Wracamy do Średniowiecza .

prawo i wizja Europy

  1. Prawo narodów
  2. Treuga Dei
  3. Rzeczpospolita chrześcijańska

.

Prawo narodów

Wszystko zaczęło się od odkrycia w Bolonii księgi praw Justyniana I Wielkiego z VI wieku. "Digesta Justiniani" zawierało fragmenty dzieł prawników rzymskich, które włączono w kodeks cywilny (Corpus luris Civilis) bizantyńskiego cesarza, zwanego odtąd po prostu Jurystą.

Powstający we włoskim mieście uniwersytet włączył studia nad prawem do programu nauczania. Odtąd prawem narodów europejskich przestały rządzić zwyczaj i wola władcy. Stało się ono przedmiotem badań naukowych i debaty publicznej. Uczeni analizowali prawa pod kątem wewnętrznej spójności (logicznie), skuteczności i tego, jak wychowują społeczności, dla których zostały stworzone.

W ogłoszonym w około 1040 roku traktacie poświęconym prawu kanonicznemu pod tytułem "Dekret Gracjana", autor opracował kryteria oceny zwyczajów i praw oparte na rozumie i sumieniu. Był to zarazem pierwszy tak rozbudowany zbiór, ukazujący wzór tworzenia spójnego i całościowego (kompletnego) porządku prawnego dla państwa i jego obywateli. Rozproszone, często "barbarzyńskie prawa nauczono się oceniać, pozostawiając to, co cenne w tradycji i tworząc lepsze i bardziej funkcjonalne przepisy. Wskazano procesowe reguły dowodzenia prawdy, ale znaczenie takich pojęć jak wolna wola, błąd, przymus czy oszustwo.

Ideę uregulowania win (zamiast odpłaty czy zemsty) wprowadził do prawa św. Anzelm z Canterbury. Skoro przestępstwo jest wykroczeniem przeciwko sprawiedliwości i moralnemu porządkowi, to kara winna odpowiadać temu, jaki był charakter i zakres tego naruszenia. Według Anzelma, konieczna jest pokuta, związana z zadośćuczynieniem.

Własny wkład w kształtowanie się prawa międzynarodowego mieli także profesorowie Akademii Krakowskiej. Paweł Włodkowic i Stanisław ze Skarbimierza podczas głośnego sporu z Krzyżakami na Soborze w Konstancji (1414-1418), przedstawili zręby słynnego prawa narodów. Uczeni krakowscy stanęli w obronie ludów toczących tzw. wojnę sprawiedliwą, czyli obronną. Wykazywali, że prawo do jej prowadzenia mają nie tylko narody chrześcijańskie, ale wszystkie, które walczą z konieczności, w obronie ojczyzny bądź dla odzyskania własności. Pełna odpowiedzialność za skutki wojny spoczywa wtedy na uzurpatorze, agresorze, jako toczącym wojnę niesprawiedliwą.

Okres pełnego i późnego średniowiecza to czas powstawania kodeksów prawnych we wszystkich regionach Europy

.

. Treuga Dei

W 1027 roku na Synodzie w Elne (południowa Francja) ogłoszono "Pokój Boży", czyli powszechny zakaz prowadzenia wojen od środy wieczorem do poniedziałku rano. W 1054 roku synod w Narbonne zakaz ten rozszerzył. Tak więc w okresie "od Bożego Narodzenia aż do poniedziałku po święcie Trzech Króli, i dalej od Wielkiego Postu aż po oktawę Zielonych Świąt, dalej wszystkie wigilie i święta, i przez trzy dni w każdym tygodniu, mianowicie od czwartku wieczora aż do świtu poniedziałku, niechaj panuje wszędzie [pokój], tak by nikt nie uderzył (ani znieważył) nieprzyjaciela swego". Oficjalną sankcję Treuga Dei otrzymał w 1095 od papieża Urbana II na Synodzie w Clermont. Sobory Laterańskie z 1123, 1139 i 1179 wprowadziły dalsze jego rozszerzenie. "Pokój Boży" obowiązywał łącznie nawet 230 dni.

