Świętej Rodziny .

Szlakiem Świętej Rodziny.

(Z "Wrażeń z podróży do Ziemi świętej".)

Daleko w ziemi chaldejskiej zaświeciła na wschodnim niebios skłonie gwiazda. Była tak jasna i promieniejąca, że podobnej gwiazdy jeszcze nie widziano, Zaczęto się naradzać, bo istniało podanie, że kiedy ta gwiazda zaświeci, narodzi się przez wszystkich oczekiwany Mesjasz.

Plan był gotowy. Trzej królowie, czyli przywódcy plemion, mieli wyruszyć w drogę, by odszukać Mesjasza. Na wielbłądy narzucono złociste czapraki, pakunki i dary. Karawana ruszyła z miejsca i wnet znikała tam, kędy niebo zlewało się z pustynią. Posuwała się naprzód wśród nieprzebytych piasków Syryjskiej pustyni. Szła cicho i spokojnie, tylko chrzęst kopyt i dźwięk dzwonków, którymi były obwieszone wielbłądy, przerywały ciszę pustyni. Przeprawa przez pustynię była ciężka. Jednak gwiazda, co świeciła na niebios błękicie, dodawała królom otuchy.

Dojechali do Jordanu, przeprawili się w bród przez rzekę. Jadą doliną nadjordańską do Jerycha. Wtem nagle gwiazda znika. Co czynić? Niedaleko już Jerozolima, stolica Herodowa, tam im powiedzą wszystko.

Minęli Betanię, wjeżdżają do stolicy. Stanęli przed Herodem. Herod każe przywołać uczonych w piśmie. Mesjasz ma się narodzić w Betlejem Judzkim - odpowiadają.

Puścili się w drogę do Betlejem. Gwiazda im znowu świeci i prowadzi. Wreszcie staje nad stajenką. Wchodzą do stajenki i znajdują Dzieciątko w żłobie, a upadłszy na kolana, oddają Mu pokłon. Potem dary składają: złoto, kadzidło i mirę.


Trzej królowie opuścili byli Betlejem. Wtem oto we śnie ukazuje się św. Józefowi anioł Boży. Tej jeszcze nocy trzeba uchodzić stąd, bo Herod czyha na zgubę Dzieciątka - brzmi rozkaz wysłańca niebieskiego. Św. Józef wstaje natychmiast i budzi Najświętszą Panienkę. Rozpoczynają przygotowania do drogi. Gdy już wszystko gotowe, Marja bierze śpiące Dzieciątko, do piersi Je tuli i dosiada osiołka. Za chwilę byli już w drodze.

Na dworze jeszcze noc głucha. Lekki dreszcz przebiegi świętego opiekuna na myśl o tym, co się stać może. Lecz oto ufność wstępuje do serca, a usta szepczą modlitwę pochwalną.

Zmęczeni stanęli pod Hebronem obok studni na przydrożu. Po dziś dzień ogląda pielgrzym to miejsce pierwszego postoju. Szli dalej przez zieloną dąbrowę judzkich gór, przez żyzną dolinę Mambre, kędy ongiś pasły się trzody patrjarchów.

Stąd już prowadził gościniec do Gazy. Za miastem otwierała się pustynia, zrazu jeszcze przerywana niejedną osadą, co jakby wstydliwie, się kryła w cieniu wysmukłych palm. Wreszcie na dobre już rozlało się olbrzymie morze żółtego piasku - pustynia Arabska rozpoczynała swe władztwo.

Jak daleko okiem sięgnąć, widać tylko piasek, gdzie niegdzie w wydmy zebrany, piasek sypki, gorący.

Przeprawa była mozolna i trudna. Przed skwarem słońca szukali schronienia w skalnym wydrążeniu, nocą zaś odbywali podróż.

