.

.

WIELKANOC Z PRYMASEM TYSIĄCLECIA

Drodzy Czytelnicy mojej ukochanej "Niedzieli"!
Z obfitego dziedzictwa pism naszego Ojca posyłam kolejny
tekst - na Wielkanoc, z nadzieją, że będzie Wam pomocą w przeżyciu
tych wielkich Świąt.

Maria Okońska

Wielkanocna lekcja
dobroci i przebaczenia

Kard. Stefan Wyszyński

"Wesoły nam dzień dziś nastał!" -
Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się nim i weselmy!

(Ps 118[117], 24)

RADOŚĆ ZMARTWYCHWSTANIA

Chrystus Pan przez swoje Zmartwychwstanie obudził we wszystkich wielką, szczęśliwą radość. "Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana" (por. J 20,20). Ileż radości doznała Maryja! Wyśpiewuje to Kościół Chrystusowy w Maryjnym Hymnie wielkanocnym Regina caeli laetare i w popularnych pieśniach naszego ludu. Jak wielką radość miała Maria Magdalena, gdy usłyszała nagle: "Mario!" - i krzyknęła: "Rabbuni!". Wszędzie, gdzie Chrystus się pokazał, budził radość.

Powiększenie .Rzecz znamienna, że zniknęły wszystkie ślady straszliwej Męki. Pozostały tylko blizny, jako dowód przekonujący Tomasza. Ale nie było już cierpienia w duszy Chrystusa. Nie wspomniał o doznanych przykrościach, nie czynił wyrzutów, wymówek, nie miał pretensji czy żalu do kogokolwiek. Gdy wertujemy cztery Ewangelie, porównując teksty i zestawiając je synoptycznie, aby odtworzyć obraz Chrystusa po Zmartwychwstaniu, nie znajdziemy tam nawet odrobiny bólu, smutku czy zawodu. Chrystus przeszedł do porządku dziennego nad wszystkim, co ludzie z Nim uczynili. Piotr w swoich przemówieniach nawiązywał do Męki i Śmierci Chrystusa, ale Chrystus tak się zachowywał, jakby tego wszystkiego nie było...

Jego Dzieło było tak wielkie, potężne, wspaniałe i radosne, że wszystko inne, nawet wspomnienie straszliwej Męki, jakby nie istniało! Jego Dzieło spełniało oczekiwania pokoleń czekających przez setki tysięcy lat. Wszystkie winy ludzkie, obrażające Ojca Niebieskiego, cała niewierność Izraela, czekającego na Mesjasza, zachowanie Żydów wobec Chrystusa, ich niewiara, podstęp, złość, gniew i nienawiść - wszystko to było niczym w oczach Jego, w porównaniu z wielkością Dzieła Odkupienia. Ludzką słabość przerosła Miłość, a miłość budzi radość. Dlatego Chrystus, dokonawszy Dzieła Odkupienia, zleconego Mu przez Ojca, rozradował się niczym niezmąconą radością. Doznał ulgi, pokoju i szczęścia.

LUDZKI, SERDECZNY
I "SWOJSKI" SPOSÓB
OBCOWANIA CHRYSTUSA
ZMARTWYCHWSTAŁEGO

Jego radość i pokój udzielały się wszystkim, z którymi się spotykał. Chrystus chciał tej radości. Sam ją wywoływał i brał w niej osobisty żywy udział. Widział, jak uczniowie Jego się radują, stwarzał wiele okazji do radości - bardzo ludzkiej i zwyczajnej.

Jego Ciało było odmienione, ale Chrystus tak postępował, jak gdyby żadna zmiana nie nastąpiła. W dalszym ciągu obcował z uczniami i otoczeniem w sposób zwykły i naturalny. Zasiadał z nimi do stołu i dzielił się posiłkami. Częściej nawet niż przed Męką zapraszał ich, aby jedli, zachęcając swoim przykładem: "Pójdźcie, jedzcie...", sam.....wziął chleb i podał im - podobnie i rybę" (por. J 21,12-13). Nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego zadbał o to, aby na prawdziwą Wielkanoc przygotować posiłek dla uczniów zajętych połowem ryb. Wiemy, że przed Męką rozmnażał chleby, ale nigdy przedtem nie słyszeliśmy, aby sam: "kucharzył". Uczynił to właśnie po Zmartwychwstaniu, gdy Jemu samemu było to już najmniej potrzebne. Skąd wziął ryby, które piekł na węglach nad brzegiem jeziora? - To tajemnica. Kazał do nich jeszcze dorzucić świeżo ułowionych i przygotował uczniom prawdziwą ucztę.

