15 lipca .

św. Bonawentury, Doktora Kościoła św.

(Żył około roku Pańskiego 1230)

.

Żywot św. Bonawentury, Doktora Kościoła św.

(Żył około roku Pańskiego 1230)

Pewnego dnia przybyła do św. Franciszka z Asyżu pobożna niewiasta, a kładąc schorzałego synka pod jego stopy, w te słowa odezwała się do niego: "Na miłość Jezusa i Matki Jego Najświętszej, zaklinam cię ojcze, ocal me dziecię, a jeśli odzyska zdrowie, oddam je na służbę Bożą do twego zakonu". Święty wzniósł oczy ku niebu, pomodlił się i napełniony duchem proroczym przepowiedział przyszłą wielkość dziecięcia, zawoławszy: "Buona Ventura!", co po włosku znaczy: "Jakież to szczęście", po czym dziecię natychmiast odzyskało zdrowie. Narodził się ów chłopczyk w roku 1221 w miasteczku Bagnarei w Toskanii, i otrzymał na chrzcie imię Jan; później przezwano go Bonawenturą. Pobożni rodzice dali mu staranne wychowanie, matka wszakże, pomna na uczyniony ślub, przede wszystkim starała się w nim zaszczepić miłość ku Zbawicielowi i Matce Jego, a nadto przyzwyczajała go do pokory, miłości bliźniego i posłuszeństwa. Uzdolniony chłopczyna nagradzał też jej zabiegi i mozoły skromnością i pilnością w nauce i modlitwie.

Licząc lat 22, jaśniał taką urodą, jako też majestatyczną postawą i szlachetnością w ruchach i rysach twarzy, że był przedmiotem powszechnego podziwu. Postać jego była jednakże słabym tylko odblaskiem jego zacności wewnętrznej, a żywot jego był tak anielskim, iż zdawać się mogło, jakoby nie był dotknięty grzechem pierworodnym.

Wstąpiwszy w Rzymie do zakonu św. Franciszka, wysłany został po odbyciu nowicjatu na uniwersytet do Paryża, Spotkawszy się tutaj z Tomaszem z Akwinu, zatopił się w studiach filozoficzno-teologicznych, stopień doktora przyjął jednakże tylko na wyraźny rozkaz Ojca świętego. Studia odbywał w następujący sposób: Przed rozpoczęciem pracy przywoływał w pomoc Ducha świętego, a jego naukowe rozmyślania miały pozór zewnętrznej modlitwy; zawsze też stawiał przed sobą krucyfiks. Nie dziw, że na jego wykładach uniwersyteckich bywały zawsze tłumy słuchaczy, a z podziwu dla siły jego wymowy i głębi nauki jednogłośnie nazwano go "Doktorem Serafickim".

"Buona Ventura!" - "Jakież to szczęście!"

Gdy doszedł lat 35, zakonnicy zebrani na kapitułę wybrali go jednogłośnie generałem zakonu, a Ojciec święty zatwierdził ten wybór. Urzędowanie jego pełne było trudów i utrapień, gdyż poprzednik jego, Jan z Parmy, rozdrażnił był umysły zbyteczną surowością i przesadną gorliwością. Bonawenturą złagodził oburzenie i zagoił rany kojącą wymową i serdeczną miłością. Słowa swoje zawsze stwierdzał czynami; nie wahał się w całej rozciągłości pełnić obowiązków pokory, braterstwa i dobrowolnego ubóstwa, pracował w celi, kuchni, ogrodzie, czuwał przy łożu chorych itd. Gdy mu zwracano uwagę, aby nie zapominał o godności i dostojeństwie swego urzędu, zwykł był odpowiadać: "Jakże to? czyż ubliża sobie brat posługujący bratu?" Wzruszająca też była jego miłość do Najświętszej Maryi Panny. Pod Jej opiekę oddawał siebie i wszystkie domy zakonne; na Jej cześć pisywał dzieła prześliczne, starał się o wspaniałość uroczystości świąt Jej Imienia, jako też zaprowadził dzwonienie na "Anioł Pański". Trudno pojąć, jak mógł przy tak licznych zajęciach napisać tyle dzieł pełnych zbudowania i nauki, i opracować gruntowny życiorys św. zakonodawcy Franciszka. Gdy go papież Klemens IV mianował arcybiskupem Jorku w Anglii, padł mu do nóg i dopóty go błagał i prosił, póki Ojciec święty nominacji nie cofnął. Nie tak szczęśliwie poszło mu z papieżem Grzegorzem X, który go wyniósł do godności biskupa diecezji albańskiej, mianując. go zarazem kardynałem, i polecił mu wystąpić w charakterze pierwszego mówcy na soborze powszechnym zwołanym do Lyonu. Poselstwo papieskie, przybyłe do Florencji w celu ozdobienia go purpurą kardynalską, zastało "Doktora Serafickiego" w kuchni, zmywającego półmiski i talerze.