Wreszcie granica Egiptu. Później pierwszy kanał Nilowy. Niema już głuchego pustkowia, ziemia tu żyzna, bogata, pokryta pszenicznym łanem. To ziemia Gessen, kiedyś miejsce pobytu Izraelitów w Egipcie. Pozostała jeszcze kolonia żydowska z własną świątynią w mieście Heliopolis, na przedmieściach dzisiejszego Kairu, stolicy Egiptu. W tę oto stronę kieruje św. Rodzina swe kroki. Tutaj jej nie dosięgnie gniew Herodowy, ni zemsta zbirów jego.


Najświętsza Rodzina osiadła nad brzegami Nilu, w mieście Heliopolis. Przyjęli ją zapewne ziomkowie z wielką serdecznością, wypytując o krewnych, o kraj rodzinny. I mieszkanko im dali i pomogli urządzić nowe ognisko domowe.

Święty Józef zabrał się do pracy. Siekierą i dłutem zarabiał na chleb codzienny. Zrazu mało go było, jak mało jeszcze było pracy. Zczasem jego sumienność i pokora zyskała mu przyjaciół, i odtąd biedny warsztat ciesielski zawsze był w ruchu.

Najświętsza Panienka zajęta była wychowaniem Boskiego Dzieciątka. Ono chlubą jej było i troską jedyną. Wszystkie wolne chwile Jemu poświęcone były. Jemu wszystkie łzy, lęki i obawy. Tu Go szczebiotów dziecięcych uczyła. Tu Go prowadziła za rączkę, ucząc pierwsze kroki. Tu Matka Boskiemu Synaczkowi uszyła pierwszą sukienkę. Tu pracy imać się było trzeba, by starczyło na utrzymanie. "Jej ręce ujęły wrzeciono" - Marja tkała i przędła.

Pociechą im była Boska Dziecina. Błogosławione były one chwile wieczorne, kiedy klęcząc przy kołysce, wpatrywali się w Jej anielskie oblicze. A potem, kiedy Dziecię zaczęło dorastać i kiedy w serduszku Jego zakwitły kwiaty wszystkich cnót, zapomnieli przykrości wygnania.

Zresztą czarujący to był kraj. Był pełen akacji kwitnących, palm i sykomorów - pełen ptaków barwnych, flamingów i pelikanów. Tuż obok ich domku toczył swe wody srebrzysty Nil, a tam w oddali, błękitniały niebotyczne piramidy.

I był to kraj wydarzeń wielkich Izraela. Tu Abraham, tu Jakub pędzili swe dni. Tu Mojżesz się wsławił cudami i pogromił Faraona.

I tak minęło wygnańczych kilka lat, aż oto anioł Boży z niebios zstąpił, przynosząc nowinę, że Herod nie żyje i czas już wracać do żydowskiej ziemi.


Minęły lata tułaczki. Dola wygnańcza się skończyła. Najświętsza Rodzina wróciła do miasta swego Nazaret, co znaczy kwiat; - rozradowało się z chwilą powrotu świętych wygnańców. Rozradował się "kwiat", bo zakwitł w nim kwiat przecudnej piękności - Jezus Nazarejski.

I domek stał na tym miejscu, na którym się wznosi dzisiejsza bazylika Zwiastowania. Przednia część domku była murowana, tylna zaś wykuta w skale. W skalnym tym wydrążeniu mieściły się trzy izdebki, przeznaczone dla świętych mieszkańców. Obok domku stał warsztat Józefowy.

Tutaj mieszkała Święta Rodzina. Te oto miejsca przez dwadzieścia lat patrzały na Jej znoje i żmudne prace. Na Jej świętość patrzały, na piękność Jej cnót.

Dużo było zajęcia dla Najświętszej Panienki. Dom, ogródek i stajenka - wszystko to było na jej głowie. Marja mełła mąkę na żarnach, piekła chleb, gotowała w kuchence. Trzeba było rzeczy stare naprawiać i szyć nowe odzienie. Wieczorem zaś dźwigała wielkie dzbany, pełne wody, - z źródła pobliskiego.

Święty Józef pracował w warsztacie. Stare jarzma naprawiał, obrabiał drzewo na budulec - na sprzęt rolniczy.

