góra

.

Rozmowa Gościa

Nadzieja nie jest utopią

O trudnych odejściach, podzielonej jedności
i kanonizacji brata Rogera
z bratem Aloisem z Taizé
rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: "Śmierć brata Rogera naprawdę wiele nas kosztuje. Pozostaje uczucie krzywdy i niesprawiedliwości, które może prowadzić nawet do utraty nadziei". Tak mówił rok temu jeden z braci, w czasie modlitwy po zamordowaniu brata Rogera. Jak poradziliście sobie we wspólnocie z tym wszystkim?

- Brat Alois: - To była i jest nadal sytuacja, w której nie możemy sami sobie pomóc. Naprawdę musimy oddać się w ręce Boga, aby On nam pomógł. Bardzo szybko po śmierci brata Rogera doświadczyliśmy, i ciągle doświadczamy, jak bardzo byliśmy i jesteśmy prowadzeni przez Boga. Ten trudny czas był także czasem łaski. Czuliśmy, że cały przekaz brata Rogera, cała jego spuścizna to nie słowa, to nie coś, co umarło wraz z nim, ale że jest to przekaz Ewangelii i że Duch Święty przez cały miniony rok pomagał nam kontynuować to dzieło. Bezpośrednio po śmierci brata Rogera doświadczyliśmy z braćmi, że jesteśmy bardzo ze sobą zjednoczeni. Zobaczyliśmy także, że młodzi ludzie nie przestają przyjeżdżać do Taizé, a nawet liczniej przyjeżdżają w tym roku. Pielgrzymka zaufania jest kontynuowana.

BRAT ALOISjest przeorem ekumenicznej wspólnoty braci z Taizé we Francji. Urodzi! się w niemieckiej Bawarii w 1954 roku. Interesuje się muzyką i liturgią. Wiele czasu poświęca na duchowe towarzyszenie młodym ludziom. Kilka lat temu brat Roger wyznaczył go na swojego następcę. Brat Alois stanął na czele wspólnoty po tragicznej śmierci Założyciela w ubiegłym roku.

Czy łatwo jest przebaczyć w takiej sytuacji? Wprawdzie kobieta, która dopuściła się tego czynu, okazała się niezrównoważona psychicznie, jednak...

- Przebaczenie było jedynym sposobem, aby kontynuować dzieło, bo przebaczenie jest drogą Ewangelii. To jest to, czego chciał Chrystus i czego chciał brat Roger. On chciał przebaczenia i pojednania w życiu. Tę biedną kobietę, która jest chora, powierzyłem Bożemu miłosierdziu w czasie pogrzebu brata Rogera.

Brat Roger już w styczniu zeszłego roku zapowiedział, że w najbliższym czasie przekaże Bratu swoją posługę przeora wspólnoty. Przygotowywał Was na swoje odejście?

- Musimy pamiętać, że był już w bardzo podeszłym wieku. Zaczął 90. rok życia. Z jednej strony chciał przygotować wszystko na wypadek swojej śmierci, ale z drugiej strony nigdy nie mówił nam, co zrobić w takiej sytuacji. Nigdy nie dał nam żadnych instrukcji. Jedynie poprosił mnie o kontynuację tej posługi, abym był sługą komunii we wspólnocie. I prawdą jest, że na początku ubiegłego roku powiedział, że chce w ciągu roku powierzyć mi kontynuację tej posługi. Wspomniał coś o sierpniu. Ale myśleliśmy, że to niemożliwe, bo wtedy jest tutaj bardzo dużo ludzi, jest też spotkanie młodych z Papieżem w Kolonii. Ale tak się właśnie stało. Zginął w sierpniu ...

Co się zmieniło w Taizé od ubiegłego roku? Jaka jest wspólnota z bratem Aloisem na czele?

- Odczuwamy pewien rodzaj paradoksu. Wraz ze śmiercią brata Rogera wszystko tu się zmieniło, bo to on wszystko zaczął, on miał tyle energii, tyle pomysłów, on miał wizję wspólnoty. Ale jednocześnie nic się nie zmieniło. Nasze życie nadal idzie drogą, którą pokazał nam brat Roger. A ta droga to przede wszystkim staranie, by żyć pojednaniem, w pokoju i byciu prostym znakiem Ewangelii dla wszystkich młodych ludzi, którzy tu przybywają.

Taizé kojarzy się przede wszystkim z jednością chrześcijan. Jak Brat rozumie ekumenizm?