Bonawentura był duszą soboru, on też w obecności papieża był przewodniczącym zgromadzenia, kierował jego rozprawami i był redaktorem uchwał i dekretów. Nawał zatrudnień wyczerpał jego siły, wskutek czego zapadł na zdrowiu. Sam papież udzielił mu Ostatniego Namaszczenia, a twarze wszystkich otaczających łoże jego napiętnowane były smutkiem. Umarł dnia 15 lipca roku Pańskiego 1274, licząc zaledwie 53 lata.

Nikt może przedtem nie miał tak wspaniałego pogrzebu, jak ten krasomówca, trumnie bowiem towarzyszył papież, 500 biskupów, przeszło 1000 prałatów, książęta świeccy i słynni uczeni, a po mowie pogrzebowej, wypowiedzianej przez kardynała-biskupa Ostii, rozległ się powszechny płacz. Mimo wielorakich cudów i licznych świadectw jego świątobliwości zaliczono go w poczet Świętych dopiero w 200 lat po jego śmierci, a papież Sykstus V umieścił go w szeregu sześciu wielkich Doktorów łacińskich. Relikwie jego, złożone w Lyonie w okazałej kaplicy, spalone zostały przez kalwinów w roku 1562 na jednym z placów publicznych.

Nauka moralna

Prześliczna książeczka św. Bonawentury "Bodziec miłości", odsłania nam w całym blasku piękną jego duszę i pobożność, z jaką rozważa! tajemnice Męki Pańskiej, jako też jego dziecięcą miłość względem Najświętszej Maryi Panny, z jaką błagał przeczystą Dziewicę, aby go przypuściła do udziału w swych smutkach. "Jakaż rozkosz - mówi - zespolić swe serce z Twoim Sercem i z przebitym ciałem Syna Twego! Nie pragnę ani blasku słonecznego, ani gwiazd połysku, tęsknię jedynie do ran. Albo odejmij mi życie doczesne, albo rań serce moje, gdyż wstyd mnie na wskroś przejmuje, gdy widzę okrutnie zbitego i umęczonego Chrystusa Pana, gdy Ciebie, o Pani moja, widzę strapioną i udręczoną smutkiem, i gdy siebie, najniegodniejszego ze sług Twoich, widzę wolnym od bólu i udręczeń. Wiem jednakże, co uczynię: u nóg Twych leżąc, błagać będę nieustannie, błagać ze łzami i westchnieniem, wołać na cały głos i nie przestanę się naprzykrzać, póki Królowo Niebieska nie wysłuchasz błagania mego i nie wstawisz się łaskawie u Syna Twego".

Modlitwa

Panie i Boże mój, racz miłościwie natchnąć serce moje taką dobrocią, łagodnością, miłością i pokorą, jakie zdobiły św. Bonawenturę, sługę i naśladowcę Twego. Błagam Cię, Panie, abyś mi pozwolił po zgonie radować się towarzystwem jego i chwalić Cię po społu z całym orszakiem świętych Męczenników i Wyznawców Twoich, polecając Ci wszystkie myśli, czyny i pragnienia moje. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Św. Bonawentura, Doktor Kościoła św.
urodzony dla świata 1221 roku,
urodzony dla nieba 15.07.1274 roku,
kanonizowany ok. 1474 roku,
wspomnienie 15 lipca

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

.

