24 sierpnia .

* * *

.

Żywot świętego Bartłomieja, apostoła

(Żył około roku Pańskiego 71)

W Kanie Galilejskiej spoczywał w ogrodzie pod drzewem figowym szlachetny izraelita Natanael, rybak strudzony pracą, i gorąco błagał Boga, aby się zjawił obiecany Zbawiciel. Wtem zbliża się do niego przyjaciel Filip z Betsaidy i donosi mu z radością: "Nareszcie znalazł się Ten, o którym mówi Mojżesz i pisali prorocy, tj. Jezus, syn Józefa Nazareńskiego!" Natanael spojrzał z powątpiewaniem na rozradowanego zwiastuna i odezwał się doń żartobliwie: "Czyż by z Nazaretu mogło przyjść co dobrego?", Filip wszakże nie silił się przekonać powątpiewającego o radosnym wypadku, lecz pochwycił go za rękę i rzekł: "Pójdź i przekonaj się!" Gdy Pan Jezus ujrzał Natanaela, powitał go tymi słowy: "Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma zdrady!" Zdziwiło Natanaela to powitanie, zapytał przeto pokornie: "Panie, skąd mnie znasz?" Na to rzekł mu Jezus: "Zanim Filip cię zawołał, gdy byłeś pod drzewem figowym, widziałem cię". Tym dowodem wszechwiedzy Jezusa zdziwiony, wypowiedział Natanael szczerze swą wiarę słowy: "Rabbi, Tyś jest Syn Boży, Tyś jest król izraelski", poznał zaś tak szybko i tak radośnie uznał Mesjasza, gdyż serce jego było wolne od fałszu i obłudy, a przez to przystępne dla prawdy i łaski. Pan Jezus nagrodził mu to obietnicą: "I żem ci powiedział: Widziałem cię pod figą, wierzysz: większe nad to ujrzysz. Zaprawdę, zaprawdę mówię wam, ujrzycie Niebo otworzone i anioły Boże, wstępujące i zstępujące nad Synem człowieczym" (Jan 1,50. 51).

Ten Natanael Bar Thoiomai, czyli syn Tholomai jest Bartłomiejem apostołem. Bartłomiej był wiernym towarzyszem Jezusa przez całe życie i naocznym świadkiem ran, śmierci i zmartwychwstania Jego, w uroczystość Zielonych Świątek przyjął wraz z innymi apostołami Ducha św. i gorliwie głosił Ewangelię św. Jako widownię jego prac apostolskich oznacza podanie trzy wielkie krainy: Indie, Prygię i Armenię, gdzie w mieście Albanopolu poniósł za swego Mistrza, Jezusa Chrystusa, śmierć męczeńską w roku 71. Powodem jego męczeństwa była następująca okoliczność:

Bartłomiej zdziałał w tym kraju wiele cudów przy chorych i opętanych. Gdy się o tym dowiedział król Polimiusz, zaprosił apostoła, aby mu wyleczył córkę, którą dla wybuchów szaleństwa trzeba było krępować. Przybył Bartłomiej i krótką modlitwą uwolnił opętaną od złego ducha. Wkrótce rozeszła się radosna wieść o tym cudzie po całym świecie. Nieposiadający się z szczęścia monarcha chciał wynagrodzić apostoła złotem i klejnotami, ale Bartłomiej nie przyjął nagrody i rzekł: "Nie żądza złota przywiodła mnie tutaj, lecz pragnienie ocalenia dusz; nie chcę skarbów twego państwa, lecz wzywam cię, abyś ode mnie przyjął skarby Królestwa niebieskiego, wyrzekł się bałwochwalstwa i wielbił jedynego Boga Nieba i ziemi". Potem obwieścił zebranym dworzanom, że Jezus ukrzyżowany jest prawdziwym Bogiem i dodał: "Na dowód, że wasze bożyszcza są szatanami i martwymi posągami, pójdziemy do świątyni, a ja przymuszę szatana, aby sam jawnie stwierdził, że mówię prawdę". Król zgodził się na to i otoczony tłumem ludu towarzyszył Bartłomiejowi do świątyni bogini Astarty. W imię Jezusa rozkazał Bartłomiej powiedzieć jej, kim jest, i oto bogini wśród straszliwego wycia zeznała, że jest szatanem i dotychczas łudziła króla i naród cały, gdyż jeden tylko jest Bóg, którego wyznaje Bartłomiej. Apostoł rozkazał szatanowi podruzgotać bałwany w całym mieście, a życzenie jego spełniło się w jednej chwili.