- To otwartość serca. To świadomość, że Chrystus przyszedł na ziemię do każdej istoty ludzkiej. Ekumenizm nie jest tylko i przede wszystkim teologiczną dysputą o historycznych podziałach wśród chrześcijan. To przede wszystkim wiara, że Chrystus przyszedł do każdego człowieka i że Bóg jest złączony z każdym człowiekiem. Jak zatem możemy uczynić tę prawdę widzialną? Nie możemy uczynić tego, pozostając jako chrześcijanie podzieleni. Jak możemy mówić, że Bóg jest miłością i tracić jednocześnie tyle energii, aby usprawiedliwiać nasze podziały? Nie chodzi tylko o historyczne podziały wśród wyznań chrześcijańskich, ale także o nowe podziały, które ciągle się pojawiają. Musimy poświęcić wiele troski, aby je zwalczyć.

Czy możliwe jest zaangażowanie braci z Taize w dyskusje teologiczne, opracowywanie wspólnych deklaracji chrześcijan? Czy raczej chcecie ograniczyć się do wspólnej modlitwy i spotkań ludzi różnych wyznań?

- Nie umniejszałbym wkładu, który chcemy wnieść w jedność chrześcijan. Teologiczna dyskusja między ekspertami nie wystarczy. Są bardzo dobre teksty o próbie wspólnego wyrażenia naszej wiary. Są dobre i ważne dokumenty, deklaracje. Ale zapomina się często o tym, że chrześcijanie mają potrzebę wspólnego gromadzenia się i życia, i wyrażania już teraz komunii, która jest między nami i którą możemy już teraz wyrazić. Nie powinniśmy czekać z tym, aż dokumenty stwierdzą ostatecznie, że jesteśmy jednością. Dlatego też staramy się robić teraz wszystko, co możliwe, dla jedności.

Brat Roger, chociaż był protestantem, przyjmował Komunię św. w czasie katolickiej Mszy św. Podobno chciał też przejść na katolicyzm? Czy to nie naruszyłoby w jakimś stopniu ekumenicznego charakteru Taizé?

- Brat Roger, odkąd poznał osobiście papieża Jana XXIII, czuł, że nie możemy dłużej jako chrześcijanie zwlekać z pojednaniem. Musimy niejako uprzedzić pojednanie wśród wierzących. Dla niego oznaczało to dwie rzeczy. Po pierwsze, odniesienie się do posługi jedności wewnątrz Kościoła, którą pełni papież, a po drugie - podzielanie rozumienia Eucharystii w sposób, w jaki Kościół katolicki zawsze to czynił. I dlatego brat Roger w Bazylice św. Piotra w Rzymie, podczas Europejskiego Spotkania Młodych, na wspólnej modlitwie z Janem Pawłem II, mógł powiedzieć to zdanie: "Pogodziłem moje protestanckie pochodzenie z tajemnicą wiary Kościoła katolickiego, nie zrywając z kimkolwiek". W tym stwierdzeniu brat Roger wyraził całe swoje poświęcenie się na rzecz jedności chrześcijan. To było bardzo ważne dla niego: nie zrywać ze swoją rodziną, ze swoimi korzeniami, gdzie otrzymał chrzest i wiarę. Dla niego pojednanie nie oznaczało zerwania z przeszłością, ale otwarcie się na coś większego. Kardynał Wojtyła czuł to bardzo wyraźnie, bo już w Krakowie udzielił bratu Rogerowi Komunii św. Potem brat Roger przyjmował Komunię przez 25 lat podczas swoich pobytów w Rzymie.

Niektórzy uważają, że brat Roger powinien być kanonizowany. Co myślicie o tym w Taizé?

- W Wyznaniu Wiary mówimy, że wierzymy we wspólnotę świętych. Ja i bracia w Taizé wierzymy, że brat Roger jest częścią tej komunii świętych, która jednoczy żywych i umarłych. Ta komunia jest tajemnicą, którą zna tylko Bóg. My nie wiemy o tym zbyt wiele.

Od roku miejsce brata Rogera w czasie modlitwy
w kościele pojednania w Taizé zajmuje brat Alois

Czego szukają młodzi przyjeżdżający do Taizé?

- Wszyscy młodzi ludzie szukają osobistej drogi wiary. Jest tu czas na ciszę, czas na osobistą lekturę Biblii, czas na rozmowę z innymi. Jednocześnie odkrywają uniwersalność Kościoła. I że nie da się wierzyć samemu, w pojedynkę. I myślę, że te dwa doświadczenia dodają odwagi, by powrócić do domu, do swojego lokalnego Kościoła, parafii i zaangażować się tam. My nie chcemy tworzyć jakiegoś ruchu Taizé, jakiejś organizacji. Taizé to tylko wioska i nasza wspólnota, i młodzi potrzebują wspólnoty, aby wierzyć. Ale to musi być lokalna wspólnota, parafia.