Chrystus Pan nie ukazuje się uczniom w postaci Zmartwychwstałego Zwycięzcy. Nie podkreśla swej niezwykłej wielkości, choć Mu wyśpiewujemy w pieśniach wielkanocnych: "Zwycięzca śmierci, piekła i szatana". Nic z tego w Nim nie ma! Jest zwykły i codzienny, wchodzi w ludzkie sprawy na ludzką modłę.

Może nigdy przedtem Chrystus nie objawiał takiej serdeczności, jak teraz. Wyrwał już z rąk szatana cyrograf, którym on legitymował wobec Boga swoje prawo do rodzaju ludzkiego. Szatan ma już puste ręce, a Chrystus - pełniusieńkie... Ci, którzy Go otaczają, są teraz Jego dziećmi, nabytymi zapłatą wielką. - Empti enim estis pretio magno - drogocenną krwią Chrystusa jako baranka niepokalanego... (por. 1 P 1, 19).

Stanął na czele rzeszy ludzkiej idącej do Ojca. Oto Jego dzieci, Jego przyjaciele, Jego najbliżsi! Strasznie Go drogo kosztowali! Dlatego patrzy na nich jak na odzyskane skarby (...).

WIELKANOCNA LEKCJA
PRZEBACZENIA I ZAPOMNIENIA

Chrystus po Zmartwychwstaniu zapłacił ludziom detaliczną dobrocią, serdecznością, bliskością i radością za zniewagi doznane przed śmiercią. Jakże On jest wielkoduszny i wspaniałomyślny! O, mógł po Zmartwychwstaniu dobrze "zapłacić" faryzeuszom, doktorom zakonnym, Herodowi i Piłatowi, a nawet uczniom, którzy Go opuścili, zwłaszcza Piotrowi, który się Go zaparł. Wszystkim! Wszystkim! Mógł przecież zapytać: A gdzieżeście to, synaczkowie, podziewali się, gdy ja byłem na Krzyżu? Na szczęście Chrystus o nic takiego nie pytał. Nie ma o tym w Ewangelii żadnej wzmianki. Tak się zachowywał, jak gdyby tego wszystkiego nie było. Jak wspaniałą rzeczą jest zapomnienie i przebaczenie! Jak ono wewnętrznie wyzwala, czyniąc człowieka naprawdę wielkim, a jednocześnie bliskim braterskim. Taka jest właśnie miłość, taka jest prawdziwa - przyjaźń! (...)

Chrystus uczy nas umiejętności obcowania ze sobą i przekraczania wszystkiego, co mogłoby dla nas być przykre i bolesne. Uczy nas zapomnienia. To, co było, minęło! A teraz jesteśmy w krainie mlekiem i miodem płynącej. Wprowadził nas Chrystus w nowe życie i w nową atmosferę.

Oto styl Chrystusa Zmartwychwstałego. Ma być on naszym stylem życia, pracy i odnoszenia się do ludzi. Jest to styl wszystkich miłujących Chrystusa i wszystkich miłujących się w Chrystusie. On nam pokazał, jak trzeba odnosić się do otoczenia, aby dobrze współżyć z braćmi.

Niech znamieniem naszego obcowania będzie radość Boża! Niech dom każdego z nas będzie domem radości Bożej, domem przyjaźni, życzliwości, dobroci i swojskości, gdzie nie pamięta się uraz i nie mówi się o doznanych krzywdach, bo panuje miłość, która wszystko zwycięża, zapomina i przebacza.

Tygodnik "niedziela" Nr 13 - 27marca 2005r.

kard. Stefan Wyszyński
urodzony dla świata 3 sierpnia 1901 Zuzela,
urodzony dla nieba 28 maja 1981 Warszawa

góra

* * *

.