Pomagał mu Jezus. Krople potu spływały z czoła świętego, wśród mozolnej roboty. I Marji pomagał Synaczek Boży, drwa znosił na ogień, pracował w ogrodzie.

W chwilach wolnych z rówieśnikami hasał po wzgórzach i łanach nazarejskich. Zabawiał się grą lub miłą pogawędką. Dla wszystkich dobry był, to też lubili go wszyscy. Kto Doń się zbliżył, odchodził lepszy, odnosząc w duszy iskierkę światła, dobroci.

W Nazarecie mieszkał Bóg. I nikt nie wiedział o Nim.

Tak ziarnko pszeniczne długo leży w ziemi, ukryte głęboko, i zamiera napozór, nim w kłos wyrośnie złoty - ludziom na zbawienie. I wszystko po staremu działo się na świecie. Tak samo słońce świeciło na niebie, złote jak zawsze, i błękit lśnił takąż zawsze barwą. Ale już tęsknił za nim świat i wołał ku niebu wzburzoną falą mórz i głosem wichrów, co huczały po szczytach nazarejskich gór.

X. Posadzy.
(Przewodnik Katolicki r. 1928.)

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego - Katowice 1931

. góra

Ucieczka Matki Boskiej przed Herodem

(Legenda.)

Król Herod, powiadomiony przez trzech króli o narodzeniu Dzieciątka Jezus, bojąc się utracić swą władzę i królestwo, postanowił zabić Bożą Dziecinę. W obawie, by właśnie Jezus nie uszedł śmierci, wydał potworny rozkaz wymordowania wszystkich niemowląt płci męskiej.

Straszna rozpacz ogarnęła wszystkie matki Judei. Matka Najświętsza pełna trwogi o swoją drogą dziecinę, przytuliła Jezuska silnie do siebie i biegła przez pola i łąki, by uciec groźnym siepaczom. Znużona dobiegła ku polu, które właśnie wieśniak obsiewał zbożem.

- Dobry człowieku - zaczęła go błagać, ze łzami w oczach - idź prędko do domu, zbierz domowników, aby z nimi wiązać i zbierać zboże, które zasiałeś.

Wieśniak spojrzał na biedną kobietę z politowaniem, myśląc że strach jej rozum pomieszał. Pokiwał smutnie głową, wstrząsnął ramionami i dalej rolę obsiewał.

Matka Najświętsza ponowiła swą prośbę tak przekonywająco, że uwierzył i pośpieszył do domu po żonę i dzieci.

Gdy powrócił spostrzegł ze zdumieniem, że całe pole pokryte żytem, a śliczne, dojrzałe kłosy chyliły swe główki, obciążone ziarnem.

Matka Najświętsza ukryła się z maleńkim Jezuskiem wśród wysokich kłosów, niedostrzeżona nawet przez rodzinę wieśniaczą. Rąbek błękitnej sukienki wysunął się na kraj pola, co widząc powój oplótł tak silnie kłosy i rozwinął listeczki, iż całkiem osłonił zdradliwy rąbek. Kalina, która rosła krajem pola, też chciała się przyczynić do ukrycia Dzieciątka, pochyliła gałązki, obciążone czerwonymi jagodami prawie ku ziemi.

W tem usłyszano tętent i uderzenia kopyt końskich o ziemię. Zgraja siepaczy, wysłanników Heroda, zatrzymała się i pytała wieśniaka, czy nie widział niewiasty z maleńką dzieciną na ręku.

- Panowie - rzekł wieśniak spokojnym i pewnym głosem - widziałem taką niewiastę, o jaką pytacie, ale wtenczas, gdy obsiewałem to pole ziarnem.

- Jeżeli prawdę mówisz, człowieku - rzekł dowódca siepaczy, - to niewiasta ta nie może być tą, której szukamy. Ty już zbierasz plony swej pracy i kończysz żniwo.

Dał rozkaz odwrotu i popędzono w dalszą pogoń za Jezusem. A Matka Najświętsza błogosławiła ludziom i roślinom, że uratowali jej dziecię.