.

Rzeczpospolita chrześcijańska

Rozmowa z prof. Jerzym Ktoczowskim*

Jacek Dziedzina: Europa w średniowieczu była postrzegana jako pewna kulturowa całość. Co pozwalało tamtym ludziom myśleć o sobie "my, Europejczycy"?

Prof. Jerzy Kłoczowski: - Europa ukształtowała się w X-XII wieku jako "rzeczpospolita chrześcijańska". To był oryginalny twór cywilizacyjny, a nie jedno państwo. Nie była to teokracja, jaką spotykamy na przykład w islamie, tylko cywilizacja, w której panowała pewna równowaga między władzą duchowną a świecką. W tej "rzeczpospolitej" wartością zupełnie podstawową był humanizm chrześcijański: godność człowieka, prawa człowieka - niesłychanie mocno podkreślane - i jednocześnie "niebo sprowadzone na ziemię": kult Boga, który stał się naszym bratem, przybliżenie ludziom religii.

Jaki to wszystko miało wpływ na codzienne życie ludzi tej epoki?

- Ogromny, bardzo integrujący. Każde miasto, każda wieś miały swoje prawa. Każdy mieszkaniec nazywał się obywatelem (societas civilis), o czym w ogóle nie pamiętamy. Oczywiście obywatelem w innym sensie niż podczas rewolucji francuskiej. Prawa obywateli nazywano wolnościami (libertas). Ponadto z reformą chrześcijaństwa przyszedł silny wzór braterstwa ludzi (fraternitas). Mówimy nawet, że pierwsza konstytucja europejska to reguła św. Benedykta. Czynnik religijny był tu bardzo istotny, w świetle religii wszyscy ludzie są równi. To jest ciekawe, że trzy hasła: wolność, równość, braterstwo, rozumiane w sensie chrześcijańskim, były siłą dynamiczną średniowiecznej Europy.

Myśliciele oświecenia oskarżyliby Pana Profesora o przypisywanie ich osiągnięć "ciemnej epoce".

- Sto lat temu niemiecki socjolog Max Weber uważał, że postęp Zachodu zaczął się od reformacji protestanckiej i purytanizmu. Dzisiaj wiemy, że początki wielkiego postępu są związane ze wspomnianym wyżej przeze mnie humanizmem chrześcijańskim i przeświadczeniem, że człowiek stworzony przez Boga jest przeznaczony do przekształcania świata. Dlatego nasz krąg cywilizacyjny wyprzedził wszystkie inne.

Można więc powiedzieć, że w średniowieczu rodziły się zręby integracji europejskiej. Jednak dzisiejsza Wspólnota Europejska jakby celowo stara się nie nawiązywać do tego doświadczenia. Na czym zatem teraz można budować jedność Europy, skoro nie da się zawrócić biegu historii?

- Oczywiście, trzeba żyć swoim czasem. Jednocześnie jednak nie można zapominać o korzeniach. Trzeba przyjąć zarówno średniowieczną "rzeczpospolitą chrześcijańską", jak i oświecenie. I popatrzeć na wszystko krytycznie - na jedną i na drugą epokę. To jest absolutny wymóg rozumu. Nieracjonalną zupełnie postawą jest zachowanie tych, którzy całkowicie przekreślają część korzeni. To jest laicki fundamentalizm. Mój przyjaciel, wielki historyk francuski Jacques le Goff, pisze, że dla dzisiejszych Europejczyków doświadczenie średniowiecza jest niezwykle ważne, bo tamci ludzie mieli nadzieję, a jak my stracimy nadzieję, to będziemy skończeni. I to pisze agnostyk. Jest zatem możliwość spotkania chrześcijan i niewierzących, wspólnego odszukania pewnych wartości i szacunku do nich.

* Historyk, profesor KUL, dyrektor Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie.

Paryska katedra Notre-Dame to piękny symbol
"rzeczpospolitej chrześcijańskiej"

góra

Następna strona

Powrót