STOSUNKI: KOŚCIÓŁ - PAŃSTWO

ECHO Z KOMAŃCZY

W 50. rocznicę napisania
Ślubów Jasnogórskich Narodu

Do końca października 2005r. trwa jubileuszowy -50. rok pamięci o internowaniu Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskie-go w klasztorze Sióstr Nazaretanek w Komańczy. Ileż w owym pamiętnym roku tutaj się dokonało! W ciszy przepięknej bieszczadzkiej przyrody, w samotności serca na modlitwie, w wielkim zaufaniu do Bogurodzicy - Najmilszej Matki zrodził się program religijnej i moralnej odnowy Narodu i Kościoła w Polsce. Trudny, a zarazem wielki "czas łaski"!

Powiększenie .Kard. Stefan Wyszyński podczas internowania w Komańczy 1956r.

Jasnogórskie Śluby powstały o świcie 16 maja 1956r., między godz. 5.00 a 7.00, przed poranną Eucharystią sprawowaną w kaplicy sióstr. Był to dzień liturgicznego wspomnienia św. Andrzeja Boboli, świadka Ślubów Jana Kazimierza, na których kształt wywarł on z pewnością niemały wpływ.

Na obchody 50. rocznicy powstania Jasnogórskich Ślubów Narodu w klasztorze Sióstr Nazaretanek wraz z katechetami i wychowawcami przybyły dzieci i młodzież z całego Podkarpacia, zwłaszcza ze szkół noszących imię sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Uroczystości rozpoczęły się o godz. 10.00 radosnym powitaniem poszczególnych delegacji. Program słowno-muzyczny o tematyce dotyczącej internowania Księdza Prymasa, ze szczególnym uwzględnieniem Jasnogórskich Ślubów Narodu, i całą oprawę muzyczną liturgii przygotowała parafia Ojców Franciszkanów z Sanoka - o. Piotr Szczepański z młodzieżą i scholą "Dzwoneczki Franciszkańskie".

Uroczystej Eucharystii sprawowanej przy ołtarzu polowym, ustawionym przed pomnikiem Prymasa Tysiąclecia, przewodniczył bp Jan Wątroba z Częstochowy. Towarzyszył mu ks. Marian Wojcieszak, proboszcz częstochowskiej parafii św. Zygmunta. A więc Częstochowa - wyraźny znak jedności z umiłowaną przez Księdza Prymasa Panią Jasnogórską, której tak bardzo zawierzył i której cały się oddał w niewolę miłości.

W słowie Bożym skierowanym do zebranych Ksiądz Biskup najpierw nawiązał do osoby patrona dnia - św. Andrzeja Boboli, pochodzącego z pobliskiej Strachociny, który w roku 1657 z rąk prawosławnych kozaków poniósł śmierć męczeńską za wiarę. To Apostoł Pińszczyzny i Podlasia, ekumeniczny Patron Polski i stołecznego miasta Warszawy. Nawiązując do postaci Księdza Prymasa i dzieła, które tu powstało z Bożej Opatrzności i w zaufaniu Bogurodzicy Maryi, Ksiądz Biskup ukazał wagę Ślubów Jasnogórskich oraz ich aktualność.

Powiększenie .Klasztor Sióstr Nazaretanek w Komańczy

Nie mogło zabraknąć w tym dniu gorącej modlitwy za Ojczyznę, którą Ksiądz Prymas kochał bardziej niż własne serce. I wdzięczności za dar duchowego spotkania z Prymasem Tysiąclecia w miejscu przenikniętym jego obecnością i modlitwą, za śliczną pogodę i "orkiestrę leśną" z ptasim chórem... Słowa podziękowania pod adresem Księdza Biskupa z Częstochowy skierował ks. dziekan Jan Kurpiński.

Po Mszy św. ze swoim programem wystąpiły "Dzwoneczki Franciszkańskie" i przebywające w tych dniach w Komańczy siostry nowicjuszki z Częstochowy, a Dziecięcy Zespół Ludowy z Łukowego pokazał nieco miejscowego folkloru. Odbył się też konkurs wiedzy o Prymasie Tysiąclecia. Wyróżnionych zostało kilkanaście związanych ze Ślubami Jasnogórskimi prac plastycznych, które dzieci przyniosły do ołtarza podczas Eucharystii. Po krótkiej przerwie na posiłek wyruszyła pielgrzymka do figury Matki Bożej Leśnej na majówkę - tam, gdzie często z różańcem w ręku pamiętnego roku chodził Ksiądz Prymas. Tam też, po błogosławieństwie, nastąpiło oficjalne zakończenie uroczystości.