(Przewodnik Katolicki - 1928 r.)

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego - Katowice 1931

. góra

Święta Rodzina z Nazaretu

a rodzina chrześcijańska

Rodzina jest najstarszym i najważniejszym związkiem na ziemi. Bóg ją ustanowił w raju i z człowiekiem rozpowszechniła się po całym świecie. Od rodziny zależy szczęście jednostki i całego społeczeństwa. Czy państwo posiadać będzie dzielnych, wiernych obywateli, czy Kościołowi wychowają się religijni ojcowie, bogobojne matki, o tym wszystkim rozstrzyga rodzina. Pomyślność i powodzenie rodziny stanowi o szczęściu Kościoła i państwa, jej upadek jest rozprzężeniem wszelkiego porządku. Wzorem rodziny chrześcijańskiej jest Święta Rodzina z Nazaretu.

Papież Leon XIII ustanowił dla uczczenia Najświętszej Rodziny osobne święto i gorąco polecił towarzystwo Najświętszej Rodziny. "Pod opieką Najświętszej Matki i św. Józefa, w zupełnym ukryciu, wychowywał się Jezus, słońce sprawiedliwości, zanim swym blaskiem oświecił narody. Niewątpliwie jaśniała w tej Rodzinie wzajemna miłość, świętość obyczajów i pobożne ćwiczenia, jednym słowem wszystko, co rodzinę może uszlachetnić albo ozdobić, na wzór wszystkim czasom". Te słowa czytamy w encyklice papieskiej, w której Ojciec święty ukazuje ojcom rodzin św. Józefa jako najwspanialszy wzór ojcowskiej czujności i roztropności, matkom Najświętszą Dziewicę jako najlepszy przykład świętej miłości i skromności, a dzieciom Jezusa jako ideał posłuszeństwa, które powinny podziwiać, czcić i naśladować. W każdej rodzinie chrześcijańskiej powinien istnieć obraz Najświętszej Rodziny, przed którym raz dziennie niechaj gromadzą się członkowie rodziny na wspólną modlitwę.

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego - Katowice 1931

. góra

Ojciec, matka i dzieci w rodzinie chrześcijańskiej

Pogaństwo dawało mężowi nieograniczoną władzę w domu. Członkami rodziny mógł wedle własnego upodobania rozporządzać. Jak całkiem odmienne jest stanowisko mężczyzny w rodzinie chrześcijańskiej! Wprawdzie i w niej jest mężczyzna głową; żona i dzieci winny go szanować. Lecz nie tylko same prawa posiada w rodzinie, ciążą na nim wielkie i święte obowiązki, z których będzie musiał kiedyś zdać rachunek przed Bogiem. Mąż chrześcijański nosi najpiękniejszą, zaszczytną nazwę ojca, by zaznaczyć, że łączy go z rodziną podobny stosunek, jaki istnieje pomiędzy Ojcem Niebieskim a Jego dziećmi na ziemi. Pan Bóg miłuje swe dzieci odwieczną miłością. I ojciec chrześcijański obejmuje swą rodzinę nigdy niestygnącą miłością. Szczęście członków rodziny jest rozkoszą ojca; ich powodzenie napełnia go zadowoleniem; ich ból i troski odczuwa jako przykrość i cierpienie. Dla swoich ukochanych ojciec ponosi każdą ofiarę, dla nich pracuje, o nich się stara, choć pot obficie spływa mu z czoła.