Święty Bartłomiej

Zdarzenie to spowodowało króla, jego rodzinę i wielu poddanych do przyjęcia chrztu świętego. Kapłani bałwochwalczy, widząc przez kogo upadło ich znaczenie, zapałali nienawiścią przeciw apostołowi i zwrócili się z myślą zemsty do Astiagesa, brata królewskiego i zarządcy części Armenii. Ten, udając, że pragnie poznać wiarę chrześcijańską, zaprosił Bartłomieja do swego pałacu. Gdy apostoł przybył na wezwanie, Astiages zelżył go i zażądał, aby natychmiast złożył bożkom ofiarę, albo przysposobił się na śmierć. Ponieważ Bartłomiej stanowczo oświadczył, że rozkazu nie usłucha, kazał go Astiages żywcem obedrzeć ze skóry, a potem ściąć.

Po ścięciu świętego męczennika straszna kara nawiedziła Astiagesa i bałwochwalczych kapłanów, wszystkich bowiem opętał szatan i dręczył ich przez dni trzydzieści, po czym nędznie pomarli.

Zwłoki św. Bartłomieja przeniesione zostały do Dory w Mezopotamii, gdzie cesarz Justyn wystawił mu wspaniały kościół. Za czasów Saracenów dostały się do Benewentu, skąd cesarz Otton II przewiózł część ich do Rzymu.

Nauka moralna

Święty Bartłomiej uznał w "synu cieśli nazareńskiego" Syna Bożego, Zbawiciela i prawdziwego przewodnika na drodze do doskonałości. Wszyscy pragnący prawdy, a nie mający fałszu i obłudy w sercu, poznali z Ewangelii Jezusa, starali się pójść w ślady Jego i osiągnęli szczęście wiekuiste.

1) Pokora i zaparcie się samego siebie, jakie Pan Jezus okazywał od przyjścia na świat aż do śmierci (czym się żydzi tak mocno gorszyli), jest tłem, na którym maluje się osobistość, czyny i słowa Jego. Tą pokorą wabi On do siebie dusze szlachetniejszej natury. Pan Jezus jako Dziecię leży w skromnym żłóbku z rączkami stężałymi od zimna, w ubożuchne otulony powijaczki, ale aniołowie śpiewają Mu: "Chwała Bogu na wysokości", pasterze klęczą u stóp Jego, mędrcy z daleka przynoszą Mu wonne kadzidła, a Herod drży na swym tronie. W późniejszym wieku słucha rodziców, pracuje w pocie czoła, dźwiga brzemię ubóstwa, ale zarazem zadziwia mędrców i doktorów jerozolimskich odpowiedziami na ich pytania. Pokutuje nad Jordanem, pości na pustyni, opiera się pokusom szatana, ale słyszy zarazem głos z Nieba: "Oto Syn Mój najmilszy", a święty Jan wita Go tymi słowy: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata!" Prawi ludowi nauki, pieści maluczkie dziatki, przestaje z grzesznikami, ujmuje się za cudzołożnicą, płacze nad grobem Łazarza, myje uczniom nogi, ale równocześnie niewidomi, chromi, chorzy sławią Jego miłosierdzie, szatani drżą przed Jego potęgą, arcykapłani zgrzytają zębami ze złości, widząc Jego powagę i znaczenie. Pozwala się związać, znieważać, wyszydzać, biczować i wtłoczyć sobie na głowę cierniową koronę, kłaść krzyż na barki, ale rozpaczający Judasz, płaczący Piotr, zawstydzony Kajfasz, zdumiony Herod poświadczają Jego niepokalaną świętość. Takim nam się okazuje Pan Jezus w swej pokorze jako człowiek, będący zarazem Synem Bożym.