Jubileuszowy rok internowania Prymasa Tysiąclecia w klasztorze Sióstr Nazaretanek w Komańczy trwa do 28 października 2006r.

Siostry Nazaretanki z Komańczy

Tygodnik "niedziela" Nr 24 - 11 czerwca 2006r.

góra

* * *

.

350-LECIE POTOPU SZWEDZKIEGO

NOWA OBRONA JASNEJ GÓRY (2)

Z Komańczy na Jasną Górę

O. JAN PACH OSPPE

"WOLNOŚĆ" W KOMAŃCZY

Po przewiezieniu z Prudnika Śląskiego do Komańczy, do klasztoru Sióstr Nazaretanek, 29 października 1955r. Prymas Wyszyński poczuł się bardziej "wolny", chociaż miał zakaz opuszczania tego terenu i był ciągle dyskretnie strzeżony przez agentów UB. Żył jednak już w normalnych warunkach, wśród ludzi, z którymi mógł swobodnie rozmawiać i modlić się, mógł czytać prasę (choć cenzurowaną) i nawiązywać kontakty z najbliższymi współpracownikami i z Jasną Górą. Chociaż te kontakty były kontrolowane, to jednak były otwarciem okna na świat, na to wszystko, co się działo w Polsce, i pomimo że przekazywane informacje były mocno okrojone i zakłamane, to Prymas tę sytuację odczuł jako "wielką ulgę", którą poczytał za wielką łaskę Bożą (por. Zapiski więzienne, s. 193).

Dopiero w Komańczy Prymas dowiedział się cokolwiek o tym, co działo się w Polsce przez dwa lata, gdy był więziony. Stąd nawiązał pierwsze kontakty z biskupami oraz z Jasną Górą.

2 listopada 1955r. "dostał mu się do ręki" - jak sam pisze - numer Słowa Powszechnego z 29 września 1953r., w którym, 4 dni po jego aresztowaniu, opublikowano 4 dokumenty dotyczące tego brutalnego aktu, które miały uzasadnić słuszność decyzji władz PRL. Były to dwa dokumenty rządu PRL oraz dwa Episkopatu. Umieszczono tam m.in. tekst zatytułowany Wybór Przewodniczącego Episkopatu oraz słynną Deklarację Episkopatu Polski, która potępiała dotychczasową działalność Prymasa. Biskupi "prosili" rząd, by Prymas mógł zamieszkać w jakimś "klasztorze". On zaś, po ponad dwóch latach, po spokojnej lekturze tekstów, zapisał w swoim notatniku 2 listopada 1955r.: "W ten sposób księża biskupi padli ofiarą {{zaufania}} do prawdomówności Rządu, który {{klasztor}} mój urządził na {{obóz koncentracyjny}}" {ZW, s. 207).

Cały zapis z 2 listopada 1955r. jest wspaniałym świadectwem wielkości Prymasa, który próbuje zrozumieć trudną sytuację biskupów po jego aresztowaniu i na wszelki sposób usprawiedliwia ich decyzje, dotyczące jego osoby. Przyznaje wprawdzie, że biskupi mieli silne argumenty, żeby oprzeć się naciskom rządu, który naraził się katolickiemu społeczeństwu i chciał jak najszybciej wyjść z niewygodnej sytuacji, posługując się Episkopatem. Mogli odmówić współpracy i w sposób jasny pozostawić winę na władzach komunistycznych. "Czy biskupi byli świadomi tej siły?" - pyta Prymas, jakby usprawiedliwiając ich bezradność i strach o to, co stanie się z Kościołem w Polsce {ZW, s. 207). Rząd zrzucił na biskupów całą odpowiedzialność za aresztowanie i umieszczenie Prymasa w "klasztorze". Rzeczywiście, Prymas był w opróżnionych w pośpiechu klasztorach (Rywałd, Stoczek Warmiński oraz Prudnik), które sam nazywa jednak "obozami koncentracyjnymi". Niezwykła jest życzliwość Prymasa wobec biskupów, których ani w tym tekście, ani nigdy potem nie potępił, ani im nie wymawiał podjętych wobec niego krzywdzących decyzji. Świadczy to o głębokiej duchowości Kardynała, który wielokrotnie daje świadectwo przekonania, że jego uwięzienie wpisane jest w plany Opatrzności i przyniesie błogosławione owoce Kościołowi w Polsce.