Modlitwa o pokój zajmuje centralne miejsce w życiu Waszej wspólnoty. Jaka jest wytrzymałość nadziei, kiedy słyszycie o kolejnych wojnach na świecie?

- To jest bardzo trudne. Czasami czujemy, że tak naprawdę niewiele możemy zrobić, i to jest straszne. Próbujemy utrzymać kontakt z ludźmi, których znamy, będących po różnych stronach konfliktu, także na Bliskim Wschodzie. Był u nas tydzień temu rabin z Jerozolimy. Dziś rano dostałem wiadomość od młodego mężczyzny z Libanu. List robi wrażenie: "pokój serca był tak istotny dla brata Rogera, i ja wierzę, że to nie jest utopia, nawet jeśli pogłębia się teraz wzajemna nienawiść". Zatem musimy nadal wierzyć w pokój. Nasza nadzieja bowiem nie ma źródła w przypuszczeniu, że "może będzie lepiej". Nasza nadzieja pochodzi od Chrystusa, który jest naszym pokojem i który pokonał śmierć.

Kolejne Europejskie Spotkanie Młodych, pod koniec roku, odbędzie się w stolicy Chorwacji, Zagrzebiu. Skąd taki wybór?

- Oni od dawna prosili nas, aby tam przyjechać. Po upadku komunizmu chcieliśmy tam zorganizować ESM, ale wtedy była tam wojna. Po wojnie też było to niemożliwe tak od razu. I ciągle echa wojny są obecne i ranią. To było piękne, że w Taizé, nawet w czasie wojny w byłej Jugosławii, Serbowie i Chorwaci spotykali się razem, chociaż było to dla nich ogromnie trudne. Ale oni starali się słuchać siebie nawzajem i stopniowo odkrywali, że druga strona konfliktu także cierpi. Teraz sytuacja jest bardziej pokojowa, więc możemy tam pojechać i odkrywać szczodrość serca Chorwatów, a także fakt, że w Chorwacji wielu ludzi jest ciągle głęboko zakorzenionych w wierze. Chcemy, aby Chorwaci podzielili się tymi darami z Europą.

Tygodnik "Gość Niedzielny" Nr 33 - 13 sierpnia 2006r.

góra

* * *

.

Taizé w Zagrzebiu

Taizé - czyli przypowieść o pojednaniu

Z bratem Markiem z Taizé rozmawia ks. Andrzej Przybylski

Foto: Brat Marek z Taizé

Ks. Andrzej Przybylski: - Na czym polega fenomen Taizé?

Brat Marek: - Fenomenem są przede wszystkim młodzi, którzy przyjeżdżają do Taizé od ponad 40 lat. Ten fenomen obecności młodych na naszym maleńkim wzgórzu, w wiosce zagubionej wśród burgundzkich pól, zadziwia nas samych. Młodzi przyjeżdżają tu przez cały rok. Jak się to zaczęło? Na pewno związane jest to z naszą wspólnotą, którą w 1940r. założył brat Roger. Na początku chciał zgromadzić kilku młodych ludzi i stworzyć wspólnotę, która całe swoje życie odda sprawie pojednania chrześcijan. Brat Roger chciał poświęcić życie dla jedności. Boleśnie doświadczył podziału chrześcijan. Łączył ten podział również ze źródłem cierpienia Europy. Nie chciał się temu biernie przyglądać. Dla niego to był skandal i zgorszenie dla świata, a także zarzewie konfliktów. Wkrótce dołączyli do niego inni bracia. Aż do początku lat 50. XX wieku bracia żyli w ciszy, gromadząc się na wspólnej modlitwie. W połowie lat 50. do Taizé zaczęła przyjeżdżać młodzież. Bracia nie przyjęli tego faktu z entuzjazmem, pragnęli bowiem życia wspólnotowego i obawiali się, że ich kontemplacyjne życie zostanie zachwiane. Z drugiej strony jednak od początku w regule wspólnoty zapisana była gościnność. W każdym gościu bracia widzieli Chrystusa. Myślę, że właśnie gościnność sprawiła, iż młodzi zaczęli chętnie przyjeżdżać do Taizé. Brat Roger szybko zrozumiał, że młodzi będą sprzymierzeńcami, że nie przeszkodzą wspólnocie, ale będą mobilizować ją do budowania jedności. Zrozumiał, że młodzi wnoszą ze sobą pewien rodzaj ewangelicznej niecierpliwości, że to dzisiaj trzeba zadbać o pojednanie, bo jutro może być za późno. Brat Roger przekonał braci, że trzeba młodych włączyć w ten fenomen Taizé. I tak w latach 60. ubiegłego wieku na dobre rozpoczęła się nasza przygoda z młodymi.

