Powiększenie

Od rana -
wszyscy na kolana.
Piotr Jerzy Frassati (1901-1925),
błogosławiony

Dzień trzeci

Komentarz wstępny:
"Przyszliśmy oddać Mu pokłon" już po raz trzeci. Pociągają nas Boże obietnice i proroctwa. Pociągają nas Boże tajemnice i dary. Pociąga nas ku sobie coraz bardziej Jezus. Popatrzmy na tabernakulum. To nie jest relikwiarz. Tu naprawdę jest Jezus! Prawdziwy Bóg, w którym złożyliśmy naszą ufność (por. I czyt). On przygotowuje nam prawdziwą ucztę, aby zaspokoić wszystkie ludzkie pragnienia i oczekiwania, bo jest tak samo mocny jak w dzisiejszej Ewangelii.

Jak prawdziwie kochać Boga? Jak być wiernym Bogu w zwykłym dniu i zwykłych okolicznościach? Dziś w czasie Rorat poznamy kogoś, kogo możemy naśladować.

KSIĄDZ
Wszystkich, którzy dzisiaj po raz pierwszy przyszli do kościoła z lampionem - najlepiej tym z "Małego Gościa" - serdecznie pozdrawiam. Bardzo się cieszę, że nie tylko maluchy mają lampiony, ale również starsi. Pozostałych nadal zachęcam. Ciągle nie jest za późno, by rozpocząć przychodzenie na Roraty z lampionem.

A teraz już przechodzimy do przypomnienia. Wiele ważnych rzeczy powiedzieliśmy sobie wczoraj. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o żadnej z nich. O proste sprawy nie będę Was pytał. Dobrze wiecie, że Trzej Mędrcy zostali nazwani imionami Kacper, Melchior i Baltazar. Że ich relikwie znajdują się od wielu wieków w katedrze w Kolonii. Może nawet niektórzy pamiętają, że wieże katedry kolońskiej sięgają w niebo na wysokość 157 metrów. Ale gdybyście to zapomnieli, nic złego się nie stanie. Dwa metry więcej, czy dziesięć metrów mniej - nieważne. Bardzo ważne za to jest coś innego. Coś, o czym mówiliśmy wczoraj na sam koniec naszego spotkania.. I o to muszę Was zapytać.

Pytanie do dzieci:
- Jakie jest najważniejsze zadanie człowieka na ziemi?
(odp. oddawać Bogu pokłon)

Oczywiście. Żyjemy po to, by oddawać Bogu pokłon. W każdym czasie, w każdych okolicznościach. Wspaniale, że pamiętacie. Ostatecznie...

Ksiądz:
Przyszliśmy...

Wszyscy:
.. .oddać Mu pokłon.

Chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć o człowieku, który pięknie żył i pięknie się modlił. O człowieku, który wiedział, że całe jego życie ma być na chwałę Boga. I tak żył.

Nazywał się Piotr Jerzy Frassati. Dzisiaj jest już błogosławionym. Był Włochem. Mieszkał w Turynie. Na obrazku, który otrzymaliście (lub otrzymacie po Mszy św.) macie jego zdjęcie. Niestety, czarno-białe, gdyż tylko takie wtedy były. Stoi na jakimś alpejskim szczycie. Uwielbiał chodzić po górach. A ponieważ był silny i wysportowany, z łatwością zdobywał najwyższe szczyty. Zresztą potrafił też doskonale pływać i jeździć konno. A rowerem pokonywał dziesiątki kilometrów. Zawsze otaczała go gromada kolegów i koleżanek. Bo zawsze był uśmiechnięty, pogodny. Miał trzy miłości: góry, o których już wspomniałem. Po drugie: biedni, którym pomagał w każdych okolicznościach. Zdarzało mu się przychodzić do domu bez butów lub marynarki, bo zostawiał je spotkanym na ulicy żebrakom. Nigdy im nie odmawiał. No i wreszcie trzecia, a właściwie należałoby powiedzieć pierwsza miłość: Pan Bóg. Piotr Jerzy Frassati bardzo kochał życie, ale ponad wszystko kochał Boga. Podobno nikt nie modlił się tak pięknie jak on. Najbardziej lubił nocne adoracje przed Najświętszym Sakramentem. Zapisał się nawet do studenckiego Stowarzyszenia Nocnej Adoracji. Raz w miesiącu chodził na nocne adoracje. Modlił się zwykle od dziesiątej wieczorem do drugiej po północy. Zapominał wtedy o całym świecie. Jego koledzy i koleżanki nie mogli oderwać od niego oczu. Taki był piękny, kiedy się modlił. Zresztą posłuchajcie ich wspomnień.