2) Uważmy teraz Jezusa w Jego szczytnej wzniosłości. Na wszystkich Jego czynach, słowach i postępkach wyryte jest znamię Boskiej wiedzy, potęgi i samodzielności. "Któż Mnie - mówi - obwinie może o grzech? Ja jestem prawdą, drogą i życiem. Ja światłem tego świata, Ja dobrym pasterzem, który oddaje życie za owieczki swoje, Ja chlebem żywym, pochodzącym z Nieba. Kto we Mnie wierzy, wiecznie żyć będzie. Przyjdźcie do Mnie, którzy jesteście strudzeni i obciążeni, pokrzepię was. Beze Mnie nic nie zdziałacie. Proście, a dane wam będzie, aby radość wasza zupełna była. Mnie dana wszelka moc na ziemi i Niebie. Nikt nie przyjdzie do Ojca Mego, chyba przeze Mnie". On zapowiada Sąd Ostateczny tymi słowy: "Pojawi się na niebie znak Syna Boskiego, i ujrzą Go zstępującego w obłokach niebieskich w całej potędze i majestacie. Ześle On swych aniołów z trąbą i wielkim rozgłosem, a ci zbiorą Jego wybrańców z czterech wiatrów, od jednego krańca Niebios do drugiego". Tak widzimy przed sobą Jezusa w niezrównanym majestacie, jak nikogo innego w dziejach świata, gdyż był nie tylko człowiekiem, jak inni ludzie, ale zarazem Synem Bożym.

Modlitwa

Wszechmogący i wieczny Boże, który nam dzień dzisiejszy święcie rozweselasz doroczną uroczystością błogosławionego apostoła Twojego Bartłomieja, prosimy, daj nam dzieciom Kościoła Twojego również miłować wszystko w co on wierzył, i ogłaszać co on nauczał. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Święty tygodnia

Św. Bartłomieju Apostole!
Dlaczego stałeś się uczniem
Jezusa z Nazaretu?

Ks. Antoni Tatara

Nie potrafię dokładnie przypomnieć sobie momentu, w którym podjąłem tę jakże ważną decyzję, aby zostać naśladowcą Jezusa. W każdym razie początkowo wydawało mi się, że osoba licząca się w świecie i będąca ważnym człowiekiem nie może pochodzić z Nazaretu (por. J 1,46). Niemniej, urzeczony dobrą nowiną o Królestwie Bożym, stałem się uczniem Nauczyciela z Nazaretu. Od tego przełomowego momentu resztę mojego życia poświęciłem głoszeniu Jego nauki o panowaniu Boga. Cóż... stałem się apostołem Pana, ponieważ w Niego uwierzyłem i On mnie wybrał. Uwierzyłem Jego słowom i czynom, których naśladowanie miało mi dać życie wieczne.

Moje hebrajskie imię (Bar-Tholomai) oznacza po prostu "syn Tolmaja" i występuje w katalogach apostołów w tzw. ewangeliach synoptycznych (zob. Mt 10,3; Mk 3,18; Łk 6,14). Ewangelia zaś według św. Jana zna mnie pod imieniem Natanael (zob. J 1,35-51; 21,2), które oznacza "Bóg dał". Dlatego też można mnie nazywać Natanael syn Tolmaja ("Bóg dał syna Tolmajowi").

Bóg obdarzył mnie wielkim zaufaniem, powierzając mi misję ewangelizowania pogan. Charakteryzuje mnie dobroć, uczciwość i pracowitość. Właśnie dzięki tym wrodzonym cechom stałem się osobą powszechnie szanowaną i lubianą. Dlatego też mogłem z powodzeniem głosić dobrą nowinę o Jezusie Synu Bożym, w którym każdy może stać się nowym człowiekiem i jednocześnie uczniem Królestwa.

W ikonografii najczęściej bywam przedstawiany w tunice przepasanej sznurem. Niekiedy też prezentuje się mnie w scenie obdarcia ze skóry. Zgodnie bowiem z kościelną tradycją, właśnie w taki sposób poniosłem śmierć w Armenii ok. 70 roku. Na obrazach zwykle trzymam księgę (lub zwój) i nóż. Patronuję zaś przede wszystkim rzeźnikom, garbarzom i introligatorom.