Obok ojca zajmuje w rodzinie chrześcijańskiej równe i współrzędne stanowisko matka. Kiedy mówimy o błogosławieństwie rodziny chrześcijańskiej, należy i jej stanowisko zaraz wymienić. W czasach przedchrześcijańskich niewiasta zepchnięta była wielekroć na stopień głębokiego poniżenia. Dopiero chrześcijaństwo przywróciło jej godność ludzką, równą mężczyźnie, przywróciło jej szczególne prawa w rodzinie. On jest głową, ona sercem rodziny. Jak z serca wychodzi życie i ciepło, i spływa na wszystkie członki ciała, tak matka żywi miłość i życzliwość dla całej rodziny. Serce cicho i spokojnie spełnia swoją ważną funkcję; cicho i spokojnie działa także matka chrześcijańska, nie w zgiełku publicznego życia, lecz w ciasnym kółku rodzinnym. Swymi cnotami niewieścimi: skromnością, bojaźnią Bożą i pobożnością zdobi i uszczęśliwia całe życie rodzinne; z domu czyni raj i dzieciom i mężowi. Cały jej urok tkwi jednak w jej stosunku do dzieci. Pewien myśliciel słusznie powiedział: "Wśród wszystkich darów Bożych największym jest chrześcijańska matka".

Błogosławione ziarno, które religijna matka rzuci do serc swej dziatwy, nie zniszczeje nigdy. Nawet wówczas, gdy dziecko wśród zepsucia i pokus świata weszło na manowce i straciło wiarę i cnotę, ratuje je, jak uczy doświadczenie, pamięć matki, spoczywającej może już dawno w grobie; wspomnienie jej twarzy tak potężnie chwyta nas za serce, że prowadzi zbłąkanego zpowrotem do szczęścia i pokoju, które wraz z wiarą utracił. Zaprawdę wielkie to słowa: "chrześcijańska matka to ze wszystkich darów największy". Do niej zastosować można słowa Pisma Świętego: "Niewiastę mężną któż znajdzie? Daleko i od ostatecznych granic cena jej. Zwodnicze wdzięki i marna jest piękność; niewiasta bojąca się Boga, ta będzie chwalona". (Ks. Przysłów 31, l0, 30.)

Ośrodkiem rodziny są dzieci. W świetle nauki chrześcijańskiej dzieci są cennymi klejnotami rodziny, zadatkiem miłości Bożej. Są ulubieńcami Boskiego przyjaciela dziatek, powołanymi mieszkańcami niebios. Dlatego też rodzice oddają się swym dzieciom z całą potęgą miłości. Wszystkie wysiłki i całą pracę poświęcają dziecku. Dla dziecka żadna ofiara nie jest ani za wielka, ani za trudna, i odwrotnie jest dziecko dla chrześcijańskich rodziców źródłem czystej, szlachetnej radości, przedmiotem najdroższych nadziei i podporą w życiu, pociechą w godzinę śmierci i weselem we wieczności. Jak nieprzebrane łaski i błogosławieństwa spływają od Chrystusa Pana na członków rodziny, na ojca, matkę i dzieci!

Lecz i najszczęśliwszą rodzinę nie ominą najróżniejsze nawiedzenia, doświadczenia i cierpienia. W takich ponurych dniach wiara chrześcijańska rzuca jasne promienie światła na dotkniętych nieszczęściem, pociesza strapionych, i kiedy wszystkie ludzkie pociechy zawiodą, nie daje ustawać w ufności Ojcu niebieskiemu.

Z wiary chrześcijańskiej wypływa zatem owa słodycz życia rodzinnego, która po trudach dni pracy najchętniej w zaciszu domowym szuka i znajduje wytchnienie, wypływa owe zadowolenie, które daje szczęście i w skromnych warunkach życia, według słów starego Tobiasza, jakie wypowiedział do syna swego: "Nie bój się synu mój; ubogić wprawdzie wiedziemy żywot, ale wiele dobrego mieć będziemy, jeśli się będziem bać Boga, a odstąpimy od wszelkiego grzechu i będziem dobrze czynić".

Jak szczęśliwym mogłoby być życie w rodzinie! Ile łez, nędzy i cierpień mogliby uniknąć ci, którzy jęczą pod ich nieznośnym jarzmem. Był czas, w którym rodziny w całej pełni zażywały błogosławieństwa chrześcijaństwa, kiedy płomień wiary rozniecały z całą gorliwością w ognisku domowym. Szczęście i radość panowały wówczas w rodzinach, a od nich przechodziło wielkie błogosławieństwo na społeczeństwo w Kościele i państwie.