(chłopiec)
Pamiętam, w kościele odprawiała się adoracja Najświętszego Sakramentu. Niedaleko mnie klęczał piękny, młody człowiek. Przyciągał moją uwagę. Spoglądałem na niego niejeden raz. Potem zapytałem przez ciekawość: kto to jest? - To Frassati, syn senatora - usłyszałem w odpowiedzi.

(dziewczyna)
Stał około godziny. Piękny, ze splecionymi ramionami. Z takim wyrazem twarzy, że odwracałam oczy od Najświętszego Sakramentu i patrzałam na niego.

(chłopiec)
Klęczał na posadzce otoczony innymi i potrącany przez tych, którzy szli do Komunii św. lub z wracali po jej przyjęciu. Nie zwracał na to uwagi. Tak był skupiony, że nie zauważył, jak wosk świecy kapie mu na ubranie.

KSIĄDZ
Klęczał na posadzce, ludzie go potrącali, wosk lał mu się na ubranie, a on patrzył tylko na Pana Jezusa. Był jak żołnierz stojący na warcie - nieporuszony, wpatrzony w Najświętszy Sakrament.

Żeby umieć tak się modlić! Tak jak wczoraj spróbujemy uklęknąć - ładnie, spokojnie, na dwa kolana, bez potrącania kogokolwiek. Przecież przyszliśmy tu oddać Bogu pokłon, tak jak zrobili to Trzej Królowie, jak robił to bł. Piotr Jerzy Frassati. Klęcząc, posłuchamy, a kto potrafi - zaśpiewa pieśń "Upadnij na kolana".

KSIĄDZ
Muszę Wam powiedzieć, że bł. Piotr Jerzy Frassati modlił się w ten sposób nie tylko w kościele, na Mszy św. czy przed Najświętszym Sakramentem, ale także w domu. Zawsze rano i wieczorem klękał w swoim pokoju obok łóżka i modlił się na kolanach. Mam nadzieję, że Wy też codziennie rano i wieczorem modlicie się klęcząc. Przypominacie sobie naszego Papieża? Nawet kiedy był już bardzo stary i chory, jak tylko umiał zginał kolana i klękał. Wy jesteście młodzi, zdrowi, sprawni i nic nie stoi na przeszkodzie, abyście zawsze modlili się na kolanach.

Proponuję nowe zawołanie, które chciałbym, żeby towarzyszyło nam przez całe Roraty:

Ksiądz:
Od rana...

Wszyscy:
.. .wszyscy na kolana.

Pytania:

1. Jakiej narodowości był Piotr Jerzy Frassati?
(odp. był Włochem)

2. Który papież beatyfikował Piotra Jerzego Frassatiego?
(odp. Jan Paweł II)

3. Ile lat miał bł. Piotr Jerzy Frassati w chwili śmierci?
(odp. 24 lata)

Zadania:
1. Na modlitwie wieczornej postaraj się klęczeć najlepiej jak potrafisz.

Obrazek:
Bł. Piotr Jerzy Frassati.

Rozważania na Roraty 2005
przygotowane przez miesięcznik "Mały Gość Niedzielny"

Dalej

Powrót
Przyszliśmy oddać Mu pokłon
Roraty 2005 rok

.