANA KAZIMIERZA

1. kwietnia 1656

Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.

A ponieważ nadzwyczajnymi dobrodziejstwami Twymi zniewolony pałam wraz z narodem moim, nowym a żarliwym pragnieniem poświecenia się Twej służbie, przyrzekam przeto, tak moim, jak senatorów i ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę.

Obiecuje wreszcie i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie i uroczyście, i to po wieczne czasy, był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało.

Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.

Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał.

Tygodnik PARAFIANIN Nr 18(247) 30 kwietnia 2006r.

góra

.

Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie

Przedziwną tajemnicę jasnogórskiego sanktuarium liturgia oddaje przede wszystkim, czytając zapis ewangelii Janowej o godach w Kanie Galilejskiej.

Zapis ten mówi o obecności Matki Jezusa: "była tam Matka Jezusa", i o zaproszeniu samego Jezusa oraz Jego uczniów. Rzecz bowiem dzieje się u początku nauczania Syna Maryi, u początku Jego publicznej działalności w Galilei.

Wydarzenie ewangeliczne kojarzy się nam naprzód z samym tysiącleciem Chrztu. To poprzez owo wydarzenie z 966 roku, poprzez Chrzest, u początku naszych dziejów, Jezus Chrystus został zaproszony do Ojczyzny, jakby do polskiej Kany. I zaproszona z Nim przybyła od razu Matka Jego. Przybyła i była obecna wraz ze swym Synem, jak o tym mówią liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a w szczególności pieśń Bogurodzica.

W Kanie Galilejskiej Maryja mówi do sług weselnego przyjęcia: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".

Począwszy od 1382 roku staje Maryja wobec synów i córek tej ziemi, wobec całych pokoleń i powtarza te same słowa. Na tej drodze Jasna Góra staje się szczególnym miejscem ewangelizacji. Słowo Dobrej Nowiny uzyskuje tutaj jakąś wyjątkową wyrazistość, a równocześnie zostaje jakby zapośredniczone przez Matkę. Jasna Góra wniosła w dzieje Kościoła na naszej ziemi i w całe nasze polskie chrześcijaństwo ów rys macierzyński, którego początki wiążą się z wydarzeniem Kany Galilejskiej.

Cokolwiek wam powie, to czyńcie. A co nam mówi Chrystus? Czy nie przede wszystkim to, co znajdujemy w tak jędrnym streszczeniu w Liście świętego Pawła do Galatów?

"Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: {{Abba, Ojcze}}. A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej".

To mówi nam Chrystus z pokolenia na pokolenia. Mówi poprzez wszystko, co czyni i czego naucza. Mówi przede wszystkim przez to, Kim jest. Jest Synem Bożym - i przychodzi nam dawać przybrane synostwo. Otrzymując w mocy Ducha Świętego godność synów Bożych, w mocy tegoż Ducha mówimy do Boga: "Ojcze". Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami. Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności.

Chrystus obecny wraz ze swą Matką w polskiej Kanie stawia przed nami z pokolenia na pokolenie wielką sprawę wolności. Wolność jest dana człowiekowi od Boga jako miara jego godności. Jednakże jest mu ona równocześnie zadana. "Wolność nie jest ulgą, lecz trudem wielkości" - jak się wyraża poeta. Wolności bowiem może człowiek używać dobrze lub źle. Może przez nią budować lub niszczyć. Zawiera się w jasnogórskiej ewangelizacji wezwanie do dziedzictwa synów Bożych. Wezwanie do życia w wolności. Do czynienia dobrego użytku z wolności. Do budowania, a nie do niszczenia.

Ta jasnogórska ewangelizacja do życia w wolności godnej synów Bożych ma swą długą, sześciowiekową historię. Maryja w Kanie Galilejskiej współpracuje ze swoim Synem. To samo dzieje się na Jasnej Górze. Iluż w ciągu tych sześciu wieków przeszło przez jasnogórskie sanktuarium pielgrzymów? Iluż tutaj się nawróciło, przechodząc od złego do dobrego użycia swojej wolności? Iluż odzyskało prawdziwą godność przybranych synów Bożych? Jak wiele o tym mogłaby powiedzieć kaplica jasnogórskiego Obrazu? Jak wiele mogłyby powiedzieć konfesjonały całej bazyliki? Ile mogłaby powiedzieć Droga Krzyżowa na wałach? Olbrzymi rozdział historii ludzkich dusz! To jest też chyba najbardziej podstawowy wymiar jasnogórskiego sześćsetlecia. Pozostał on i nadal pozostaje w żywych ludziach, synach i córkach tej ziemi, gdy do ich serc Bóg zsyła Ducha Syna swego tak, że w całej wewnętrznej prawdzie mogą wołać: "Abba! Ojcze!"

Chrystusa pragniemy, wedle słów dzisiejszej ewangelii, zaprosić w dalszy ciąg dziejów naszej Ojczyzny tak, jak został zaproszony wraz ze swą Matką do Kany Galilejskiej. Mówimy do Chrystusa przez Maryję: Bądź z nami w każdy czas! I to zaproszenie składamy tu, na Jasnej Górze.

Jeszcze raz obejmujemy wzrokiem i sercem nasze jasnogórskie sanktuarium. Wsłuchujemy się w słowa psalmu dzisiejszej liturgii: "Obejdźcie dokoła Syjon, policzcie jego wieże... by powiedzieć przyszłym pokoleniom, że Bóg jest naszym Bogiem na wieki".

Módlmy się. Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, + a Jej święty obraz jasnogórski wsławiłeś niezwykłą czcią wiernych, * spraw łaskawie, abyśmy na ziemi z zapałem walczyli w obronie wiary, a w niebie wysławiali Twoje zwycięstwo. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, + który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Z homilii papieża Jana Pawła II w 600-lecie sanktuarium na Jasnej Górze
(AAS 75 [1983] 929-935)

Źródło: Brewiarz.pl - Godzina czytań z dn. 26.08.2015r.

góra

.

następna strona