Dziś dużo się zmieniło. Duch czasu, uprzedzony do nauki Chrystusowej, nie oszczędził niestety i rodziny. Poczyna się rozpadać ten najpiękniejszy i najświętszy związek, a z upadkiem życia rodzinnego postępuje krok w krok upadek narodu. Jest oczywiście rzeczą pocieszającą, gdy widzimy, jak najlepsi i najszlachetniejsi ze wszystkich warstw społecznych usiłują położyć tamę szerzącemu się zepsuciu. Ale wszystkie ich trudy i wysiłki, by wyleczyć smutne niedomagania czasu, są przeważnie bezcelowe i bezskuteczne, skoro nie uda się przez odrodzone życie z wiary zahamować religijnego upadku rodziny. Powiedział słusznie pewien zasłużony społecznik: "Życie rodzinne i jej dobrobyt jest ważniejsze niż wszelka nauka uczonych, niż sztuka wielkich umysłów, niż potęga mocarzy. Głoście kazania i wychowujcie wszelkimi najnowszymi metodami. Skoro życie rodzinne nie weźmie w obronę tego dobrego ziarna, przez was rzuconego, na nic zda się najczęściej wasz trud i wasza praca. Możecie wynaleźć najlepsze prawa; jeśli życie rodzinne prawdziwie chrześcijańskie nie będzie pielęgnowało tych cnót, które obowiązują sumienie do zachowania tych przykazań, będzie praca wasza nalewaniem do naczynia bez dna" (Kolping).

*

Najkosztowniejszym klejnotem rodziny, stwarzającym świętą łączność pomiędzy ojcem a matką, jest dziecko. Najwspanialszym wzorem dzieci jest sam Jezus, Boskie Dziecko. "A gdy wykonali wszystko według zakonu Pańskiego", mówi św. Łukasz, "wrócili się do Galilei, do Nazaretu, miasta swego. A Dziecię rosło i umacniało się pełne mądrości, a łaska Boża była w nim". (Łuk. 2, 29-30).

Jak wszystko, co wielkie, dojrzewa w cichości, tak też działo się w życiu Pana Jezusa, który wzrósł w ukryciu cichego Nazaretu.

Mało wiemy o jego młodości. Jest to cichy, miły czas; okres trzydziestu lat - okres długi, otoczony tajemnicą i majestatem.

Legenda tylko wiele ma nam do opowiadania o różnych cudownych dziełach i wydarzeniach, które ten czas wypełniają.

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego - Katowice 1931

. góra

Młodość Pana Jezusa

O Dziecię Jezus w Nazarecie,
Byłoś rozkoszą Matki Swej,
Tyś dla Niej wszystkiem na tym świecie:
Nadzieją, skarbem, szczęściem Jej.

Tyś Matce Twojej na tej ziemi
I ojcu też posłuszny był,
Pomagał im rączkami Swemi
W ich pracy - Tyś tu dla nich żył.

Choć Bogiem byłeś. Panem świata,
Pokornieś im tu służyć chciał,
Tyś dla rodziców wszystkie lata
Szacunek, cześć i miłość miał.

Ty dla nich byłeś pociech zdrojem
Tyś słodził chwile gorzkie ich.
Znękani trudem, pracą, znojem,
Czerpali silę w słowach Twych.

Racz Jezu wejrzeć na Twe dzieci,
Podobne Tobie chcemy być,
Niech miłość Twoja w nas się wznieci,
Byśmy jak Ty mogły żyć.

Spraw, byśmy się pociechą stały,
Rodziców, których dałeś nam,
Byśmy szacunek dla nich miały,
Któregoś nam dal przykład sam.

Niechaj wzrastamy w łasce Boga,
W mądrości i bojaźni Twej,
Choć przykrą będzie cnoty droga,
Niech nigdy nie schodzimy z niej.

Pogańskie dziatki polecamy
Także, Dziecię Jezus, pieczy Twej;
Za nie modły, dary składamy,
O, światło wiary dać nam chciej.