RATUNKIEM BYŁA JASNA GÓRA ...

Kolejny zapis w dzienniczku więziennym Prymasa mamy dopiero 20 listopada. W tym czasie Kardynał analizował dokumenty, które udało mu się zdobyć. Myślał też o trwającym Jubileuszu 300 lat cudownej obrony Jasnej Góry i o zbliżającym się Roku Ślubów Narodowych. Napisał również list do Generała Paulinów na Jasną Górę, datowany na 10 listopada 1955r., w którym z wielką szczerością wyznaje, iż dopiero teraz zobaczył jasno i uświadomił sobie, że Bóg chce, by naród polski był jednoczony przez Jasną Górę, by przez nią się odnawiał i krzepił, żeby właśnie ona była stolicą Chwały Bożej (por. Wszystko postawiłem na Maryję, s. 118).

W liście tym podejmuje myśl, którą po raz pierwszy zapisał w swoim notatniku więziennym 18 grudnia 1954r., jeszcze w Prudniku Śląskim, gdzie zrodziła się myśl odnowienia Ślubów Jana Kazimierza, o "obronie Jasnej Góry" roku 1955 (por. ZW, s. 119-120). "I dziś musi być przeprowadzona w Polsce {{obrona Jasnej Góry}} - pisze Prymas - już nie z pomocą armat i pocisków, ale przez potężny ładunek myśli i uczuć roznieconych przez Ojca Świętego. Jak ongiś mrowie wojsk najeźdźczych, tak dziś szturmują {{polską Jasną Górę}} istne {{potopu świata fale}}, wżerając się w mury duszy Narodu nienawiścią Imienia Bożego, pasją grzechu i potwornych nałogów. {{Polska Jasna Góra}} jest podminowana przez ducha nienawiści społecznej, przez programową apostazję moralną, przez zadawnione wady narodowe, które rzucają cienie na świetlany Naród ochrzczony. Stokroć to groźniejszy potop od szwedzkiego. Toteż dzisiaj Augustynem Kordeckim musi być cały Zakon, który najlepiej ma wiedzieć, co nie podoba się Królowej Jasnogórskiej w duszy Narodu naszego. Wszak Jasna Góra jest Tronem Królowej Polski; z tego Tronu muszą paść programowe wskazania, jak leczyć duszę Narodu, by mogła być Córą Królewską" {WPnM, s. 118).

Te słowa Prymasa Polski, pisane jeszcze z więziennego wygnania, były - i również dziś są - bardzo konkretnym ukazaniem drogi nowej obrony Jasnej Góry, drogi budowania Bożego ładu na polskiej ziemi. Zarówno przed 50 laty, jak i dziś, kiedy tak bardzo brakuje autorytetów, gdy coraz bardziej panoszy się laicyzacja i relatywizm moralny, potrzeba jasnych wskazań, powiewu nadziei, że jedynie stawiając na Boga i Jego Matkę możemy zwyciężyć. Warunkiem nowego zwycięstwa jest przyznanie się do zranień, uznanie własnej bezradności i pozostawienie ostatniego słowa Bogu oraz mężne podjęcie walki duchowej, na miarę Ojca Kordeckiego. Prymas podkreślał w liście, że potrzebne jest wielkie męstwo, ale też jednoznacznie stwierdzał, że jeżeli gdzie nie ma miejsca na małość, to na Jasnej Górze (por. tamże, s. 119).

Foto Stefan Kardynał Wyszyński w Komańczy

Reakcja Jasnej Góry była jednoznaczna - podjęto heroiczny wysiłek apostolskiej odpowiedzi na zaufanie Prymasa Polski, poświęcając wszystkie siły sprawie przygotowań do świętowania Jubileuszu cudownej obrony przed Szwedami oraz odnowienia niespełnionych Ślubów Jana Kazimierza. Kroniki Jasnej Góry, dotychczas jeszcze niepublikowane, zachowują wspaniałe świadectwo bezkompromisowej posługi ojców i braci, którzy wiedzieli, że tylko przez rzucenie się w morze potrzeb pielgrzymów tego czasu mogą w pełni odpowiedzieć na oczekiwania więzionego Prymasa dla dobra Kościoła w Polsce.

