.

.

17 stycznia

Żywot świętego Antoniego, pustelnika

(Żył około roku Pańskiego 330)

Antoni był potomkiem bogobojnej chrześcijańskiej rodziny zamieszkałej w Egipcie. Od samego dzieciństwa okazywał zadatki wysokich cnót. Rodzice rychło go odumarli pozostawiając go na świecie z maleńką, bo zaledwie pól roku mającą siostrą.

Pewnego razu, wszedłszy do kościoła, usłyszał Ewangelię o bogatym młodzieńcu: "Jeśli chcesz być doskonałym, idź, a sprzedaj wszystko co masz i daj ubogim, a będziesz miał skarb w Niebie". Słowami tymi tak się przejął, jakby je Pan Jezus do niego samego przemówił. Polecił siostrę przyjaciołom, majętność swoją rozdał ubogim i rozpoczął żywot pustelniczy; jedynym człowiekiem, którego odwiedzał, był pewien starzec, który mu przykładem swoim drogę okazywał.

W wielkie nauki i ksiąg czytanie nie wdawał się. Co z Pisma świętego usłyszał, to w pamięci jakby wyryte na kamieniu chował i zaraz wypełnić pragnął. Księgą swoją zwał wszystek świat i każde najmniejsze stworzenie, bo w nim dobroć, wszechmocność i bogactwo Boskie poznawał.

Nieprzyjaciel duszy chciał go zepchnąć z obranej drogi, zaczął go tedy kusić tym, co już był opuścił, to jest bogatą majętnością, sieroctwem siostry, zacnością rodu, sławą, rozkoszami. - "Co czynisz? - szeptał szatan. - Szkoda twej urody i szlachectwa. Trudnyś żywot zaczął, ciało twoje tej zbroi nie zniesie, wróć się, a zażywaj tego, co ci Bóg dał".

Nic nie wskórawszy zaczął go dręczyć żądzami cielesnymi, we śnie i na jawie, nie dając mu ani chwili spokoju, ale Antoni i przed tym zdołał się obronić postami i rozmyślaniem o śmierci, rozsypaniem ciała w proch i mękach piekielnych. Lecz szatan i teraz nie dał za wygraną, napadł bowiem na niego i począł go bić, jednakże Antoni, nieustraszony, zawołał: "Jeśli od Boga mego dana jest moc na mnie, otom jest, zgubcie mnie, zatraćcie, czyńcie co wam kazano. Ale wiem, iż mi nic bez woli Pana Boga mego uczynić nie zdołacie. Próżno się kusicie: znak Krzyża św. i wiara w Pana naszego jest mocnym i niezdobytym przeciw wam murem".

Święty Antoni

Zaraz rozprószyli się nieprzyjaciele i uciekli, a jego światłość wielka z Nieba oblała. Domyślając się obecności Pana Jezusa, rzekł Antoni z głębokim westchnieniem: "Gdzieżeś był, miły Jezu, gdzieżeś był? Czemużeś mi zaraz nie dopomógł i nie zleczył ran moich?" I usłyszał głos: "Byłem tutaj, Antoni, alem patrzał na męstwo i potykanie się twoje. Nie bój się, zawsze będziesz mieć Mnie pomocnika i wsławię cię po wszystkim świecie".

