św. Wojciech.

(23 kwietnia)

BISKUP I MĘCZENNIK ( OK. 956 - 997 )
główny patron Polski
Św. Wojciech wsławił się dobroczynnością względem chorych, ubogich i niewolników, których wykupywał. O życiu Świętego opowiadają "żywoty" napisane w jego czasach i Drzwi Gnieźnieńskie, w kwaterze siódmej lewego skrzydła Drzwi przedstawiono Chrystusa, który miał ukazać się we śnie św. Wojciechowi i powiedzieć: "Oto znowu jestem sprzedawany, a ty śpisz".

"PARAFIANIN" Nr 21/2001


.

Święty tygodnia

Św. Wojciechu!
Czy Ty się nigdy nie poddajesz?

Ks. Antoni Tatara

Odpowiem krótko. Nigdy się nie poddaję. Przenigdy. Zawsze walczę o prawdę do końca. Tego typu postawa jest już niejako wpisana w słowiańskie imię, które noszę. Składa się ono z dwóch części. "Woj" oznacza wojownika, wojowanie. Końcowy zaś element - "ciech" jest częścią takich słów, jak pociecha, uciecha. A zatem moje imię wskazuje na tego, kogo cieszy i raduje walka. Chcę mocno podkreślić, że całe moje życie walczyłem o prawdę i krzewienie niezafałszowanej wiary i obyczajów chrześcijańskich. Tej postawie pozostałem wierny aż do męczeńskiej śmierci w Prusach, gdzie chciałem głosić Ewangelię poganom. Druga połowa X wieku, w której żyłem, nie była łatwym czasem dla Europy. Nie chciałbym wchodzić w historyczne szczegóły, lecz w tym okresie kształtowało się oblicze wielu nowych państw, szczególnie słowiańskich. Ich władcy przyjmowali chętnie chrzest, lecz, niestety, zarówno oni, jak i ich poddani nie rezygnowali z pogańskiego stylu życia oraz swoich wierzeń.

Urodziłem się w Czechach w zamożnej i wpływowej rodzinie. Otrzymałem staranne i rozległe wykształcenie. Praktycznie od dzieciństwa byłem niejako przeznaczony do służby w Kościele. Przyjaźniłem się z najwybitniejszymi ludźmi mojej epoki (m.in. z cesarzem Ottonem III). Jako biskup Pragi, potem również jako mnich benedyktyński, wypełniałem swoje obowiązki bardzo gorliwie, wielką troską otaczając ubogich. Często musiałem w wielu sprawach interweniować i upominać możnowładców. Byłem za to szykanowany i wypędzany z kraju. Można powiedzieć, że dzięki temu "zwiedziłem" nasz kontynent od Sekwany po Wisłę (przebywałem też nad Tybrem). Jestem dosyć dobrze znany w Czechach - z racji pochodzenia. Na Węgrzech też się do mnie przyznają. Bez wątpienia jednak największą popularnością cieszę się w Polsce, której patronuję. Tutaj też (Gniezno) spoczywają moje relikwie. Jestem głęboko przekonany, że moja męczeńska śmierć bardzo przyczyniła się do ukształtowania się polskiej państwowości i chrześcijańskiego oblicza naszych ziem.

Sztuka zawsze przedstawia mnie w stroju biskupim z księgą w ręku. Niekiedy trzymam włócznię, wiosło lub topór. Hm... Niektórzy przypisują mi nawet autorstwo słów pierwszego hymnu Polski - Bogurodzicy. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam... Zostawiam tę kwestię historykom.

Wiesz... sądzę, że pomimo tego, iż żyłem ponad tysiąc lat temu, to jednak nadal mogę być wzorem do naśladowania. Europa i Polska potrzebują takich ludzi, szczególnie piastujących władzę (kościelną lub świecką). Potrzebują ludzi energicznych i pracowitych, którzy angażują się całkowicie w to, co robią. Potrzebują ludzi zdecydowanych i jednocześnie krytycznie oceniających rzeczywistość. Ja dokładnie taki jestem! Jestem człowiekiem na te czasy! Jestem świętym na te czasy! Jestem wzorem pasterza, który w walce o prawdę gotów jest poświęcić nawet swoje życie.

Zapraszam do naśladowania!

Z wyrazami szacunku - św. Wojciech

Tygodnik "niedziela" Nr 17 - 23 kwietnia 2006r.

góra

następna strona

<< wywołanie menu święci i błogosławieni
.