ZADANIA DLA POLSKI NA DZIŚ

Fragment listu, który przytoczę, streszcza całą istotę "nowej obrony Jasnej Góry" nie tylko w 1955r., ale również w roku obecnym, kiedy świętujemy Jubileusz 350. rocznicy jej cudownej obrony przed Szwedami. Potrzeba nam teraz wielkiej odmiany moralnej, bez której nie może być odmiany oblicza polskiej ziemi. "Nie wystarczy dziś wyspowiadać pielgrzymów - pisze i uczy Prymas - należy wyspowiadać Naród, by dokonać w nim nowej {{obrony Jasnej Góry}}. Trzeba mu odważnie powiedzieć, co nie da się pogodzić z Królestwem Maryi w duszy Narodu. Poznanie już nie tylko detalicznych grzechów, ale ujrzenie wielkich ran i nałogów, które wrosły w obyczaj Narodu i zniekształciły jego psychikę, duchowość i charakter - oto pilne zadanie Roku Ślubów Narodowych. Wszak to podjęto przed 300 laty, a dotąd nie wykonano; dziś zadanie jest o tyle pilniejsze, że przybyły zniekształcenia wywołane latami niewoli, wojen, klęsk i nieszczęść narodowych. Z Góry wszystko lepiej widać - tym więcej, że jest Jasna" (WPnM, s. 118-119).

Słowa te pisane są przed 50 laty, ale wydaje się, że są one jeszcze bardziej aktualne niż w roku 1955. Jest o wiele więcej grzechów, które upadlają nasz naród, rozrosły się wady i coraz bardziej panoszy się liberalizm i styl życia, jakby Boga nie było. Niejednokrotnie wołanie o przemianę wydaje się być wołaniem w pustynię serc, które uważają, że Kościół i Boże przykazanie to przeżytek. Trzeba to szczerze zobaczyć, przyznać, że jest źle na polskiej ziemi i wołać o ratunek. Maryja może uprosić cud, ale warunkiem jest podjęcie współpracy i napełnianie pustych stągwi wodą wyrzeczenia, woli nawrócenia i autentycznej współpracy z Jezusem. To powinien być program duszpasterski całej Polski! "Nowa obrona Jasnej Góry" roku 2005 to przede wszystkim wielki narodowy rachunek sumienia, szczera spowiedź i wołanie o Boże miłosierdzie. Bez tego wysiłku Jubileusz pozostanie hasłem i jedynie wyrzutem sumienia, że zmarnowano daną nam przez Boga szansę.

List Prymasa do Generała Paulinów zobowiązuje nas również dziś. Brak jednak tej koniecznej ogólnonarodowej mobilizacji, jaka była przed 50 laty. Przed nami jeszcze kilka miesięcy Jubileuszu 350 lat od cudownej obrony, a w perspektywie kolejny wielki Jubileusz - 50-lecia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jest to wielkie zadanie i trzeba zrobić wszystko, co po ludzku jest możliwe, a Maryja uprosi konieczne siły. Dużą zachętą do ufności może być fragment z listu, jaki Prymas skierował na Jasną Górę 4 czerwca 1956r., mając na względzie zadania, jakie podejmowało Sanktuarium. Czytamy tam: "To właśnie Jasna Góra ma największy płaszcz w Polsce, którym przykrywa nie tylko Ojczyznę naszą, ale i całą polską diasporę. Są to więc warunki szczególne i niewątpliwie od Boga zamierzone. Następstwa tego stwierdzenia mogą nawet niepokoić, gdyż ujawnia ono zadania tak olbrzymie, że przerastają nieraz siły. Ale nie trzeba się tego lękać: Bóg już raz pomógł Paulinom uratować Naród przez Ojca Augustyna, przy którym stała też niewielka gromadka ludzi, niekiedy słabych i chwiejnych. Ale zwyciężył duch Boży przez jednego człowieka, przy którym stanęli inni" {WPnM, s. 120).

Tygodnik "niedziela" Nr 15 - 10 kwietnia 2005r.

góra

Następna strona

.

<< powrót do sylwetki
.