Gdy miał lat trzydzieści pięć, począł Antoni myśleć o doskonalszych postępkach w służbie Bożej, prosił przeto owego starca, do którego zaraz na początku był się udał, aby poszedł z nim na głębszą pustynię, gdzie by od oczu ludzkich zupełnie ukryty mógł swobodniej rzeczy zbawiennie obmyślać i sroższą czynić pokutę. Starzec, wymawiając się podeszłym wiekiem, nie chciał mu towarzyszyć, sam więc Antoni w Imię Pańskie udał się w daleką puszczę, ale i tu nie znalazł zupełnej samotności, wnet bowiem zaczęło się doń zgłaszać wielu, którzy chcieli być naśladowcami jego żywota i cnót. Z biegiem czasu liczba ich tak wzrosła, że z domków, które sobie budowali wokół mieszkania Antoniego, powstała osada. Był to pierwszy klasztor męski. Po latach skupiło się tutaj kilka tysięcy zakonników, pod przewodnictwem Antoniego, który ich pilnie uczył wojny duchowej z szatanem. Szatan - mawiał - jest słabym wobec prawdziwych chrześcijan. Najwięcej boi się modlitwy, czuwania, postów, cichości, ubóstwa dobrowolnego, strzeżenia się próżnej; chwały, pokory, miłosierdzia i hamowania gniewu, a nadewszystko czystego serca w miłości Chrystusowej.

Czynił Antoni wielkie cuda, zwłaszcza nad chorymi i opętanymi. Miał także ducha proroczego, a heretykami tak się brzydził, że nigdy z nimi nie rozmawiał, wyjąwszy kiedy ich nawracał do prawdziwego Kościoła Bożego.

Cesarz Konstantyn Wielki i jego synowie mieli go w wielkim poważaniu i pisywali do niego, prosząc o radę w rzeczach tyczących się sumienia i polecając się jego modlitwom. Antoni, widząc, że cesarz Konstantyn zaczął był ulegać wpływowi bezbożnego Ariusza, napisał do niego list, w którym z świętą śmiałością upominał go za to i wyprowadzał z błędu co do nauki tego herezjarchy.

Umierając, pilnie upominał braci, aby wiarę, którą od przodków i podania apostolskiego wzięli, zachowali, strzegąc się heretyków. Przestrzegał ich także, żeby się pilnowali chytrości szatańskich, po czym w pokoju i wesoło oddal ducha Bogu dnia 17 stycznia roku Pańskiego 330, mając lat sto pięć.

Człowiek na pustyni wychowany, a po wszystkim świecie wsławiony; mężny czartów wojownik, wielki wszystkim mistrz do cnoty i miłości Boskiej.

Nauka moralna

Z dopuszczenia Bożego może czart mamić oczy ludzkie i czynić szkody i trudności, ale do grzechu doprowadzić nie może nikogo, kto mu się oprze. Oprócz serca naszego, daje Pan Bóg czasem złemu duchowi moc na ciało i na zdrowie, na majętność, wszakże tego nigdy bez przyczyny nie czyni. Albo na karanie nasze za grzechy, albo na doświadczenie cierpliwości naszej, na wysługę i odpłatę naszą, albo wreszcie dając nam pobudkę do jakiej cnoty.

Na ostatku zły duch mimo woli przyczynia się do większej chwały naszej w Niebie. Pismo święte mówi: "Błogosławiony mąż, który wytrwa pokusę, albowiem weźmie koronę chwały". Każdy Święty w Niebie ma koronę chwały, ale są osobne jeszcze dla każdego, kto tutaj mężnie potyka się dla Pana Boga i zwycięży. Osobną koronę mają Męczennicy, osobną Panny, osobną Wyznawcy. Otóż osobną weźmie i ten, kto się dzielnie potyka z szatanem. To istna korona męczeńska. Męczennicy srogie cierpieli i ponieśli męki na ciele, ale pokusa - jakże to sroga i okropna męka duszna! Męczennik cierpiał za wiarę, za Chrystusa; w pokusach cierpi się również z miłości Pana Boga za cnotę Chrystusową.

Modlitwa

Święty Antoni, który nam dałeś tak wzniosły przykład, jak trzeba pokonywać świat, szatana i pożądliwości cielesne, dopomóż nam twą przyczyną, abyśmy tą samą bronią modlitwy, czujności, pokory i umartwienia przeciw owemu potrójnemu nieprzyjacielowi naszego zbawienia zwycięsko walczyli. Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który z Bogiem Ojcem i z Duchem św. żyje i króluje Bóg na wieki wieków. Amen.