Na koniec życzę wszystkim, aby za moim przykładem nigdy nie odstępowali od Chrystusa i obdarzali innych ludzi wielkim kredytem zaufania.

Z wyrazami szacunku - św. Bartłomiej Apostoł

Tygodnik "niedziela" Nr 34 - 20 sierpnia 2006r.

góra

* * *

.

Zapomniany Apostoł

tekst Andrzej Macura

Znamy go pod imieniem Bartłomiej. Ale w Polsce mógłby się nazywać Bogdan, syn Tolmaja. Bo "bar Tholmai" to właściwie nie imię, a określenie, czyim był synem. Prawdziwe, podane tylko przez ewangelistę Jana, brzmi Natanael. Ono zaś w języku hebrajskim znaczy tyle samo co "Bóg dał". Takie samo znaczenie ma słowiańskie imię Bogdan.

Autorzy Nowego Testamentu piszą o nim niewiele. Właściwie tylko Jan w swojej Ewangelii przytacza historię jego powołania. Bardzo tajemniczą. "Czy może być coś dobrego z Nazaretu? - spytał Natanael, gdy Filip powiedział mu o Jezusie. "Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym" - wyznał Natanael, gdy Mistrz uświadomił mu, że widział go pod figowym drzewem. Przez wieki czytający Ewangelię zastanawiają się, cóż takiego pod owym figowcem się wydarzyło. Czy - jak to było wtedy w zwyczaju - Natanael nauczał lub studiował Biblię, chroniąc się w cieniu drzewa przed skwarem? Czy wyznawał w skrytości serca swoje grzechy? A może oparł się jakiejś wielkiej pokusie? Nie wiadomo. W każdym razie musiało to być coś, o czym Jezus nie miał prawa wiedzieć. A jeśli wiedział, to musiał być Synem Bożym.

Pochodzący z Galilejskiej Kany "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu", zdecydował się pójść za Nazarejczykiem. I poświęcił Ewangelii swoje życie.

Po zesłaniu Ducha Świętego ruszył w świat głosić Dobrą Nowinę. Tradycja chrześcijańska nie jest jednak pewna, w jakim kierunku. W każdym razie nie do Imperium Rzymskiego. Jedni wspominają jego obecność w dalekich Indiach, inni w afrykańskiej Etiopii. Możliwe, że nauczał nieco bliżej, w Mezopotamii i wśród Partów lub - jak chcą inni - w Arabii. Męczeńską śmierć miał ponieść w Albanopolis, ukrzyżowany, ścięty albo - jak i chce późniejsza tradycja - obdarty ze skóry na rozkaz króla Armenii. Może rzeczywiście w swojej pracy misyjnej wiele podróżował, gnany niecierpliwym pragnieniem, by wszyscy jak najszybciej usłyszeli wieść o nadchodzącym Bożym królestwie? Bo w uszach wciąż brzmiały mu słowa Zmartwychwstałego: "Nauczajcie wszystkie narody".

* * *Bartłomiej, jak wielu prawdziwych uczniów Jezusa, nie zadbał o autoreklamę. Nie pozostawił po sobie pomników, dzięki którym następne pokolenia mogłyby podziwiać jego pracę. Jego listem byli ci, którym opowiedział o Jezusie.

Za patrona obrali go sobie rzeźnicy, garbarze i introligatorzy. Ale Bartłomiej może być też patronem tych wszystkich, którzy nie dbając o rozgłos, poświęcają się cichej pracy dla dobra Ewangelii. Nie, wcale nie dlatego, że - jak mawiają złośliwi - obdarli go ze skóry. Jak wielu prawdziwych uczniów Jezusa nie zadbał o autoreklamę. Nie pozostawił po sobie pomników, dzięki którym następne pokolenia mogłyby podziwiać jego pracę. Jego listem byli ci, którym opowiedział o Jezusie. Listem dla nas, żyjących dziś w Europie, mało czytelnym, gdyż zazwyczaj niewiele wiemy o dawnej, zniszczonej przez islam, świetności chrześcijaństwa na Wschodzie. Prawdziwy Izraelita, w którym nie było podstępu. Tylko troska o to, by podobać się Bogu.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 34 - 20 sierpnia 2006r.

góra

<< wywołanie menu święci i błogosławieni