Dzisiaj narzekamy na zlaicyzowanie młodych. Do Taizé jednak młodzi ciągle przyjeżdżają i poszukują jakiejś formy duchowości. Co szczególnego proponujecie młodym?

- Jest to przede wszystkim wspólna modlitwa. Proponujemy też refleksję nad źródłami naszej wiary. W tym duchu przygotowujemy pewien cykl tematów do wyboru. Chcemy, aby młodzi odkrywanie źródeł wiary łączyli na bieżąco z życiem codziennym. Są tacy, którzy spędzają cały tydzień w grupie ciszy. Młodzi spotykają się również ze sobą. W małych grupach próbują odczytać Ewangelię w kontekście swojego życia.

Co jest źródłem budowania jedności we wspólnocie?

- Braciom udało się związać obecność młodych z naszym ekumenicznym powołaniem. Zapraszaliśmy młodych do poznawania fundamentalnych źródeł wiary. Bez osoby Jezusa Chrystusa nic by się nie zrozumiało z Taizé, nic ważnego by się tam nie wydarzyło. Młodzi są zapraszani, by się spotkać z osobą Jezusa. To spotkanie nie polega na intelektualnym odkrywaniu i nadzwyczajnej formacji, ale na stworzeniu przestrzeni tajemnicy. Wtedy sam Duch Święty prowadzi do odkrycia tego, co jest ukryte w naszych sercach. Taki tydzień w Taizé prowadzi nas do źródeł naszej wiary, a te źródła są przecież takie same dla wszystkich chrześcijan. Na początku byliśmy razem, a potem się podzieliliśmy i żyjemy na obrzeżach tych źródeł. W Taizé nie ma żadnych metod, ale poprzez proste otwieranie się na Ducha Świętego odkrywamy tajemnicę jedności. I każdy tydzień w Taizé jest jakby zapowiedzią tej jedności.

Jak wygląda życie braci we wspólnocie?

- W tej chwili nasza wspólnota liczy ok. 100 braci, pochodzimy z 30 krajów. Wśród nas są katolicy i bracia z różnych Kościołów protestanckich, są młodzi i starsi, mniej lub bardziej wykształceni. Tę naszą różnorodność widać, kiedy spotykamy się na wspólnych modlitwach. Dzień po dniu w tej różnorodności próbujemy tworzyć przypowieść o pojednaniu, jak to lubił mówić brat Roger. To wielkie zadanie na każdy dzień. Jesteśmy różni i mamy różne charaktery, ale nasza wspólna modlitwa, trzy razy dziennie, pozwala nam trwać w jedności. Żyjemy z własnej pracy. Brat Roger określił to radykalnie - nie przyjmujemy żadnych spadków czy ofiar na rzecz wspólnoty. Nawet jeśli coś otrzymujemy, przeznaczamy to na cele dobroczynne. Mamy różne warsztaty w Taizé: garncarski, drukarski, emalierski; są bracia, którzy piszą wiersze, malują, robią witraże. Staramy się też jak najlepiej przyjąć młodych. Nie chcemy tworzyć z nich jakiegoś ruchu czy struktur.

Czy Taizé po śmierci brata Rogera jest wciąż tą samą wspólnotą?

- Oczywiście, że Taizé bez brata Rogera nie jest już takie samo jak wtedy, gdy on był z nami i można mu było powierzyć swoje troski i radości. Brat Roger wieczorem po modlitwie zawsze zostawał w kościele i spotykał się z ludźmi. Tej jego bliskości bardzo nam brakuje. Ale brat Roger nie przesłaniał nigdy sobą tego, co najważniejsze. Żyłem obok brata Rogera prawie 30 lat i wiem, że on nigdy nie przesłaniał sobą tego, co jest istotą Ewangelii. Dzięki temu przygotował wspólnotę do samodzielności. Przez wiele lat u jego boku żył też brat Alois, naznaczony przez brata Rogera na kolejnego przeora Taizé. Brat Alois nasiąkał jakby osobowością brata Rogera. Gdy brat Roger tak gwałtownie został wyrwany z naszej wspólnoty, brat Alois już następnego dnia zajął jego miejsce. Nie było ani jednej modlitwy bez przeora. Kontynuujemy dziedzictwo naszego Założyciela. Tego pamiętnego wieczoru młodzi zostali z nami i razem przeżywaliśmy te najtrudniejsze dla nas chwile. Dziś przyjeżdżają jeszcze liczniej. Kapitał zaufania młodych niesłychanie nas mobilizuje, by ducha brata Rogera zachować i pogłębić. Widzimy nawet jakieś przyspieszenie w życiu naszej wspólnoty. Młody przeor prowadzi aktywne życie, odwiedził zwierzchników Kościołów - Papieża Benedykta XVI, Patriarchów Kościołów prawosławnych. Brat Alois był też na spotkaniu z młodzieżą w Kalkucie.