św. Antoni, pustelnik
urodzony dla świata 225 roku
urodzony dla nieba 17.01.330 roku
wspomnienie 17 stycznia

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Święty Egipcjanin

Tekst ks. Tomasz Jaklewicz

Jego postać została przysłonięta przez imiennika, żyjącego prawie 1000 lat później, czyli św. Antoniego z Padwy. A szkoda, bo Antoni Pustelnik, zwany również Opatem lub Wielkim, to postać barwna i ważna w historii Kościoła. Jego żywot spisany przez św. Atanazego stał się pierwszym i szeroko znanym manifestem życia pustelniczego.

Żył w Egipcie na przełomie III i IV wieku. Pochodził z bogatej koptyjskiej rodziny. Po śmierci rodziców zastanawiał się - podobnie jak ewangeliczny bogaty młodzieniec - co zrobić ze swoim życiem. Pewnego dnia usłyszał słowa Ewangelii: "Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną" (Mt 19,21). Postąpił zgodnie z radą Jezusa. Rozdał majątek ubogim i zamieszkał w grobowcu na skraju rodzinnej wioski. Później dla uniknięcia rozgłosu przeniósł się w głąb pustyni, aby tam w ascezie i samotności szukać Boga. Wiele osób odwiedzało jego pustelnię. Jedni szukali rady mądrego pustelnika, inni pragnęli naśladować jego styl życia. Niektórzy osiedlali się w pobliżu. Powstawały pierwsze wspólnoty eremitów. Takie były początki życia zakonnego. Z biegiem lat, stuleci pojawiły się reguły i rozmaite formy organizacyjne. Ideał życia monastycznego od czasów Antoniego pozostaje jednak wciąż taki sam: odejście od świata, asceza, milczenie, kontemplacja, praca, poddanie się zakonnej regule i przewodnikowi duchowemu. Słowem - rezygnacja z wielu dóbr doczesnych, po to, aby odnaleźć Dobro Najwyższe.

EwangeliaPokusa łatwego chrześcijaństwa - wiary, która niewiele kosztuje - jest wciąż żywa. Lekiem na tę pokusę jest pustynia. Warto powalczyć o jej skrawek pośrodku naszych ważnych spraw.

Niektórzy twierdzą, że pierwsi mnisi byli uciekinierami szukającymi na pustyni schronienia przed rzymskimi prześladowaniami. Inni uważają, że ruch monastyczny rozwinął się jako protest przeciwko spadkowi jakości życia chrześcijan po ustaniu rzymskich prześladowań. Ten drugi pogląd wydaje się bliższy prawdzie. Kiedy cesarz Konstantyn wydał w roku 313 edykt mediolański, chrześcijanie mogli wreszcie wyjść z podziemia. Z biegiem czasu chrześcijaństwo stawało się religią cieszącą się w cesarstwie przywilejami. Pojawiało się coraz więcej chrześcijan tylko z nazwy. Wiara potaniała, a nawet zaczęła się po ludzku opłacać. Życie pustelnicze było próbą przeciwstawienia się temu trendowi, było poszukiwaniem radykalnej gorliwości. Jako że czasy męczenników przeszły już do historii, ich miejsce stopniowo przejmowali mnisi. To oni stawali się "bożymi atletami" odrzucającymi bezpieczne, wygodne życie, aby stawiać czoła duchowi świata i wznieść się na wyżyny kontemplacji.

Pokusa łatwego chrześcijaństwa - wiary, która niewiele kosztuje - jest wciąż żywa. Lekiem na tę pokusę jest pustynia. Warto powalczyć o jej skrawek pośrodku naszych ważnych spraw. Kto doświadczył pustyni, wraca z niej inny. Odróżnia fatamorganę od oazy, docenia smak wody, kawałka chleba. Wie, że wszystko jest darem. Tęskni za głębią.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 3 - 15 stycznia 2006r.

góra

<< wywołanie menu święci i błogosławieni

.