We wszystkim staramy się przypodobać Panu

Wszędzie i w każdym czasie należy swe myśli kierować ku Bogu, tak jakby się było przed Jego obliczem. Wyraził to prorok Eliasz w słowach: "Żyje Pan Zastępów, przed którym stoję". Aniołowie spełniający posługi dla Pana nie przestają się w Niego wpatrywać: tak i sługa Boży w miarę swoich sił niech zawsze ma serce zwrócone ku Bogu i zawsze o Nim pamięta. A gdyby od tego odstąpił, niech sobie powtarza słowa świętego Bernarda: "Stracony to czas, w którym nie myślisz o Bogu". Nie jest rzeczą możliwą stale o Nim myśleć, ale przecież pozostaje On w pamięci serca i w odpowiedniej chwili ta pamięć rozkwita w modlitwie. Podobnie i artysta nosi w sobie kształt obrazu, który chce stworzyć, a przy danej sposobności nadaje mu zewnętrzny wyraz.

Ponadto trzeba się usilnie starać o to, by zawsze słowem i czynem podobać się Bogu. Strzec się trzeba, tak jak gdyby się było w Jego obecności, by Go nie zasmucić, żałować serdecznie, jeżeli tak się stało, i dążyć do tego, by jak najbardziej i we wszystkim być Panu miłym. Przypomina nam to święty Paweł, gdy mówi: "Staramy się podobać Panu, czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa". Sługa Boży tak zawsze powinien postępować, jak gdyby za chwilę miał stanąć przed Najwyższym Sędzią. On widzi wszystkie nasze czyny i zachowuje w pamięci dobre postępki, aby je nagrodzić w swoim czasie, ale pamięta także o tym, co złe, aby je ukarać, jeżeli nie zmażemy tego naszą pokutą.

Na koniec pomódlmy się, przynajmniej w duchu, zanim cokolwiek uczynimy; w każdej okoliczności uciekajmy się do modlitwy błagalnej, za wszelkie dobro uwielbiajmy Pana i dzięki Mu składajmy. Prośmy Pana, aby nam pokazał, co należy czynić, prośmy Go, aby kierował naszymi czynami i obrócił je ku naszemu zbawieniu. Prośmy Go, aby w nas zachował i pomnożył dobro, które nam dał.

Każdy więc, kto służy Panu i ma się ćwiczyć w pobożności i zdać Mu sprawę na sądzie ostatecznym ze swojego postępowania, niech w ten sposób dąży ku temu, co jest w górze. Niech będzie gorliwy w dobrym, współczujący bliźnim ze względu na Boga, cierpliwy w przeciwnościach, budujący innych swoim przykładem, oględny w postępowaniu, a nade wszystko z Bogiem przestający w zażyłej modlitwie. A Pan będzie go strzegł i nim kierował, da mu postępować w dobrym, a na koniec da mu ulecieć ku niebiańskim wyżynom. Niech to raczy nam przyznać Chrystus Jezus. Amen.

MODLITWA

Módlmy się. Wszechmogący, wieczny Boże, Ty dałeś świętemu Szymonowi łaskę głoszenia Ewangelii, + spraw, abyśmy posłuszni jej nakazom, pełnili Twoją wolę * i doszli do ojczyzny niebieskiej. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, + który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Z traktatu św. Bonawentury, biskupa,
O sześciu skrzydłach Serafinów
(rozdz. 7, 12-15)

Źródło: Brewiarz.pl - Godzina czytań z dn. 18.07.2015r.
Wspomnienie dowolne św. Szymona z Lipnicy, prezbitera

góra

<< wywołanie menu święci i błogosławieni