Tysiące młodych przygotowuje się do kolejnego etapu Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię. Jaka jest istota i sens przesłania Europejskich Spotkań Młodych?

- Nie chcemy młodych wiązać tylko z Taizé. W 1978r. po raz pierwszy wpadliśmy na pomysł spotkań europejskich i zaryzykowaliśmy takie spotkanie w Paryżu. Młodzież przyjechała i udało się stworzyć klimat modlitwy i refleksji. W bliskości roku 1968 nie było to takie oczywiste. Od początku chodziło nam też o to, aby młodych zachęcić do powrotu do ich własnych Kościołów lokalnych, by poczuli się tam potrzebni i że jest tam dla nich miejsce. Może w Polsce to jest mniej zrozumiałe, ale w Europie Zachodniej młodym trudniej jest doświadczyć radości bycia w Kościele. Te spotkania są bodźcem do zaangażowania młodych we wspólnotę i do świadectwa o jedności i pojednaniu.

Czy tegoroczne spotkanie w Zagrzebiu ma jakieś wyjątkowe przesłanie?

- Każde spotkanie jest inne, ze względu na miejsce i inną sytuację Kościoła lokalnego. Zagrzeb to niewielkie miasto, jednak jest tam wielka radość i wielkie zaangażowanie miejscowego Kościoła. Chorwacja ma za sobą niedawne doświadczenie wojny. Choć mieszkańcy niechętnie o tym mówią, to jednak czuje się, że rany są wciąż obecne. Ludzie wierzą, że młodzież będzie promieniować pojednaniem i pomoże jeszcze bardziej uzdrowić te wszystkie rany.

Zagrzeb 2006 / 2007

40 tys. młodych ludzi z całej Europy oraz reprezentanci innych kontynentów spotykają się w Zagrzebiu w dniach od 28 grudnia 2006r. do 1 stycznia 2007r. Biorą udział w 29. Europejskim Spotkaniu Młodych, zorganizowanym przez Wspólnotę Ekumeniczną z Taizé. Po przyjeździe każdy uczestnik otrzymuje list w swoim języku, napisany przez brata Aloisa, nowego przeora Taizé, zatytułowany "List z Kalkuty" (w nawiązaniu do spotkania, które z inicjatywy Wspólnoty z Taizé odbyło się w Kalkucie w październiku 2006r.). Następca brata Rogera pisze w liście: "Ogromne problemy naszych społeczeństw mogą podsycać niewiarę w przyszłość. Wybierając miłość, odkrywamy przestrzeń wolności, w której da się budować przyszłość własną i przyszłość osób powierzonych naszej trosce".

Listy do uczestników spotkania w Zagrzebiu skierowali też: Papież Benedykt XVI, Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I, Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Aleksy II, Arcybiskup Canterbury Rodan William, jak również Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Kofi Annan. Program spotkania w Zagrzebiu jest dostępny w internecie:

www.taize.fr/pl_article4257.html.

Przez cztery dni młodzi uczestnicy spotkania z różnych wyznań chrześcijańskich mieszkają u rodzin w Zagrzebiu i w okolicy. Przedpołudnia spędzają w 160 parafiach, które ich ugoszczą, a w południe i wieczorem spotykają się na terenie Targów w Zagrzebiu, które z tej okazji zamienione zostały na miejsce modlitwy i wymiany myśli. W tym celu kilka hal zostało udekorowanych reprodukcjami sztuki chorwackiej z XI-XIV wieku. Codziennie podczas wieczornej modlitwy brat Alois wygłasza medytację. Popołudniami na terenie Targów w Zagrzebiu, ale także w kościołach, muzeach, w meczecie i w innych miejscach odbywają się spotkania tematyczne. Po Kalkucie, Mediolanie, Hamburgu i Paryżu spotkanie w Zagrzebiu wyznaczy nowy etap Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię. "Nadszedł moment, kiedy możemy zrobić następny krok w budowaniu przyszłości pełnej pokoju z młodymi Chorwatami, z ich sąsiadami i z młodymi ludźmi z całej Europy" - wyjaśnia Przeor Taizé.

Tygodnik "niedziela" Nr 53 - 31 grudnia 2006r.

góra

<< do przeglądu prasy
.