Z lat dziecięcych Pana Jezusa opowiada nam św. Łukasz jedno tylko wydarzenie: podróż dwunastoletniego chłopca do świątyni jerozolimskiej (Łuk. 2, 41--52).

"A rodzice jego chodzili na każdy rok do Jeruzalem, na dzień uroczysty Paschy. A gdy już był w dwunastu latach, oni wstąpili do Jeruzalem według zwyczaju dnia świętego. A skończywszy dni, gdy się wracali, zostało dziecię Jezus w Jeruzalem; a nie obaczyli rodzice Jego. A mniemając, że On był w towarzystwie, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. A nie znalazłszy, wrócili się do Jeruzalem, szukając Go. I stało się, po trzech dniach znaleźli Go w kościele, siedzącego wpośrodku doktorów, a On słucha i pyta ich. A zdumieli się wszyscy, którzy Go słuchali, rozumowi i odpowiedziom Jego. A ujrzawszy, zdziwili się. I rzekła do Niego matka Jego: Synu, cóżeś nam tak uczynił? oto ojciec Twój i ja żałosni szukaliśmy Cię. I rzekł do nich: Cóż jest, żeście Mnie szukali? Nie wiedzieliście, iż w tych rzeczach, które są Ojca Mego, potrzeba, żebym był? A oni nie rozumieli słowa, które im mówił. I zstąpił z nimi i poszedł do Nazaretu: a był im poddany. A matka Jego wszystkie te słowa zachowała w sercu swym. A Jezus się pomnażał w mądrości i w leciech, i w łasce u Boga i u ludzi".

Do czego odnosiły się stawiane przez Pana Jezusa i uczonych żydowskich pytania, o tym nie wspominają ewangeliści. Przypuszcza się powszechnie, że odnosiły się do obiecanego Mesjasza; Pan Jezus chciał słuchaczy przygotować na Swoje własne, przez Ojca niebieskiego wyznaczone posłannictwo.

Tak też i sztuka chrześcijańska zdaje się pojmować pobyt młodziutkiego Jezusa w świątyni. Widzimy to na pięknym obrazie Garafala, który przedstawia dwunastoletniego Pana Jezusa pomiędzy uczonymi. Patrzymy na wnętrze wspaniałej świątyni. W głębi stoi obok potężnej kolumny na wysokich stopniach młody Pan Jezus. Po prawej i lewej zgromadziło się mnóstwo ludzi, wśród nich wielu pisma uczonych. Marja z Józefem wchodzą właśnie do domu Bożego. Na twarzach ich maluje się zdumienie wobec tego, co widzą i słyszą. Obaj przykładają lewą rękę do piersi, a po Matce Najświętszej można poznać, jak jest zatopiona w słowach swego Syna. Już stwierdzono z pism Daniela proroka, kiedy nadejdzie czas zjawienia się Mesjasza. Pan Jezus rozpoczyna objaśniać pisarzy starozakonnych i wzniesioną prawicą wskazuje na Mesjasza, jako obiecanego Zbawiciela, który jako Baranek Boży zgładzi grzechy świata. Przed Jezusem też i wśród zgromadzonych ludzi stoi baranek, na którego wielu z ufnością spogląda. Ale obok uczuć ufności przemówienie Pana Jezusa wzbudziło już ducha oporu. Widzimy lud żydowski z jego dobrych i złych stron, z jego wiarą i niewiarą; możemy przewidzieć, że jedni z nich będą zwolennikami Pana, drudzy Go odrzucą.

Lubo tak mało wiemy o młodości naszego Zbawiciela, jednak to, co czytamy w historii świętej o latach dziecięcych Pana Jezusa, tak jest cudowne, tak Boskie, nacechowane taką nieprzebraną głębią i znaczeniem, że przez lata całe możemy to życie rozważać i nigdy się nie znużymy.

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego - Katowice 1931

góra

<< wywołwnie menu Boże Narodzenie